06.11.2022, 02:36 ✶
Młoda twarz sekretarki, wcześniej całkowicie pogrążona w skupieniu teraz przypominała biel nieskalanej atramentem kartki. Spojrzała na stertę pergaminów, która piętrzyła się w folderach na jej biurku, a potem znowu na stojącego przed nią mężczyznę. Widać było, że chce coś powiedzieć, ale w tym samym momencie drzwi do gabinetu otworzyły się wypełniając przedsionek głosami przebywającymi jeszcze chwilę temu w zaciszu gabinetu mężczyzn.
- Mam nadzieję, ze wyraziłem się, co do pańskiego pliku wątpliwych obserwacji wystarczająco jasno i, że następnym razem zastanowi się Pan o jeden raz więcej zanim poprosi o spotkanie. Tym razem poczekam na odpowiednio sformułowany dokument jakbym wcześniejszego nie widział na oczy, wpiszę w rubrykę nowelizację jako powód opóźnienia z Pana strony, bo przecież na takie rzeczy, i bardzo dobrze, nie ma Pan żadnego wpływu. Proszę się postarać, aby następnym razem nie było beznadziejnie. - Elliott był skupiony na dzienniku, który trzymał w dłoni, a jego słowa wypełniły obydwa z pomieszczeń, po nich nastąpiła sekunda ciszy i krótkie przytaknięcie ze strony rozmówcy.
Zanim sekretarka wraz z Erikiem mogli dostrzec Malfoya ich oczom ukazał się wysoki, smukły mężczyzna z odstającymi uszami, nerwowo poprawiający wpadające do oczu kosmyki ciemnych włosów. Przywitał się, czysto grzecznościowo z Longbottomem, poprawił swoją teczkę pod pachą i żegnając się z Elliottem pospiesznie wyszedł z pomieszczenia pozwalając by lekkie kliknięcie drzwi rozeszło się echem po przedsionku.
- Panie Longbottom. - Elliott musiał unieść głowę, aby spojrzeć w twarz swojemu rozmówcy, ale nie wydawał się przy tym specjalnie skrępowany. Dzieliło ich piętnaście centymetrów, ale Malfoy przyzwyczajony był, że nie przewyższał większości swoich rozmówców wzrostem, musiał nadrabiać innymi rzeczami i to też robił - Domyślam się, że nie sprowadza tu Pana chęć wspólnego zjedzenia lunchu, bo na to byłoby jeszcze za wcześnie, więc, Loraine, czemu nie dałaś Panu chociażby kawy? - tutaj zwrócił się do sekretarki, ale nie spojrzał na nią z wyrzutem, wręcz odwrotnie uśmiechał się. Nie był to jednak przyjemny i ciepły wyraz twarzy, który Erik mógł znać z ich prywatnych rozmów, coś w tym grymasie sprawiało, że każdy zebrany w pomieszczeniu wolałby, aby Elliott zachował wcześniejszy, nieporuszony niczym wyraz twarzy.
- Panie Malfoy, bo właśnie, jest taka sprawa, Pan Longbottom przyszedł tutaj w temacie dokumentów, których jeszcze nie zdążyłam Panu przekazać, już ich szukam. - twarz blondyna stężała, widać było, że spiął mięśnie, acz uśmiech, który przybrał sekundę temu nie zniknął, co chyba było najbardziej niekomfortową kwestią w tym wszystkim, definitywnie dla młodej dziewczyny, która w pośpiechu wstała i zaczęła przekładać mnogość teczek na mahoniowym biurku.
- Powiedz mi, Loraine, kiedy ten wniosek, o który Pan Longbottom pyta wpłynął? - kobieta znalazła upragnioną teczkę i widać było, ze odetchnęła z ulgą, chociaż jej policzki zaczęły powoli czerwienić się od nadmiaru emocji.
- Dwa tygodnie i trzy dni temu, Panie Malfoy. - odparła prawie tracąc głos i wyciągnęła dokumenty w jego kierunku. Kanclerz przechwycił je i oderwał spojrzenie od drobnej dziewczyny otwierając teczkę i skupiając spojrzenie na zawartej w niej treści.
- Zbierz swoje rzeczy i oddaj przepustkę na wejściu, Loraine. Nie musisz kończyć tego, co robisz. - zwrócił się do kobiety po raz ostatni nawet na nią nie patrząc i podniósł spojrzenie na Erika, tym razem przestając się uśmiechać, a formując twarz w przepraszający wyraz; było mu głupio, że mężczyzna musiał być świadkiem całej tej scenki.
- Jeżeli ten wniosek to coś bardzo naglącego, a zakładam, że tak jest, skoro osobiście się tutaj pofatygowałeś to zapraszam do gabinetu. Wybacz za to niedociągnięcie. - nie chciał rozwijać rozmowy z detektywem dalej, nie w obecności pakującej się kobiety dlatego wskazał dłonią otwarte drzwi prowadzące do gabinetu.
Pomieszczenie nie różniło się bardzo od przedsionku, acz było bardziej pełne. Regały zdobiły foldery, każdy taki sam z datą na grzbiecie. Pare półek było zapełnionych książkami, grubymi, wyglądającymi na wiekowe, ale czcionka była zbyt mała aby odczytać tytuły bez podchodzenia bliżej. Przez okna widać było ulice centralnego Londynu, który w ten marcowy poranek zaskoczył wszystkich słońcem. Mosiężne biurko stało po środku pomieszczenia, ale Elliott nawet do niego nie podszedł kładąc teczkę na stoliku znajdującym się pomiędzy dwoma fotelami stojącymi pod strzelistymi oknami. Kolorystyka pokoju nie różniła się zbytnio od całej reszty ministerstwa, zachowana w ciemnych brązach, bordo, ciemnej zieleni i złocie.
- Usiądź, widzę, że masz trudność z chodzeniem. - skomentował, bo nawet przez tak krótką odległość z przedsionku do gabinetu dało się zauważyć, że Longbottom porusza się bardziej skrępowanie niż by chciał - Coś się stało? - dopytał - Ah, życzysz sobie kawy albo herbaty? Od razu mówię, że to drugie o wiele lepiej mi wychodzi, a do tego pierwszego, jak już wiesz, nie mam aktualnie nikogo do pomocy. - uniósł kącik ust w lekkim skrępowaniu.
- Mam nadzieję, ze wyraziłem się, co do pańskiego pliku wątpliwych obserwacji wystarczająco jasno i, że następnym razem zastanowi się Pan o jeden raz więcej zanim poprosi o spotkanie. Tym razem poczekam na odpowiednio sformułowany dokument jakbym wcześniejszego nie widział na oczy, wpiszę w rubrykę nowelizację jako powód opóźnienia z Pana strony, bo przecież na takie rzeczy, i bardzo dobrze, nie ma Pan żadnego wpływu. Proszę się postarać, aby następnym razem nie było beznadziejnie. - Elliott był skupiony na dzienniku, który trzymał w dłoni, a jego słowa wypełniły obydwa z pomieszczeń, po nich nastąpiła sekunda ciszy i krótkie przytaknięcie ze strony rozmówcy.
Zanim sekretarka wraz z Erikiem mogli dostrzec Malfoya ich oczom ukazał się wysoki, smukły mężczyzna z odstającymi uszami, nerwowo poprawiający wpadające do oczu kosmyki ciemnych włosów. Przywitał się, czysto grzecznościowo z Longbottomem, poprawił swoją teczkę pod pachą i żegnając się z Elliottem pospiesznie wyszedł z pomieszczenia pozwalając by lekkie kliknięcie drzwi rozeszło się echem po przedsionku.
- Panie Longbottom. - Elliott musiał unieść głowę, aby spojrzeć w twarz swojemu rozmówcy, ale nie wydawał się przy tym specjalnie skrępowany. Dzieliło ich piętnaście centymetrów, ale Malfoy przyzwyczajony był, że nie przewyższał większości swoich rozmówców wzrostem, musiał nadrabiać innymi rzeczami i to też robił - Domyślam się, że nie sprowadza tu Pana chęć wspólnego zjedzenia lunchu, bo na to byłoby jeszcze za wcześnie, więc, Loraine, czemu nie dałaś Panu chociażby kawy? - tutaj zwrócił się do sekretarki, ale nie spojrzał na nią z wyrzutem, wręcz odwrotnie uśmiechał się. Nie był to jednak przyjemny i ciepły wyraz twarzy, który Erik mógł znać z ich prywatnych rozmów, coś w tym grymasie sprawiało, że każdy zebrany w pomieszczeniu wolałby, aby Elliott zachował wcześniejszy, nieporuszony niczym wyraz twarzy.
- Panie Malfoy, bo właśnie, jest taka sprawa, Pan Longbottom przyszedł tutaj w temacie dokumentów, których jeszcze nie zdążyłam Panu przekazać, już ich szukam. - twarz blondyna stężała, widać było, że spiął mięśnie, acz uśmiech, który przybrał sekundę temu nie zniknął, co chyba było najbardziej niekomfortową kwestią w tym wszystkim, definitywnie dla młodej dziewczyny, która w pośpiechu wstała i zaczęła przekładać mnogość teczek na mahoniowym biurku.
- Powiedz mi, Loraine, kiedy ten wniosek, o który Pan Longbottom pyta wpłynął? - kobieta znalazła upragnioną teczkę i widać było, ze odetchnęła z ulgą, chociaż jej policzki zaczęły powoli czerwienić się od nadmiaru emocji.
- Dwa tygodnie i trzy dni temu, Panie Malfoy. - odparła prawie tracąc głos i wyciągnęła dokumenty w jego kierunku. Kanclerz przechwycił je i oderwał spojrzenie od drobnej dziewczyny otwierając teczkę i skupiając spojrzenie na zawartej w niej treści.
- Zbierz swoje rzeczy i oddaj przepustkę na wejściu, Loraine. Nie musisz kończyć tego, co robisz. - zwrócił się do kobiety po raz ostatni nawet na nią nie patrząc i podniósł spojrzenie na Erika, tym razem przestając się uśmiechać, a formując twarz w przepraszający wyraz; było mu głupio, że mężczyzna musiał być świadkiem całej tej scenki.
- Jeżeli ten wniosek to coś bardzo naglącego, a zakładam, że tak jest, skoro osobiście się tutaj pofatygowałeś to zapraszam do gabinetu. Wybacz za to niedociągnięcie. - nie chciał rozwijać rozmowy z detektywem dalej, nie w obecności pakującej się kobiety dlatego wskazał dłonią otwarte drzwi prowadzące do gabinetu.
Pomieszczenie nie różniło się bardzo od przedsionku, acz było bardziej pełne. Regały zdobiły foldery, każdy taki sam z datą na grzbiecie. Pare półek było zapełnionych książkami, grubymi, wyglądającymi na wiekowe, ale czcionka była zbyt mała aby odczytać tytuły bez podchodzenia bliżej. Przez okna widać było ulice centralnego Londynu, który w ten marcowy poranek zaskoczył wszystkich słońcem. Mosiężne biurko stało po środku pomieszczenia, ale Elliott nawet do niego nie podszedł kładąc teczkę na stoliku znajdującym się pomiędzy dwoma fotelami stojącymi pod strzelistymi oknami. Kolorystyka pokoju nie różniła się zbytnio od całej reszty ministerstwa, zachowana w ciemnych brązach, bordo, ciemnej zieleni i złocie.
- Usiądź, widzę, że masz trudność z chodzeniem. - skomentował, bo nawet przez tak krótką odległość z przedsionku do gabinetu dało się zauważyć, że Longbottom porusza się bardziej skrępowanie niż by chciał - Coś się stało? - dopytał - Ah, życzysz sobie kawy albo herbaty? Od razu mówię, że to drugie o wiele lepiej mi wychodzi, a do tego pierwszego, jak już wiesz, nie mam aktualnie nikogo do pomocy. - uniósł kącik ust w lekkim skrępowaniu.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦