Cameron bił się z myślami od pierwszych zapowiedzi Heather związanych z ich nieuniknionym „wypadem”. Nie był pewny, czy po wydarzeniach, jakie miały miejsce zaledwie dwa miesiące temu to było odpowiedzialne... Bał się, co Rudej mogło strzelić do głowy, zwłaszcza po tym, jak siedziała ponad tydzień zamknięta na oddziale w św. Mungu. Kto wie, jak chciała sobie odbić ten okres bierności i nudy? Z drugiej strony, zniknięcie z Londynu było coś, co postrzegał pozytywnie – mniejsze ryzyko, że Ruda wpakuje się w jakieś kłopoty, czy to przez obowiązki służbowe, czy własną lekkomyślność.
Wybłaganie urlopu podczas stażu było ciężkim zadaniem, ale osiągnął zwycięstwo. Okupił je wprawdzie kilkoma dniami stresu i całą przemową, jaką wygłosił w kanciapie uzdrowicieli podczas jednego z zebrań, jednak koniec końców został wykreślony z kalendarza dyżurów na kilka dni. Wprawdzie uprzedzono go już, że wrzesień może się okazać dla niego niezbyt dobrym miesiącem, jeśli chodzi o sen, jednak... Chyba było warto. Nie – nie chyba. Na pewno.
— W-wygląda a-a-b-s-olutnie cudownie — wydukał, gdy otrząsnął się po dosyć nagłej teleportacji z użyciem świstoklika. Przeleciał wzrokiem od dziobu, aż po rufę. A więc... Rejs? Uśmiechnął się do Heather. — Wygląde eee bardzo... Vintage?
Uniósł okulary przeciwsłoneczne, jakby miało to w jakiś sposób wyostrzyć jego wzrok. Nawet mugol zauważyłby jednak, że statek Crouchów nie należał do ogromnych wycieczkowców, jakie kursowały po Europie lub między starym, a nowym kontynentem. Wyglądał jak relikt z czasów piratów. W sumie, kto bogatemu zabroni? Może wśród przodków ich gospodarzy był jakiś rozbójnik? Lepiej o to nie pytać, zreflektował się.
— Bagaże wysłałaś przodem? — spytał, doganiając dziewczynę i chwytając ją zgrabnie za rękę.
Wyjątkowo ciepłe lato w Anglii przełożyło się na ubiór Camerona. Postawił na jasną koszulę w paski z kilkoma rozpiętymi guzikami, nieco przydługie beżowe szorty z kilkoma przetarciami i wygodne buty. Miał sporo szczęścia. Co by było, gdyby Rudą wzięło na wypad w góry za granicą?
— M-może jest zaczarowany? Jak namioty kempingowe? Rodzice z nich czasem korzystali, jak nas zabierali do lasu — wzdrygnął się na samo wspomnienie tych rodzinnych wycieczek. Co rusz, chłopak czuł na sobie spojrzenia starszych pasażerów, którzy wydawali się dużo bardziej... dziani od niego. Może nawet od Heather?