14.08.2023, 21:30 ✶
Szukała rozwiązania, szukała czegoś, co pozwoliłoby te posągi wyłączyć lub przynajmniej czasowo wstrzymać, aby mogła skupić się na mechanizmie i nie martwić się bezpieczeństwem Lety. No i trochę swoim, bo to w końcu ona kamienne kreatury obraziła, przepraszając potem w duchu. Izba, w której tkwiły, nie miała jednak zbyt wiele do zaoferowania i nawet koliberek nie przydał się do niczego, przynajmniej do czasu, aż go powiększyła i jego dziób mógł faktycznie zadać jakieś obrażenia.
- Wooo, to było dobre. - pochwaliła koleżankę z podziwem, jak silne zaklęcie pozbawiło kamienną statuę życia, powstrzymując się przed klaśnięciem w dłonie. Obydwa jej czary zadziałały, miecz nie stanowił zagrożenia i być może nie mogły zostać już przerobione na plasterki, ale posągi wciąż miały dłonie i jeden nawet dzierżył kostur, którym mógłby rozbić głowę. Świetlik przeleciał się po pomieszczeniu — miały na głowie aż czterech kamiennych mężczyzn, przypominali trochę wojowników i w dziwny sposób pasowali do pełnienia funkcji obronnej przed ewentualnym zagrożeniem lub rabunkiem, a oni wszyscy poniekąd właśnie tak mogli być postrzegani. Zacisnęła usta, przesuwając palcami po skroniach. Metalowy ptaszek zatrzepotał skrzydłami nerwowo jakby świadomy swojej ważnej roli i gotowy do dziobania posągów, zajmowania ich uwagi. Był szybki, dziób miał ostry i twardy, mógłby uszkodzić im łapska, ale z pewnością potrzebował do tego czasu, zupełnie jak ona do otworzenia mechanizmu, przy którym tkwiła.
Nim zaczęła pracować nad zamkiem, machnęła różdżką jeszcze raz. Pierwsze zaklęcie znów miało powiększyć koliberka i sprawić, że byłby dla Lety większym pożytkiem, bo trzymał się blisko niej, gotowy oddać swoje trybikowe serduszko dla jej bezpieczeństwa. Drugie wycelowała w posąg, chcąc znów zastosować transmutacyjne sztuczki, które pomagały jej w pracy — zgodnie z prawem Gampa, zmienić kamień w szkło lub inny materiał, który można by łatwo rozbić i unieszkodliwić. Potem już świetlik wrócił na jej głowę, a ona skupiła się w pełni na rozbrajaniu, posługując się odpowiednimi narzędziami oraz korzystając z wiedzy, oraz doświadczenia. Musiała niestety ignorować to, co działo się za plecami. Po chwili, nie odrywając spojrzenia i trzymanego śrubokrętu od przekładni, zawołała tylko do czarownicy. - Jeszcze chwilkę, kilka sekund.
- Wooo, to było dobre. - pochwaliła koleżankę z podziwem, jak silne zaklęcie pozbawiło kamienną statuę życia, powstrzymując się przed klaśnięciem w dłonie. Obydwa jej czary zadziałały, miecz nie stanowił zagrożenia i być może nie mogły zostać już przerobione na plasterki, ale posągi wciąż miały dłonie i jeden nawet dzierżył kostur, którym mógłby rozbić głowę. Świetlik przeleciał się po pomieszczeniu — miały na głowie aż czterech kamiennych mężczyzn, przypominali trochę wojowników i w dziwny sposób pasowali do pełnienia funkcji obronnej przed ewentualnym zagrożeniem lub rabunkiem, a oni wszyscy poniekąd właśnie tak mogli być postrzegani. Zacisnęła usta, przesuwając palcami po skroniach. Metalowy ptaszek zatrzepotał skrzydłami nerwowo jakby świadomy swojej ważnej roli i gotowy do dziobania posągów, zajmowania ich uwagi. Był szybki, dziób miał ostry i twardy, mógłby uszkodzić im łapska, ale z pewnością potrzebował do tego czasu, zupełnie jak ona do otworzenia mechanizmu, przy którym tkwiła.
Nim zaczęła pracować nad zamkiem, machnęła różdżką jeszcze raz. Pierwsze zaklęcie znów miało powiększyć koliberka i sprawić, że byłby dla Lety większym pożytkiem, bo trzymał się blisko niej, gotowy oddać swoje trybikowe serduszko dla jej bezpieczeństwa. Drugie wycelowała w posąg, chcąc znów zastosować transmutacyjne sztuczki, które pomagały jej w pracy — zgodnie z prawem Gampa, zmienić kamień w szkło lub inny materiał, który można by łatwo rozbić i unieszkodliwić. Potem już świetlik wrócił na jej głowę, a ona skupiła się w pełni na rozbrajaniu, posługując się odpowiednimi narzędziami oraz korzystając z wiedzy, oraz doświadczenia. Musiała niestety ignorować to, co działo się za plecami. Po chwili, nie odrywając spojrzenia i trzymanego śrubokrętu od przekładni, zawołała tylko do czarownicy. - Jeszcze chwilkę, kilka sekund.
Rzut N 1d100 - 81
Sukces!
Sukces!
Rzut N 1d100 - 6
Akcja nieudana
Akcja nieudana