15.08.2023, 20:57 ✶
Jak Hjalmar mógł być tak zestresowany? Nie skończył w łóżku z nieznajomą i nie z barmanem, żadne z nich nie było nagie, a bycie pluszowym niedźwiadkiem dla Pandory nie mogło być przecież tak straszne i złe. Wiercił się jednak, kręcił i mruczał pod nosem, jakby miał naciągnąć koniec świata. Brunetka zdawała się jednak zupełnie go ignorować, lawirując gdzieś pomiędzy rzeczywistością a snem, starając się nie otwierać oczu. Nie chciała się rozbudzać, nie chciała jeszcze wstawać, przecież udało się jej zasnąć raptem chwilę temu, a materac łóżka miał tak silne przyciąganie w akompaniamencie poduszki oraz ciepła, które biło od Islandczyka — nie mogła z tym zwyczajnie wygrać, nawet jakby faktycznie nadciągał jakiś kataklizm.
Korzystając ze zdezorientowania, przytuliła się do niego plecami i wygodnie ułożyła, trzymając blisko swoją owcę i całą resztę stada, wierząc, że po prostu jej posłucha i zaśnie. Wczoraj tak pięknie współpracował, nie powinno być teraz inaczej.
- Zamknąć oczy i dalej samo wyjdzie.. - mruknęła nieprzytomnie, cichutko, znów wzdychając. Gdy chciał zabrać rękę, mocniej złapała jego dłoń, wydając z siebie jakieś stłumione prychnięcie, które miało być oznaką niezadowolenia. Dotrzymała słowa, zadbała o niego — mógłby po prostu dać jej jeszcze chwilę, nawet skromne trzydzieści minut snu. I pewnie, gdyby na to wpadła i znała ciekawe zaklęcia, które skłoniłyby wypchane oraz miękkie zwierzątka do powstrzymania go od ruchu, może nawet nucenia mu kołysanki, aby tylko zasnął, to by z tego skorzystała.
Nie. Nie miał zamiaru dać jej spać. Każde kolejne słowo wypowiedziane przez mężczyznę ją budziło, uruchamia trybiki w głowie i sprawiało, że zaczynała, chcąc lub nie, go słuchać. I wcale się jej nie podobał tok jego myślenia, ich brzmienie, a przede wszystkim powód zaniepokojenia. Milczała chwilę, próbując dojść do siebie, żeby potem podnieść się powoli, ciągnąc za sobą kołdrę, siadając na kolanach. Jedną dłonią oparła się pomiędzy nogami, drugą przeczesała kaskady ciemnych włosów, zgarniając je do tyłu i odsłaniając twarz. Przetarła oczy, tłumiąc potężne ziewnięcie, a potem odszukała go spojrzeniem brązowych, błyszczących ze zmęczenia, ale i chyba zaskoczenia tęczówek. Nie zwróciła uwagi na krzywo zapięte guziki od piżamy, wywinięty materiał, który odsłaniał brzuch czy wykrzywiony, biały kołnierzyk. Nawet nie zdążyła poprawić wiszącej gdzieś niedbale nad obojczykiem, złotej literki. Trochę kręciło się jej w głowie, potrzebowała eliksiru, jeśli miała normalnie funkcjonować. - Nie panikuj. Dotrzymałam słowa, bezpiecznie wsadziłam Cię do łóżka i jedynie ze sobą spaliśmy. - zaczęła mrukliwie, wyruszając delikatnie ramionami, przenosząc na chwilę spojrzenie gdzieś na bok, aby spróbować ocenić po tym, co działo się za oknem, która jest godzina. Kolejny raz przetarła oczy, kręcąc delikatnie głową, przymykając na chwilę powieki. - Nie mogę być, bo nie uprawialiśmy seksu, jeśli tym się martwisz. Zapewniam Cię, że gdyby tak było, to żadne z nas nie byłoby pewnie ubrane, a do tego raczej byłoby lepiej, gdybyś cokolwiek z tego pamiętał. Także nie musisz się niczym przejmować. - kontynuowała, próbując zebrać myśli, które rozsypane krążyły jej po głowie, wywołując chaos i natłok, nad którym nie mogła zapanować. Ziewnęła znów, zakrywając usta dłonią. Słowa szeptane przez umysł wcale się jej nie podobały, ale nie zamierzała robić z tego powodu afery, teraz już przynajmniej była pewna i mogła zdecydować, co zrobić. - Obiecałam Ci też śniadanie. Pewnie już nie zaśniesz, co? - posłała mu krótkie spojrzenie, a potem przeniosła się na krawędź łóżka, wysuwając bose i rozgrzane stopy na nieprzyjemnie zimną podłogę, czując dreszcz przemykający po skórze. Kawa, eliksir i szybki spacer do rzeźnika, a będzie mogła normalnie przetrwać dzień. Najgorzej było przecież wstać, a potem już wszystko przychodziło łatwo, sprawnie. Pandora była przyzwyczajona do działania na wysokich obrotach. - Przygotuję Ci ręcznik w łazience, czuj się, jak u siebie w domu. Doprowadzę się szybko do porządku i wyskoczę na chwilę na dół, po zakupy. - przedstawiła mu swój plan działania, wyciągając ręce do góry i przeciągając się, nabrała siły, aby wstać. Ciężko było wygrać z siłą przyciągania łóżka. Nim jednak wyprostowała się, zerknęła na niego przez ułamek sekundy, zastanawiając się, czy bycie maskotką było aż takie tragiczne i złe, może się rozpychała? Wyraz jego spanikowanej twarzy świadczył o tym, że gdyby nawet do czegoś między nimi doszło, obwiniał by tylko siebie i nie brał pod uwagę tego, że to ona — jako ta bardziej trzeźwa i jednorazowo bardziej odpowiedzialna, mogłaby go do czegoś sprowokować. Ufał jej tak mocno, czy nie ufał zupełnie sobie, przez co miał za sobą całą masę jednonocnych historii pełnych uniesień i fantazji? Co w gruncie rzeczy nie było przecież niczym złym, bo obydwoje byli dorosłymi ludźmi, nie mieli stałych partnerów. Westchnęła, znów kręcąc głową i na chwilę przymykając oczy, bo gdy wstała, zmęczenie znów dało jej o sobie znać. Niczego jednak nie pokazała lub przynajmniej starała się nie pokazywać, chociaż teraz pewnie miał bystrzejsze spojrzenie, niż poprzedniej nocy i mógł więcej zauważyć. - Przynieść Ci coś do picia? - zaproponowała, myśląc, że mógł mieć właściwie kaca. Gdy złapała równowagę, leniwym krokiem zaczęła iść w kierunku drzwi do swojej szafy, aby złapać coś do ubrania. Latem może i wyskoczyłaby w piżamie, ale w styczniu groziło to zapaleniem płuc.
Korzystając ze zdezorientowania, przytuliła się do niego plecami i wygodnie ułożyła, trzymając blisko swoją owcę i całą resztę stada, wierząc, że po prostu jej posłucha i zaśnie. Wczoraj tak pięknie współpracował, nie powinno być teraz inaczej.
- Zamknąć oczy i dalej samo wyjdzie.. - mruknęła nieprzytomnie, cichutko, znów wzdychając. Gdy chciał zabrać rękę, mocniej złapała jego dłoń, wydając z siebie jakieś stłumione prychnięcie, które miało być oznaką niezadowolenia. Dotrzymała słowa, zadbała o niego — mógłby po prostu dać jej jeszcze chwilę, nawet skromne trzydzieści minut snu. I pewnie, gdyby na to wpadła i znała ciekawe zaklęcia, które skłoniłyby wypchane oraz miękkie zwierzątka do powstrzymania go od ruchu, może nawet nucenia mu kołysanki, aby tylko zasnął, to by z tego skorzystała.
Nie. Nie miał zamiaru dać jej spać. Każde kolejne słowo wypowiedziane przez mężczyznę ją budziło, uruchamia trybiki w głowie i sprawiało, że zaczynała, chcąc lub nie, go słuchać. I wcale się jej nie podobał tok jego myślenia, ich brzmienie, a przede wszystkim powód zaniepokojenia. Milczała chwilę, próbując dojść do siebie, żeby potem podnieść się powoli, ciągnąc za sobą kołdrę, siadając na kolanach. Jedną dłonią oparła się pomiędzy nogami, drugą przeczesała kaskady ciemnych włosów, zgarniając je do tyłu i odsłaniając twarz. Przetarła oczy, tłumiąc potężne ziewnięcie, a potem odszukała go spojrzeniem brązowych, błyszczących ze zmęczenia, ale i chyba zaskoczenia tęczówek. Nie zwróciła uwagi na krzywo zapięte guziki od piżamy, wywinięty materiał, który odsłaniał brzuch czy wykrzywiony, biały kołnierzyk. Nawet nie zdążyła poprawić wiszącej gdzieś niedbale nad obojczykiem, złotej literki. Trochę kręciło się jej w głowie, potrzebowała eliksiru, jeśli miała normalnie funkcjonować. - Nie panikuj. Dotrzymałam słowa, bezpiecznie wsadziłam Cię do łóżka i jedynie ze sobą spaliśmy. - zaczęła mrukliwie, wyruszając delikatnie ramionami, przenosząc na chwilę spojrzenie gdzieś na bok, aby spróbować ocenić po tym, co działo się za oknem, która jest godzina. Kolejny raz przetarła oczy, kręcąc delikatnie głową, przymykając na chwilę powieki. - Nie mogę być, bo nie uprawialiśmy seksu, jeśli tym się martwisz. Zapewniam Cię, że gdyby tak było, to żadne z nas nie byłoby pewnie ubrane, a do tego raczej byłoby lepiej, gdybyś cokolwiek z tego pamiętał. Także nie musisz się niczym przejmować. - kontynuowała, próbując zebrać myśli, które rozsypane krążyły jej po głowie, wywołując chaos i natłok, nad którym nie mogła zapanować. Ziewnęła znów, zakrywając usta dłonią. Słowa szeptane przez umysł wcale się jej nie podobały, ale nie zamierzała robić z tego powodu afery, teraz już przynajmniej była pewna i mogła zdecydować, co zrobić. - Obiecałam Ci też śniadanie. Pewnie już nie zaśniesz, co? - posłała mu krótkie spojrzenie, a potem przeniosła się na krawędź łóżka, wysuwając bose i rozgrzane stopy na nieprzyjemnie zimną podłogę, czując dreszcz przemykający po skórze. Kawa, eliksir i szybki spacer do rzeźnika, a będzie mogła normalnie przetrwać dzień. Najgorzej było przecież wstać, a potem już wszystko przychodziło łatwo, sprawnie. Pandora była przyzwyczajona do działania na wysokich obrotach. - Przygotuję Ci ręcznik w łazience, czuj się, jak u siebie w domu. Doprowadzę się szybko do porządku i wyskoczę na chwilę na dół, po zakupy. - przedstawiła mu swój plan działania, wyciągając ręce do góry i przeciągając się, nabrała siły, aby wstać. Ciężko było wygrać z siłą przyciągania łóżka. Nim jednak wyprostowała się, zerknęła na niego przez ułamek sekundy, zastanawiając się, czy bycie maskotką było aż takie tragiczne i złe, może się rozpychała? Wyraz jego spanikowanej twarzy świadczył o tym, że gdyby nawet do czegoś między nimi doszło, obwiniał by tylko siebie i nie brał pod uwagę tego, że to ona — jako ta bardziej trzeźwa i jednorazowo bardziej odpowiedzialna, mogłaby go do czegoś sprowokować. Ufał jej tak mocno, czy nie ufał zupełnie sobie, przez co miał za sobą całą masę jednonocnych historii pełnych uniesień i fantazji? Co w gruncie rzeczy nie było przecież niczym złym, bo obydwoje byli dorosłymi ludźmi, nie mieli stałych partnerów. Westchnęła, znów kręcąc głową i na chwilę przymykając oczy, bo gdy wstała, zmęczenie znów dało jej o sobie znać. Niczego jednak nie pokazała lub przynajmniej starała się nie pokazywać, chociaż teraz pewnie miał bystrzejsze spojrzenie, niż poprzedniej nocy i mógł więcej zauważyć. - Przynieść Ci coś do picia? - zaproponowała, myśląc, że mógł mieć właściwie kaca. Gdy złapała równowagę, leniwym krokiem zaczęła iść w kierunku drzwi do swojej szafy, aby złapać coś do ubrania. Latem może i wyskoczyłaby w piżamie, ale w styczniu groziło to zapaleniem płuc.