Stęknęła cicho, gdy mężczyzna oparł się na niej. Nie sądziła, że był taki ciężki. W sumie był dorosłym mężczyzną, a nie chłopcem jak go określała, czego się spodziewała? Gdy wspomniał o różdżce skinęła energicznie głową i rozejrzała się, pomogła mu ją dostać do rąk, a potem błyskawicznie pojawił się Błędny Rycerz, o którym w tym momencie nawet nie była w stanie myśleć. W sumie nie podróżowała tym autobusem nigdy, to miał być jej pierwszy raz i była w totalnym szoku, że takie coś pojawiło się w takim miejscu. Zaufała jednak osobie, która odpowiadała za ten transport, pomogła wtaszczyć do środka Laurenta z ulgą siadając obok niego na siedzisku. Cały czas nadzorowała jego stan, sprawdzała czy nie mdleje i czy siedzi stabilnie. Obejmowała jego ramię, aby nie mógł zlecieć. Dbała po prostu, aby czuł się pewnie i dobrze.
Wiedziała, że ciastko pomoże mu na jakiś czas, ale i tak potrzebował pomocy medyka, co chwilę tylko czyściła materiał, którym okładał sobie tył głowy. Krew już nie leciała tak mocno, ale miejsce z tyłu wyglądało paskudnie. Nie była jednak doświadczona w tego typu ranach, więc nie mówiła mu tego jak to wygląda. Przytrzymywała ten materiał, aby nie spadł i był na swoim miejscu. Nie chciała robić kłopotu w sprzątaniu autobusu z krwi. Szybko jednak dotarli pod szpital, więc wyprowadziła Prewetta z niego przy pomocy pracownika autobusu.
– Oprzyj się mocno – szepnęła – jesteśmy na miejscu – dodała pokrzepiająco. Koszyk nadal się obok niej unosił, a ona zaczęła go prowadzić do budynku, w środku od razu poprosiła o Florence, o której mówił Laurent i nie odstępowała chłopaka na krok.