16.08.2023, 19:46 ✶
Lepiej dla niego, że nie wpadł na pomysł wymykania się, bo wtedy dopiero byłaby niezadowolona. Do krótkiego spania była przyzwyczajona, mogła z tym żyć, a gdyby tak sobie uciekł, to pomyślałaby sobie, że coś zrobiła i jeszcze nie daj Merlinie, zwyczajnie ją znienawidził. A przecież robił tylko za maskotkę! I to całkiem skutecznie, bo tak, jak Pandora zwykle miała płytki sen, tak ostatnie godziny, które udało się jej wygospodarować ze zbyt krótkiej nocy, spędziła w odległych krainach Morfeusza, na co dowodem był problem z jej obudzeniem. Widząc jego minę po tym, jak wspomniała o spaniu ze sobą, zdecydowała się potem dodać wypowiedź o samym seksie, żeby przypadkiem nieśmiałek nie dostał ataku serca. Jego odetchnięcie z ulgą i reakcja sprawiły, że uniosła brew i przekręciła głowę na bok, posyłając mu pytające spojrzenie. Była aż tak tragiczna, serio? Tym razem jednak nie skomentowała tego w żaden sposób, pozwalając sobie jedynie na kolejne westchnienie, które przerwała nagła chęć ziewnięcia. Nie pracowała jeszcze na pełnych obrotach, część wypowiadanych przez niego słów nie dotarła sensownie do jej głowy.
- Mhm.. Widzę właśnie. - odparła jedynie z niedowierzaniem na marną próbę jego obrony. Nie pamiętał zapewne niczego, ale skoro tak się miała sytuacja, to może i lepiej? Na początku planowała wspomnieć mu trochę o ich randce i całkiem ciekawej konwersacji, ale teraz jednak uznała, że będzie lepiej, jak po prostu uznają, że nie miało to miejsca. Tak, jak było w głowie Hjalmara, gdzie zdobyte podczas prędkiego upojenia wspomnienia zwyczajnie nie istniały. Zwilżyła wargi, rozglądając się ukradkiem za wodą, ale przez jego nagłe przebudzenie nocą, zapomniała przynieść z kuchni i po prostu się położyła. Podniosła na niego więc spojrzenie i uśmiechnęła się, wzruszając jedynie ramionami. - Nie martw się, nic nie straciłeś. Zjedliśmy i przyjechaliśmy tutaj, a potem poszedłeś grzecznie spać. I nawet sam sobie poradziłeś z koszulą.
Odparła, chcąc go nieco uspokoić, machnęła nawet dłonią na znak, aby zupełnie się tym nie przejmował. Na słowa o wstawaniu przytaknęła, wciąż odrobinę niezadowolona z tego powodu, ale jej wrodzony entuzjazm i optymizm szybko odganiał myśli o miękkiej pościeli, skoro miała dotrzymać słowa związanego ze śniadaniem. Nie mogła też spać, mając gościa, bo zwyczajnie nie wypadało. - To żaden kłopot. I zawsze jesteś głodny, a ja obiecałam. Jakim byłabym człowiekiem, gdyby nie dotrzymała słowa? Sam tak przecież postępujesz. Więc już nie dramatyzuj. A ojciec Ci wybaczy, sam mówiłeś, że nic się nie stanie, jak jedną sobotę Cię nie będzie. Dodatkowo możesz powiedzieć, że byłeś ze znajomymi, ucieszy się, że poznajesz ludzi.
Zakończyła swój słowotok, posyłając mu spojrzenie, które raczej sprzeciwu by nie zniosło. Nie istniał cień szansy, że wypuści go stąd bez śniadania, nawet jeśli to nie będzie udziec, o którym mówił. Prewettówna nigdy nie była wybitnym kucharzem, umiała raczej podstawowe rzeczy, ale los chciał, że akurat śniadania były jej najmocniejszą stroną,
- Cśśś. - uciszyła go jedynie palcem po tym, jak wstała i zerknęła na niego przez ramię, czując nieprzyjemne, ale rozbudzające zimno od podłogi, ruszając potem dzielnie w stronę szafy. Spacer przerwał jednak odgłos Islandczyka, który zdecydował się wstać z łóżka, a gdy obróciła się przodem do niego i dostrzegła jego twarz, wiedziała, że to nie był dobry pomysł. I że bardzo, bardzo przesadził. I to przez nią, co było w tym najgorsze. Gdyby tylko nie miała takich głupich pomysłów i dałaby sobie spokój, to przynajmniej by się nie męczył. Poczuła nieprzyjemny ciężar wyrzutów sumienia na ramionach, bardziej irytujący niż zmęczenie i drobny ból głowy, który z pewnością potęgowały spożyte przez nią wczoraj procenty. Nie było jednak źle, kac raptem ją muskał. - Hmm?
Wydała z siebie zaskoczone mruknięcie, prostując gwałtownie głowę i wbijając w niego spojrzenie, gdy palce zacisnęły się na jej nadgarstku, przez co na ułamek sekundy zmrużyła oczy. Aż tak był na nią wściekły? Przeniosła spojrzenie na swoją rękę, dostrzegając, jak rozluźniają się jej palce, które nieświadomie zacisnęła w pięść. - Nic się nie stało, prawie nie poczułam. - posłała mu jeden ze swoich ładniejszych uśmiechów, żeby się czasem nie przejął, odrobinkę tylko kłamiąc. Chwilowy ból jednak nie miał żadnego znaczenia, nie zrobił przecież tego celowo. Pokręciła głową w odpowiedzi na jego słowa, przez co włosy z pleców, przesunęły się jej na ramiona i szyję, łaskocząc odkryte fragmenty skóry. - A Ty byś się mną nie zajął i mnie zostawił na pastwę losu? Nie sądzę. Ludzie, którzy się znają i całkiem kumplują, po prostu się o siebie troszczą. Tak to działa. Nie zrobiłam nic wielkiego, nie masz za co mi dziękować.
Wyjaśniła ze spokojem, głosem nieco cichszym i łagodniejszym, czując nieprzyjemną, chłodną falę, która rozniosła się po jej ciele. Była na siebie zła. I trochę na niego też, ale nie była człowiekiem, który pokazywałby takie rzeczy. Odprowadziła go więc wzrokiem, opierając dłoń na ramieniu, czując wciąż ślad jego palców na nadgarstku.
- No, piękne wczoraj miałeś tempo. Jak Abraksan wyścigowy. Połóż się, odpocznij, a ja wyskoczę po zakupy i zrobię Ci śniadanie. - rzuciła rozbawiona, wywracając oczami. Odwróciła się, kierując znów do powiększonej magiczne szafy, która dzięki temu była niewielką garderobą i wzięła kilka rzeczy, zawieszając je sobie na ramieniu. Zgarnęła też jego koszulę, chowając ją pod swój dres, bo gdyby zobaczył, to pewnie znów by marudził, a było to pozbawione celu. I tak zrobi, co będzie chciała. Nie było tego widać w zmęczonych i odrobinę powolnych ruchach, ale w głowie kobiety panował prawdziwy, nieuporządkowany chaos i za nic w świecie nie mogła go okiełznać. Odliczała już minuty do spożycia eliksiru, który załatwi sprawę i pewnie zamiast do łazienki, najpierw poszłaby do kuchni się tym zająć, ale przystanęła jeszcze w pokoju, odwracając się w stronę łóżka. Odłożyła na chwilę rzeczy przy drzwiach i podeszła, siadając obok niego. Naciągnęła mocniej kołdrę na Islandczyka i spojrzała na swoją pluszową owcę, która tkwiła porzucona gdzieś obok, jakby potrzebowała od niej potwierdzenia, jakieś zgodny na odezwanie się do niego. Musiała coś z siebie wyrzucić, bo w innym przypadku by chyba eksplodowała wewnętrznie. Wbiła więc w niego spojrzenie, unosząc dłoń, delikatnie zaczerwienioną na nadgarstku, jednak odcień z każdą minutą bladł, więc siniaka czy krwiaka chyba nie będzie. - Silny z Ciebie facet, a do tego masz dobre serce i jesteś odważny, a jednak cały czas odnoszę wrażenie, że się mnie boisz, tak samo mocno, jak wtedy, gdy się poznaliśmy, a przecież minął już prawie rok. - westchnęła, dochodząc do wniosku, że gdyby tylko odrobinę się wysilił, mógłby jej tę rękę złamać lub nawet pewnie skręcić kark tak, że nie miałaby szansy zareagować. Nie była aż taką słabą i nieporadną kobietą, zajmowała się męską robotą, jednak nigdy nie będzie w stanie mu dorównać, a miała wrażenie, że to ona jest jakimś potworem w tym duecie. - Wiesz, stawianie muru i chowanie się za nim jest niby mądre i odpowiedzialne, bo się chronisz, ale jednocześnie dużo rzeczy przez to ucieka Ci sprzed nosa. I z czasem możesz nie być w stanie przestać tego muru stawiać, a ludzie nie będą w stanie się przez niego wspiąć i przeskoczyć. - zakończyła z delikatnym wzruszeniem ramion, pozwalając sobie pieszczotliwie potargać mu i tak nieuporządkowaną fryzurę, zanim po chwili milczenia wstała i ostatecznie poszła do tej łazienki, bo już było grubo po wpół do siódmej, a jeśli miała wyrwać jeszcze ciepłe bułki, musiała się pospieszyć.
Pandora nigdy nie była tym typem kobiety, która zamyka się w łazience na godzinę, bo nie wyjdzie bez makijażu. Doprowadziła się do porządku w pięć lub siedem minut, myjąc zęby i odświeżając się szybkim prysznicem, zanim wciągnęła na siebie luźny, szary dres z haftowanym pingwinem i skarpetki w śnieżynki. Pandora włosy spięła w koka na środku głowy, z którego uciekło kilka kosmyków, otulając pozbawioną makijażu buzię. Odświeżyła też koszulę Hjalmara, wieszając ją na wieszaku zaczepionym o żeliwny kaloryfer na ścianie — oczywiście zaklęciem, bo nie miała tych mugolskich urządzeń. Uszykowała mu też ręcznik, gdyby chciał się wykąpać. A potem poszła do kuchni, wyjmując z szafki fiolkę z eliksirem, której wypiła jedną z czterech części, krzywiąc się odrobinę na smak. Paskudne, ale skuteczne, bo w kilka chwil później, była już pełna życia i energii, a zmęczenie odeszło w zapomnienie. Nalała w kieliszek od wódki trochę zielonego eliksiru i wzięła wielką szklankę z wodą, kierując się do sypialni.
- Pomoże Ci, wypij. Jakieś życzenie z piekarni? - zapytała pogodnie, promiennie wręcz, kładąc rzeczy dla niego na szafce nocnej. Puściła mu oczko, a potem poszła na przedpokój, wciągając najpierw na głowę czapkę z pomponem, żeby kilka sekund później szukać swoich lnianych toreb na zakupy, portfela i kurtki, nucąc coś pod nosem. Eliksir powinien pomóc mu z bólem głowy i zawrotami, zaleczyć efekty nadmiaru procentów w organizmie.
- Mhm.. Widzę właśnie. - odparła jedynie z niedowierzaniem na marną próbę jego obrony. Nie pamiętał zapewne niczego, ale skoro tak się miała sytuacja, to może i lepiej? Na początku planowała wspomnieć mu trochę o ich randce i całkiem ciekawej konwersacji, ale teraz jednak uznała, że będzie lepiej, jak po prostu uznają, że nie miało to miejsca. Tak, jak było w głowie Hjalmara, gdzie zdobyte podczas prędkiego upojenia wspomnienia zwyczajnie nie istniały. Zwilżyła wargi, rozglądając się ukradkiem za wodą, ale przez jego nagłe przebudzenie nocą, zapomniała przynieść z kuchni i po prostu się położyła. Podniosła na niego więc spojrzenie i uśmiechnęła się, wzruszając jedynie ramionami. - Nie martw się, nic nie straciłeś. Zjedliśmy i przyjechaliśmy tutaj, a potem poszedłeś grzecznie spać. I nawet sam sobie poradziłeś z koszulą.
Odparła, chcąc go nieco uspokoić, machnęła nawet dłonią na znak, aby zupełnie się tym nie przejmował. Na słowa o wstawaniu przytaknęła, wciąż odrobinę niezadowolona z tego powodu, ale jej wrodzony entuzjazm i optymizm szybko odganiał myśli o miękkiej pościeli, skoro miała dotrzymać słowa związanego ze śniadaniem. Nie mogła też spać, mając gościa, bo zwyczajnie nie wypadało. - To żaden kłopot. I zawsze jesteś głodny, a ja obiecałam. Jakim byłabym człowiekiem, gdyby nie dotrzymała słowa? Sam tak przecież postępujesz. Więc już nie dramatyzuj. A ojciec Ci wybaczy, sam mówiłeś, że nic się nie stanie, jak jedną sobotę Cię nie będzie. Dodatkowo możesz powiedzieć, że byłeś ze znajomymi, ucieszy się, że poznajesz ludzi.
Zakończyła swój słowotok, posyłając mu spojrzenie, które raczej sprzeciwu by nie zniosło. Nie istniał cień szansy, że wypuści go stąd bez śniadania, nawet jeśli to nie będzie udziec, o którym mówił. Prewettówna nigdy nie była wybitnym kucharzem, umiała raczej podstawowe rzeczy, ale los chciał, że akurat śniadania były jej najmocniejszą stroną,
- Cśśś. - uciszyła go jedynie palcem po tym, jak wstała i zerknęła na niego przez ramię, czując nieprzyjemne, ale rozbudzające zimno od podłogi, ruszając potem dzielnie w stronę szafy. Spacer przerwał jednak odgłos Islandczyka, który zdecydował się wstać z łóżka, a gdy obróciła się przodem do niego i dostrzegła jego twarz, wiedziała, że to nie był dobry pomysł. I że bardzo, bardzo przesadził. I to przez nią, co było w tym najgorsze. Gdyby tylko nie miała takich głupich pomysłów i dałaby sobie spokój, to przynajmniej by się nie męczył. Poczuła nieprzyjemny ciężar wyrzutów sumienia na ramionach, bardziej irytujący niż zmęczenie i drobny ból głowy, który z pewnością potęgowały spożyte przez nią wczoraj procenty. Nie było jednak źle, kac raptem ją muskał. - Hmm?
Wydała z siebie zaskoczone mruknięcie, prostując gwałtownie głowę i wbijając w niego spojrzenie, gdy palce zacisnęły się na jej nadgarstku, przez co na ułamek sekundy zmrużyła oczy. Aż tak był na nią wściekły? Przeniosła spojrzenie na swoją rękę, dostrzegając, jak rozluźniają się jej palce, które nieświadomie zacisnęła w pięść. - Nic się nie stało, prawie nie poczułam. - posłała mu jeden ze swoich ładniejszych uśmiechów, żeby się czasem nie przejął, odrobinkę tylko kłamiąc. Chwilowy ból jednak nie miał żadnego znaczenia, nie zrobił przecież tego celowo. Pokręciła głową w odpowiedzi na jego słowa, przez co włosy z pleców, przesunęły się jej na ramiona i szyję, łaskocząc odkryte fragmenty skóry. - A Ty byś się mną nie zajął i mnie zostawił na pastwę losu? Nie sądzę. Ludzie, którzy się znają i całkiem kumplują, po prostu się o siebie troszczą. Tak to działa. Nie zrobiłam nic wielkiego, nie masz za co mi dziękować.
Wyjaśniła ze spokojem, głosem nieco cichszym i łagodniejszym, czując nieprzyjemną, chłodną falę, która rozniosła się po jej ciele. Była na siebie zła. I trochę na niego też, ale nie była człowiekiem, który pokazywałby takie rzeczy. Odprowadziła go więc wzrokiem, opierając dłoń na ramieniu, czując wciąż ślad jego palców na nadgarstku.
- No, piękne wczoraj miałeś tempo. Jak Abraksan wyścigowy. Połóż się, odpocznij, a ja wyskoczę po zakupy i zrobię Ci śniadanie. - rzuciła rozbawiona, wywracając oczami. Odwróciła się, kierując znów do powiększonej magiczne szafy, która dzięki temu była niewielką garderobą i wzięła kilka rzeczy, zawieszając je sobie na ramieniu. Zgarnęła też jego koszulę, chowając ją pod swój dres, bo gdyby zobaczył, to pewnie znów by marudził, a było to pozbawione celu. I tak zrobi, co będzie chciała. Nie było tego widać w zmęczonych i odrobinę powolnych ruchach, ale w głowie kobiety panował prawdziwy, nieuporządkowany chaos i za nic w świecie nie mogła go okiełznać. Odliczała już minuty do spożycia eliksiru, który załatwi sprawę i pewnie zamiast do łazienki, najpierw poszłaby do kuchni się tym zająć, ale przystanęła jeszcze w pokoju, odwracając się w stronę łóżka. Odłożyła na chwilę rzeczy przy drzwiach i podeszła, siadając obok niego. Naciągnęła mocniej kołdrę na Islandczyka i spojrzała na swoją pluszową owcę, która tkwiła porzucona gdzieś obok, jakby potrzebowała od niej potwierdzenia, jakieś zgodny na odezwanie się do niego. Musiała coś z siebie wyrzucić, bo w innym przypadku by chyba eksplodowała wewnętrznie. Wbiła więc w niego spojrzenie, unosząc dłoń, delikatnie zaczerwienioną na nadgarstku, jednak odcień z każdą minutą bladł, więc siniaka czy krwiaka chyba nie będzie. - Silny z Ciebie facet, a do tego masz dobre serce i jesteś odważny, a jednak cały czas odnoszę wrażenie, że się mnie boisz, tak samo mocno, jak wtedy, gdy się poznaliśmy, a przecież minął już prawie rok. - westchnęła, dochodząc do wniosku, że gdyby tylko odrobinę się wysilił, mógłby jej tę rękę złamać lub nawet pewnie skręcić kark tak, że nie miałaby szansy zareagować. Nie była aż taką słabą i nieporadną kobietą, zajmowała się męską robotą, jednak nigdy nie będzie w stanie mu dorównać, a miała wrażenie, że to ona jest jakimś potworem w tym duecie. - Wiesz, stawianie muru i chowanie się za nim jest niby mądre i odpowiedzialne, bo się chronisz, ale jednocześnie dużo rzeczy przez to ucieka Ci sprzed nosa. I z czasem możesz nie być w stanie przestać tego muru stawiać, a ludzie nie będą w stanie się przez niego wspiąć i przeskoczyć. - zakończyła z delikatnym wzruszeniem ramion, pozwalając sobie pieszczotliwie potargać mu i tak nieuporządkowaną fryzurę, zanim po chwili milczenia wstała i ostatecznie poszła do tej łazienki, bo już było grubo po wpół do siódmej, a jeśli miała wyrwać jeszcze ciepłe bułki, musiała się pospieszyć.
Pandora nigdy nie była tym typem kobiety, która zamyka się w łazience na godzinę, bo nie wyjdzie bez makijażu. Doprowadziła się do porządku w pięć lub siedem minut, myjąc zęby i odświeżając się szybkim prysznicem, zanim wciągnęła na siebie luźny, szary dres z haftowanym pingwinem i skarpetki w śnieżynki. Pandora włosy spięła w koka na środku głowy, z którego uciekło kilka kosmyków, otulając pozbawioną makijażu buzię. Odświeżyła też koszulę Hjalmara, wieszając ją na wieszaku zaczepionym o żeliwny kaloryfer na ścianie — oczywiście zaklęciem, bo nie miała tych mugolskich urządzeń. Uszykowała mu też ręcznik, gdyby chciał się wykąpać. A potem poszła do kuchni, wyjmując z szafki fiolkę z eliksirem, której wypiła jedną z czterech części, krzywiąc się odrobinę na smak. Paskudne, ale skuteczne, bo w kilka chwil później, była już pełna życia i energii, a zmęczenie odeszło w zapomnienie. Nalała w kieliszek od wódki trochę zielonego eliksiru i wzięła wielką szklankę z wodą, kierując się do sypialni.
- Pomoże Ci, wypij. Jakieś życzenie z piekarni? - zapytała pogodnie, promiennie wręcz, kładąc rzeczy dla niego na szafce nocnej. Puściła mu oczko, a potem poszła na przedpokój, wciągając najpierw na głowę czapkę z pomponem, żeby kilka sekund później szukać swoich lnianych toreb na zakupy, portfela i kurtki, nucąc coś pod nosem. Eliksir powinien pomóc mu z bólem głowy i zawrotami, zaleczyć efekty nadmiaru procentów w organizmie.