06.11.2022, 00:57 ✶
Miejsce wyglądało na niemal opustoszałe i dochodziła do wniosków, że jej rodzina tak naprawdę nie zamierzała się tutaj pojawić. Nie rozumiała, czemu miały służyć te wszystkie podstępy i wysłanie jej tutaj, nie umiała dojść do sedna tego całego żartu, ale ponieważ tu była a oni nie, musiała chyba wracać do domu, pójść spać, a idealnie wypełnić jeszcze dziś parę raportów albo dodatkowych działań które mogły poczekać do końca przyszłego tygodnia, ale nie, musiała nad tym usiąść najszybciej jak się dało, bo inaczej obawiała się, że pomyłki i problemy zaczną się piętrzyć. I po prostu lubiła mieć wszystko załatwione jak najszybciej, pilnując się, aby być rzetelnym pracownikiem.
Dostrzegła, że osoba na którą zerknęła macha w jej kierunku, dlatego po krótkiej chwili namysłu ruszyła w jej kierunku. W najgorszym wypadku może się dowie, że jej rodzina jednak tu nie przyjdzie i ta…osoba miała zamiar przekazać wiadomość. W końcu może wydarzyło się coś, co miało wpływ na ich obecność, nie chciała ich oceniać. I dopiero kiedy przystanęła przy stoliku, magiczne światło w jej głowie zapaliło się aby jednak rozpoznać twarz, którą miała właśnie przed sobą, nie spodziewając się, że los podstawi ją jeszcze przed tym człowiekiem.
- Timothy Fletcher, jak się tu znalazłeś? – Nie mogła uniknąć zaskoczenia, które mimo wszystko dość szybko spłynęło z jej twarzy. Nie wiedziała, czy powinna się przysiąść, ale skoro sam ją zachęcił do podejścia, to mogła zrobić to na chwilę, zwłaszcza, że niestety obcasy dawały jej się we znaki, dlatego wolała chociaż przez chwilę siedzieć, nawet jeżeli ten miałby ją zaraz wygonić…gdzieś indziej, tak.
- Wiem, że to dość…dziwne pytanie na spotkanie po latach, nie widziałeś może tutaj kogoś z mojej rodziny? Albo ktoś nie przekazywał tu wiadomości? Miałam się z nimi spotkać. – Nie chciała głośno szafować nazwiskiem, wiedząc, że było mało popularne w szerokich kręgach, dlatego wolała skierować go na te tory ogólnikami. Spojrzeniem uciekła na chwilę na szklankę znajdującą się tuż przed nim aby zaraz wrócić do jego twarzy, zastanawiając się, co dokładnie miało się dziać w tym momencie; czy czekał na kogoś, czy może jednak przyszedł się napić i mu przeszkodziła.
Dostrzegła, że osoba na którą zerknęła macha w jej kierunku, dlatego po krótkiej chwili namysłu ruszyła w jej kierunku. W najgorszym wypadku może się dowie, że jej rodzina jednak tu nie przyjdzie i ta…osoba miała zamiar przekazać wiadomość. W końcu może wydarzyło się coś, co miało wpływ na ich obecność, nie chciała ich oceniać. I dopiero kiedy przystanęła przy stoliku, magiczne światło w jej głowie zapaliło się aby jednak rozpoznać twarz, którą miała właśnie przed sobą, nie spodziewając się, że los podstawi ją jeszcze przed tym człowiekiem.
- Timothy Fletcher, jak się tu znalazłeś? – Nie mogła uniknąć zaskoczenia, które mimo wszystko dość szybko spłynęło z jej twarzy. Nie wiedziała, czy powinna się przysiąść, ale skoro sam ją zachęcił do podejścia, to mogła zrobić to na chwilę, zwłaszcza, że niestety obcasy dawały jej się we znaki, dlatego wolała chociaż przez chwilę siedzieć, nawet jeżeli ten miałby ją zaraz wygonić…gdzieś indziej, tak.
- Wiem, że to dość…dziwne pytanie na spotkanie po latach, nie widziałeś może tutaj kogoś z mojej rodziny? Albo ktoś nie przekazywał tu wiadomości? Miałam się z nimi spotkać. – Nie chciała głośno szafować nazwiskiem, wiedząc, że było mało popularne w szerokich kręgach, dlatego wolała skierować go na te tory ogólnikami. Spojrzeniem uciekła na chwilę na szklankę znajdującą się tuż przed nim aby zaraz wrócić do jego twarzy, zastanawiając się, co dokładnie miało się dziać w tym momencie; czy czekał na kogoś, czy może jednak przyszedł się napić i mu przeszkodziła.