Łatwo było się domyślić, że coś się stało. Była zupełnie inna niż zazwyczaj. Obojętność nie była typową cechą panny Avery. Wręcz przeciwnie, wszystko przeżywała za bardzo. Radość, złość, bardzo mocno demonstrowała. Ta obojętność była czymś, co do niej nie pasowało. Zgasła jakaś część jej kiedy Kordelia odebrała sobie życie.
Nie chciała dokładać Stanleyowi kolejnych problemów, no ale chyba wypadałoby, żeby wiedział, co się wydarzyło. Okropny zbieg okoliczności, zważając na to, że ledwie miesiąc temu on stracił matkę. Teraz ona siostrę. Był to naprawdę najgorszy czas w jej życiu. Nie do końca wiedziała, jak ma postępować, jak wrócić do normalności. Miała wrażenie, że już nigdy nie będzie normalnie. Kordelia zawsze była przy niej, rozumiała jej problemy, jako siostry spędzały ze sobą naprawdę dużo czasu i się przyjaźniły. Ta starata była dla Stelli ogromna. Upiła kolejny łyk wina z kieliszka. Alkohol pomagał, powodował, że rzeczywistość zaczynała mieszać się z marą, przychodził sen i spokój. Chwila wytchnienia. Dlatego też piła, piła całymi dniami, żeby jakoś pozbyć się tego uczucia winy, które nie chciało jej opuścić. Nie dopuszczała do trzeźwości, nie chciała czuć tych wszystkich emocji. Szczególnie, kiedy znalazła tymczasowe rozwiązanie. Wiedziała, że ją to upadla, nie miała w zwyczaju tyle pić, jednak skoro działało, to nie widziała innego rozwiązania.
Wpatrywała się nadal w ścianę, która znajdowała się przed nimi. Wyrzuciła to z siebie, jednak wcale nie poczuła się lżej. Właściwie Borgin nie poznał przecież nawet Kordelii, wiedział, że to jej siostra i tyle. Na pewno nie zrozumie, znaczy miał pewne doświadczenie w traceniu bliskich osób, ale nie miał rodzeństwa, na pewno nie uda mu się zrozumieć tego, co przeżywała. Tak się jej przynajmniej wydawało.
Nie przestawała płakać, starała się jednak nie łkać, żeby nie wyglądać żałośnie, właściwie jakby już nie wyglądała... Ciężko jej było się doprowadzić do porządku, szczególnie, że trochę już wypiła, a alkohol nie był jej sprzymierzeńcem. Nie odsunęła się, gdy wycierał jej łzy, chociać miała wrażenie, że to nie ma sensu. Nie odezwała się jednak jak na razie, musiała zebrać myśli. Świadomość, że nie była tutaj sama trochę pomagała. Nie mogła rozsypać się do końca, nie chciała bowiem, żeby ktokolwiek widział ją w stanie takiej niedyspozycji, nawet Stanley.
- Dziękuję. - Na krótką chwilę przeniosła spojrzenie w jego stronę. Była wdzięczna, że się tutaj pojawił, chociaż powód był zupełnie inny. Nie wiedział o samobójstwie jej siostry, coś innego go tutaj sprowadziło.
- Mamy wpływ na wszystko. - Powiedziała spokojnie, słysząc jego słowa. - Mamy wpływ na wszystko, jeśli jesteśmy wystarczająco czujni i widzimy, ja nie widziałam, nie patrzyłam, pierdolona egoistka ze mnie. - Dodała upijając kolejny łyk wina z kieliszka. Swoją drogą łyk był całkiem spory, jeszcze chwila i zabraknie jej wina. - Byłam skupiona na czymś innym, nie dostrzegałam jaka jest nieszczęśliwa, to małżeństwo musiało ją dobić. - Mówiła dalej, jakby chciała znaleźć powód dla którego Clare się zabiła, Stelli wydawało się, że wie, że wszystko połączyła. Gdyby tylko wiedziała, jak dalekie to było od prawdy. No, ale nie wiedziała i szybko się nie dowie.
Łzy nadal pojawiały się na jej policzkach, oczy były opuchnięte, odwróciła jednak głowę, żeby spojrzeć na Borgina. - Może będziesz, ale co z tego. Co z tego, że będziesz obok, kiedy jej nie ma. Nie pójdziesz nawet ze mną na pogrzeb, nie będziesz stał obok mnie. Będę musiała tam być sama, nie dam rady. Nie chcę tam iść. - Mówiła szybko, w jej słowach zaczynało brakować ładu i składu. Wiele myśli kłębiło się w jej głowie i starała się nimi podzielić, szło to jednak średnio, jak widać.