Wiadomo, że jeśli chodzi o Heather to nie widziała bardziej wspaniałego sportu od latania na miotle. Był on u niej na pierwszym miejscu, później długo, długo, długo nic. Właściwie to każdy inny sport dla panny Wood mógł nie istnieć. Liczyło się tylko latanie, błądzenie w chmurach z wiatrem we włosach w poszukiwaniu szczęścia, kiedyś był to znicz, teraz pozostało szukanie szczęścia. Tak właściwie to szczęściem było dla niej po prostu szybowanie po niebie. Była to taka aktywność z której najprawdopodobniej nigdy nie będzie mogła, a właściwie to chciała zrezygnować. Ciekawe, czy na latanie na miotle jest jakiś górny limit wiekowy, nigdy się nad tym nie zastanawiała, może czas to zrobić.
- Oczywiście to nie ciebie miałam na myśli! - Zareagowała odruchowo dosyć głośno, nie chciała, żeby Brenna wzięła jej uwagę do siebie, nie o to jej chodziło zupełnie. Nie miała zamiaru jej urazić. - Nie wiem jak można chcieć od ciebie odpocząć, ja tam twierdzę, że nie mogłam lepiej trafić. - Posłała swojej towarzyszce promienny uśmiech. Sama Wood uważała, że miała farta, że trafiła właśnie na nią. Była doświadczona i póki co wykazywała się ogromną cierpliwością dla świeżaka, którym była Ruda.
Heath słyszała o tym, że w tą pamiętną noc coś uciekło do lasu. Coś, czego nikt wcześniej nie widział, jakieś stwory, kto wie właściwie czy nie były widziany pierwszy raz. Z drugiej strony świat istniał już tyle lat, że musiały się już kiedyś pokazać, nie mogły nagle, zupełnie niespodziewanie wyjść ze swych nor. To na pewno kiedyś już miało miejsce. Przynajmniej tak to sobie próbowała wytłumaczyć. Po drugie, ponoć też kilka osób obudziło się jakichś dziwnych. Wspominał jej to już ten dziennikarz, który był u niej kiedy obudziła się po nocy. Zastanawiała się, czy oni umarli i wrócili do życia, czy był to jakiś dziwny, chwilowy stan. Nie posiadała takiej wiedzy, niestety nigdy nie interesowały ją specjalnie sprawy życia i śmierci.
Pół godziny było raczej niezbyt dużą ilością czasu. Wood przefiltrowała sobie książki związane z fauną i biegała od półki do półki w poszukiwaniu wszystkich egzemplarzy, które były na liście. Naskakała się przy tym dosyć sporo, poza jedną księgą chyba udało jej się zlokalizować wszystkie. Jako, że nie chciała nadwyrężać swojego obojczyka, to machnęła różdżką i przeniosła zbiór książek przy pomocy magii. Dotarła do miejsca, w którym miała się spotkać z partnerką. Pozwoliła książką opaść na stół, po czym odezwała się do Brenny. - Tej jednej nie było. - Pokazała jej na kartce tytuł książki. - Ponoć ma wrócić niedługo, bo jakaś znajoma bibliotekarki ją ma, poza tym, mam wszystkie inne. - Właściwie była dumna, że udało jej się je zebrać. Po czole spływały jej pojedyncze kropki potu, bo chyba trochę się zmęczyła tym wszystkim, przetarła je ręką.