14.08.2023, 22:19 ✶
Och, kiedy chociaż chwilę trzymałem się z dala od Sauriela, zaczynałem zapominać, jakie miał niewiarygodnie irytujące spojrzenie na świat. Totalnie inne niż nasz, Rookwoodów. To, co było naprawdę istotne, uważał za jakieś gówno, a gówno z kolei za złoto. I bądź tu przy nim mądrym, skoro każda jego myśl była niczym papka. Miałem okazję oglądać ciała osób, które spadły z bardzo wysoka i nie nadawały się do reanimacji. Mózg Sauriela musiał przypominać mózg tej ofiary. Zdecydowanie. Albo mózg dziecka, bo czasami miałem wrażenie, że zatrzymał się w rozwoju i po prostu nie dorósł.
- Pracuję nad karierą zawodową, a to wymaga wysiłku oraz nakładu czasu - wtrąciłem się, bo moja praca nie była przesiadywaniem w tym gównianym Ministerstwie Magii, tylko ciężką pracą, staraniami, poszerzaniem znajomości i rozpoznawalności.
Łyknąłem alkoholu by to jakoś przetrawić. Właściwie dopiłem do dna i machnąłem różdżką by karafka zaszczyciła mnie swoją obecnością na biurku. Chyba jednak potrzebowałem jeszcze. Nie mogłem tak w pełni na trzeźwo tolerować punktów widzenia Sauriela, szczególnie że potrzebował moich umiejętności, które kpiąco wyśmiewał. Aż wielokrotnie żałowałem, że o tym mu wspominałem. Czy sam się dowiedział. Już nawet nie pamiętałem. Może pewne informacje na mój temat powinienem mu wymazać z tej przystojnej główki? Kuszące.
Pewnie bym dalej ukazywał niezadowolenie nakrapiane zdegustowanym prychaniem, popijane alkoholem, ale kartka na stole, którą położył Sauriel, oraz jego krótka opowieść o klątwie aż za bardzo przykuły moją uwagę, by ciekawość nie wzięła góry nad uprzedzeniami do kuzyna.
Złapałem kartkę, przeczytałem i wbiłem w niego spojrzenie. Trochę zatroskane, trochę zaciekawione. Coś pomiędzy. Oczywiście puściłem mimo uszu jakiegoś uwagi o penisowych kształtach. Jeszcze czego.
- Powiedz mi, jak się czujecie? Wszystko z wami w porządku? Mogłeś przyjść do mnie wcześniej - odparłem już trochę bardziej zaniepokojony, bo tak się składało, że prawdopodobnie już dwukrotnie miałem do czynienia z tym paskudztwem. - Na twoim miejscu nie zgrywałbym głupka. Moja... znajoma popadała w obłęd przez tę klątwę i... nie jestem pewien, ale chyba mieliśmy na stole w pracy delikwentkę, która się zabiła pod jej wpływem, ale to nie jest potwierdzona informacja - przyznałem już rzeczowym tonem, nieco wahając się na słowie „znajoma”, ale reszta brzmiała niczym częściowy raport z sekcji zwłok.
Przetarłem twarz dłonią. To chore, że nikt nie dopilnował by na obchodach tak ważnego święta, którym było Beltane, nikt nie zadbał o bezpieczeństwo uczestników. Niektórych pracowników Ministerstwa zdecydowanie trzeba było zwolnić, gdyż to było bardziej niż oburzające.
Patrzyłem na Sauriela wyczekująco. Z klątwami nie było żartów, a on sobie tu przychodził, jakby wpadał na ploteczki, a nie po świece, które prawdopodobnie uratują im życie.
- Pracuję nad karierą zawodową, a to wymaga wysiłku oraz nakładu czasu - wtrąciłem się, bo moja praca nie była przesiadywaniem w tym gównianym Ministerstwie Magii, tylko ciężką pracą, staraniami, poszerzaniem znajomości i rozpoznawalności.
Łyknąłem alkoholu by to jakoś przetrawić. Właściwie dopiłem do dna i machnąłem różdżką by karafka zaszczyciła mnie swoją obecnością na biurku. Chyba jednak potrzebowałem jeszcze. Nie mogłem tak w pełni na trzeźwo tolerować punktów widzenia Sauriela, szczególnie że potrzebował moich umiejętności, które kpiąco wyśmiewał. Aż wielokrotnie żałowałem, że o tym mu wspominałem. Czy sam się dowiedział. Już nawet nie pamiętałem. Może pewne informacje na mój temat powinienem mu wymazać z tej przystojnej główki? Kuszące.
Pewnie bym dalej ukazywał niezadowolenie nakrapiane zdegustowanym prychaniem, popijane alkoholem, ale kartka na stole, którą położył Sauriel, oraz jego krótka opowieść o klątwie aż za bardzo przykuły moją uwagę, by ciekawość nie wzięła góry nad uprzedzeniami do kuzyna.
Złapałem kartkę, przeczytałem i wbiłem w niego spojrzenie. Trochę zatroskane, trochę zaciekawione. Coś pomiędzy. Oczywiście puściłem mimo uszu jakiegoś uwagi o penisowych kształtach. Jeszcze czego.
- Powiedz mi, jak się czujecie? Wszystko z wami w porządku? Mogłeś przyjść do mnie wcześniej - odparłem już trochę bardziej zaniepokojony, bo tak się składało, że prawdopodobnie już dwukrotnie miałem do czynienia z tym paskudztwem. - Na twoim miejscu nie zgrywałbym głupka. Moja... znajoma popadała w obłęd przez tę klątwę i... nie jestem pewien, ale chyba mieliśmy na stole w pracy delikwentkę, która się zabiła pod jej wpływem, ale to nie jest potwierdzona informacja - przyznałem już rzeczowym tonem, nieco wahając się na słowie „znajoma”, ale reszta brzmiała niczym częściowy raport z sekcji zwłok.
Przetarłem twarz dłonią. To chore, że nikt nie dopilnował by na obchodach tak ważnego święta, którym było Beltane, nikt nie zadbał o bezpieczeństwo uczestników. Niektórych pracowników Ministerstwa zdecydowanie trzeba było zwolnić, gdyż to było bardziej niż oburzające.
Patrzyłem na Sauriela wyczekująco. Z klątwami nie było żartów, a on sobie tu przychodził, jakby wpadał na ploteczki, a nie po świece, które prawdopodobnie uratują im życie.