Trixie nie należała do tych, którzy jakoś specjalnie lubowali się w pracowaniu w terenie, jednak przywykła do tego, że czasem musi znajdować się w takich miejscach. Pogodziła się z tym, że czasem podczas pracy musiała się wybrudzić, co jeszcze z dwa lata temu było dla niej problematyczne. Jak widać, do wszystkiego można się było przyzwyczaić, kiedy wynikała taka potrzeba. Nie, żeby jej to jakoś bardzo pasowało, ale tak już było, nie mogła nic na to poradzić, że czasem szukali ofiar w lasach, i innych dziwnych miejscach. Taka praca.
- No, normalnie, przyzwyczaiłam się. Dwa lata już tak pracuje. - Wzruszyła jedynie ramionami słysząc słowa Rabastana. Może i było poniekąd poniżające, jednak dzięki temu pięła się powoli po szczeblach kariery. Kiedyś będzie miała szansę piastować ważniejsze stanowisko, a Czarny Pan dzięki temu miał swoich ludzi wewnątrz. We wszystkich departamentach. To było ważne, wiedzieli dzięki temu, co działo się w środku. Wypadało więc po prostu zacisnąć zęby i działać, nie narzekać. Zresztą Trixie nie należała do tych osób, którym marudzenie sprawiało przyjemność. Wolała działać, dążyć do tego, by ułatwić sobie życie, co zbliżało ją do osiągnięcia celu.
- W Mungu trochę nudno by było, ja nie lubię nudy Rabastan. - Szpitale jakoś tak jej się kojarzyły niezbyt wesoło, niezbyt ciekawie, zresztą jej umiejętności raczej nie wniosłyby tam nic, także pozostawało ministerstwo.
Przecież nie weźmie go ze sobą, wolała go wsadzić Rabastanowi niżeli pojawić się z nim w swoim domu. Niestety mu też nie do końca przypadł ten pomysł do gustu. - Zostawimy go z tymi ciałami, w namiocie, niech oni się martwią. - To było chyba najlepsze rozwiązanie tej całej sytuacji. Skrzat nie był ich problemem. Ciała też.
Udało jej się rzucić całkiem zgrabnie zaklęcie. Wydarzyło się dokładnie to, czego chciała. Rabastan mógł dostrzec satysfakcję na jej twarzy. - Tak, tym się zajmujemy. - Mogli już wrócić. Trixie powiesiła na drzewie różową wstążkę, żeby inni wiedzieli, że ktoś już tutaj był.
Wyruszyli z powrotem, na polanę, w towarzystwie omamionego skrzata domowego i dwóch ciał, które nieśli ze sobą. Po dłuższym czasie dotarli na miejsce. Trafili do namiotu, w którym zbierano ciała. Zostawili je i zostawili też skrzata, a później wyruszyli razem z powrotem do Londynu.