15.08.2023, 21:40 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.08.2023, 22:55 przez Anthony Ian Borgin.)
Skoro Stasiek i Atreus zdecydowali się wybrać na statek widmo, Tosiek wiercił im dziurę w brzuchu tak długo, aż go ze sobą wzięli. Komornik zupełnie nie wiedział, czego się tam spodziewać, ale liczył na dreszczyk emocji, adrenalinę i atrakcje w doskonałym towarzystwie. Nawet jakby płynęły z nimi jakieś szlamy, mając dwóch z trzech swoich ulubionych kawalerów ze sobą, nie mogło być tak źle. Ubrany skromnie, ale z klasą, miał ze sobą torbę i siedział pomiędzy swoim przyjacielem a bratem, trzymając dłonie oparte na kolanach. Z zainteresowaniem rozglądał się na boki, walcząc z chęcią zapalenia papierosa, jak zwykle zresztą. Jego oczy wędrowały również w stronę Brenny, która dalej była tak samo śliczna, jak w szkole. Siedziała przy Lestrange, trzymając za rękę jakiegoś chłopca, co nie uszło jego uwadze, wzbudzając odrobinę niezadowolenia. Zawsze miał do Brenny dziwną słabość, nieuzasadnioną kompletnie i niezbyt na miejscu, ale Tony zdawał się nawet z tym nie walczyć.
- Negatywne myślenie ściąga złe rzeczy Brenna, tak mówią. - odparł mimowolnie na jej słowa, posyłając jej pokrzepiający, niesforny uśmiech. Chciał powiedzieć coś innego, ale zapach wody kolońskiej Stanleya skutecznie sprowadzał go na ziemie, lub raczej na drewniane siedzisko. Tosiek nie był człowiekiem strachliwym, bo nie miał nic do stracenia. Mgła wydawała się tajemnicza, przybycie tu cywili głupie, ale co mógł z tym zrobić? Nic. Stuknął palcami w zapalniczkę, którą trzymał. - Kurwa, czy ja mogę już zapalić? - zapytał szeptem Atreusa, nachylając się nieco w jego kierunku i zaczepnie szturchając go ramieniem, sugerując tym samym, że się z nim podzieli, jeśli miałby ochotę. Nie byli złączeni krwią, ale znali się tyle lat i dzielili dormitorium w Hogwarcie, że traktował go, jak rodzinę. Brakowało tylko Louvaina, ale on ostatnio zaszył się pod ziemią. A szkoda, mogliby we czwórkę zwiedzać ten statek. Nic jednak straconego, bo przecież mieli Ger, a ona też - miała większe jaja, niż niejeden chłop. Prawda była taka, że Tosiek swoją kuzynkę szczerze uwielbiał. Zlustrował dziewczynę wzrokiem, przysłuchując się chwilę jej rozmowie.
- Ger tylko nie przesadzaj, bo onieśmielisz ich wszystkich. - rzucił zadziornie w jej stronę, zdając sobie sprawę z jej umiejętności. Rozejrzał się na boki, czy zmieściłaby się pomiędzy niego, a Staśka, bo jednak wolałby mieć ją blisko siebie - żeby ewentualnie bawić się w rycerza, ale głupia ławeczka była zbyt wąska. Na szczęście siedziała blisko. Nachylił się więc w jej stronę, odszukując jej spojrzenie.
- Pewnie przeklęty. Może przez artefakty. Jak sądzisz? - mruknął pod, przyglądając się wyłaniającemu kształtowi z zainteresowaniem - za jej plecami akurat! Były tam skarby? Porwani ludzie? Mordercy? Wyglądał biednie, porośnięty wodorostami i cuchnący, ale nazwa była pokrzepiająca. Wszak perła kojarzyła mu się tylko z jedną osobą, na której widok przed oczami, nieco się uśmiechnął. Lubiła takie atrakcje, byłaby zachwycona. Uniósł dłoń, niedbale mierzwiąc sobie włosy, nieco zniecierpliwiony i znudzony. Większość obecnych w łódce znał z widzenia lub z Ministerstwa, nawet jeśli działali w różnych departamentach.
- Brenna jest doprawdy fascynującą z tą swoją niezależnością, skubana. Całą zabawę chce zgarnąć dla siebie. - roześmiał się cicho, przenosząc na nią wzrok, gdy najpierw oznajmiła, co zamierza, a potem nie czekając na pozwolenia, zniknęła z łódeczki, pozostawiając za sobą pstryknięcie. Miała więcej odwagi niż niejeden facet. - Stasiek, Atr, Ger nie możemy zostawić wszystkiego Pannie Longbottom.
Zdecydował ostatecznie, wskazując palcem na drabinki. Byli dość blisko, aby na nie przeskoczyć i się wspiąć. Poprawił niewielką torbę, którą miał ze sobą — bardziej sportową niż elegancką, ale teczka wydawała mu się tu nie na miejscu, podobnie jak drogie lakierki lub garnitur. Chwycił dłońmi za plecione drabinki, sprawdzając ich stan, a jeśli wszystko było z nimi dobrze, razem ze swoimi towarzyszami, kolejno wspięli się na pokład. Był pełen energii i poekscytowany, niecodziennie miało się styczność z nawiedzonym okrętem. Całe szczęście, że umiał pływać i nurkować.
Ekwipunek poza standardowym - fiolka eliksiru wiggenowego, piersiówka z whisky, kilka przekąsek w torbie, świece, kompas, pergamin z piórem i kałamarzem.
- Negatywne myślenie ściąga złe rzeczy Brenna, tak mówią. - odparł mimowolnie na jej słowa, posyłając jej pokrzepiający, niesforny uśmiech. Chciał powiedzieć coś innego, ale zapach wody kolońskiej Stanleya skutecznie sprowadzał go na ziemie, lub raczej na drewniane siedzisko. Tosiek nie był człowiekiem strachliwym, bo nie miał nic do stracenia. Mgła wydawała się tajemnicza, przybycie tu cywili głupie, ale co mógł z tym zrobić? Nic. Stuknął palcami w zapalniczkę, którą trzymał. - Kurwa, czy ja mogę już zapalić? - zapytał szeptem Atreusa, nachylając się nieco w jego kierunku i zaczepnie szturchając go ramieniem, sugerując tym samym, że się z nim podzieli, jeśli miałby ochotę. Nie byli złączeni krwią, ale znali się tyle lat i dzielili dormitorium w Hogwarcie, że traktował go, jak rodzinę. Brakowało tylko Louvaina, ale on ostatnio zaszył się pod ziemią. A szkoda, mogliby we czwórkę zwiedzać ten statek. Nic jednak straconego, bo przecież mieli Ger, a ona też - miała większe jaja, niż niejeden chłop. Prawda była taka, że Tosiek swoją kuzynkę szczerze uwielbiał. Zlustrował dziewczynę wzrokiem, przysłuchując się chwilę jej rozmowie.
- Ger tylko nie przesadzaj, bo onieśmielisz ich wszystkich. - rzucił zadziornie w jej stronę, zdając sobie sprawę z jej umiejętności. Rozejrzał się na boki, czy zmieściłaby się pomiędzy niego, a Staśka, bo jednak wolałby mieć ją blisko siebie - żeby ewentualnie bawić się w rycerza, ale głupia ławeczka była zbyt wąska. Na szczęście siedziała blisko. Nachylił się więc w jej stronę, odszukując jej spojrzenie.
- Pewnie przeklęty. Może przez artefakty. Jak sądzisz? - mruknął pod, przyglądając się wyłaniającemu kształtowi z zainteresowaniem - za jej plecami akurat! Były tam skarby? Porwani ludzie? Mordercy? Wyglądał biednie, porośnięty wodorostami i cuchnący, ale nazwa była pokrzepiająca. Wszak perła kojarzyła mu się tylko z jedną osobą, na której widok przed oczami, nieco się uśmiechnął. Lubiła takie atrakcje, byłaby zachwycona. Uniósł dłoń, niedbale mierzwiąc sobie włosy, nieco zniecierpliwiony i znudzony. Większość obecnych w łódce znał z widzenia lub z Ministerstwa, nawet jeśli działali w różnych departamentach.
- Brenna jest doprawdy fascynującą z tą swoją niezależnością, skubana. Całą zabawę chce zgarnąć dla siebie. - roześmiał się cicho, przenosząc na nią wzrok, gdy najpierw oznajmiła, co zamierza, a potem nie czekając na pozwolenia, zniknęła z łódeczki, pozostawiając za sobą pstryknięcie. Miała więcej odwagi niż niejeden facet. - Stasiek, Atr, Ger nie możemy zostawić wszystkiego Pannie Longbottom.
Zdecydował ostatecznie, wskazując palcem na drabinki. Byli dość blisko, aby na nie przeskoczyć i się wspiąć. Poprawił niewielką torbę, którą miał ze sobą — bardziej sportową niż elegancką, ale teczka wydawała mu się tu nie na miejscu, podobnie jak drogie lakierki lub garnitur. Chwycił dłońmi za plecione drabinki, sprawdzając ich stan, a jeśli wszystko było z nimi dobrze, razem ze swoimi towarzyszami, kolejno wspięli się na pokład. Był pełen energii i poekscytowany, niecodziennie miało się styczność z nawiedzonym okrętem. Całe szczęście, że umiał pływać i nurkować.
Ekwipunek poza standardowym - fiolka eliksiru wiggenowego, piersiówka z whisky, kilka przekąsek w torbie, świece, kompas, pergamin z piórem i kałamarzem.