List od Brenny ucieszył ją - jak zawsze, chociaż w tym czasie nawet trochę bardziej niż zwykle. Nadal lizała rany po Beltane. Nadal nie była w pełni sprawna, chociaż starała się udowadniać, że tak nie jest. Dawała z siebie wszystko na rehabilitacji w Mungu, gdzie pojawiała się codziennie. Później w domu, już zdana na siebie kontynuowała. Chciała wrócić do pełni sił, najlepiej jak najszybciej. Tyle, że jej organizm po prostu potrzebował więcej czasu. Irytowało ją to, czuła, że jest słaba, niewystarczająca. Zbiegło się to również z innymi myślami, związanymi ze sprawami sercowymi. W jej życiu bowiem pojawiła się melancholia, jakby czegoś w nim brakowało. Wszystko zbiegło się w czasie, co powodowało u Heather naprawdę podły humor. Nieco się to zmieniło podczas ostatniego spotkania z partnerką, gdzie tamta postanowiła wciągnąć ją do Zakonu Feniksa. Było to jedno z nielicznych ostatnio wydarzeń, które dodało barw w jej życiu. Poczuła się przydatna, doceniona, wierzyła, że wyniknie z tego wiele dobrego, gdy tylko wróci do zdrowia. To ograniczenie było nie do przeskoczenia.
Pojawiła się przed gmachem biblioteki o odpowiedniej porze, skorzystała z sieci Fiuu, póki co jeszcze nie siedziała na miotle, chociaż czuła, że jeszcze chwila i się to zmieni. Był to chyba najdłuższy okres w jej życiu, kiedy nie siedziała na tym magicznym pałąku. Za jakieś trzy godziny powinna być w Mungu na rehabilitacji, to chyba wystarczający czas, żeby znaleźć informacje, które je interesowały. Z drugiej jednak strony, biblioteka była ogromna, trzy godziny wydawały się być marną chwilą na znalezienie czegokolwiek w takim wielkim miejscu. Najwyżej wróci tu jutro i pojutrze, nie miała nic innego do roboty, przynajmniej jak na razie. Wciąż przecież była uziemiona.
- Hej Brenn! - Powiedziała z entuzjazmem, był zbyt duży jak na miejsce przy którym się znajdowały. Wood nie należała do osób, które lubiły spędzać czas w bibliotece, zważając jednak na okoliczności to wyjątkowo cieszyła się z tego, że się tutaj znalazła. - Dzięki. Może wystarczy, żeby rozruszać mój mózg, trochę jeszcze śpię, no i ostatnio za bardzo go nie używam. - Sięgnęła po kawę i upiła łyk. Była ciepła, parzyła ją w usta, ale musiała się sprężać.
- Kurde, potrafisz motywować, nie ma lepszej nagrody niż ciastka. - Teraz to na pewno znajdzie jakieś informacje. - Trochę taki słaby powód, żeby umrzeć, ciastka nad książkami, ale na pewno byś była sławna dzięki temu. - Nie wydawało się jednak Rudej, że to było istotne dla Longbottom.