Avery było po prostu głupio. Nie chciała, żeby w takiej sytuacji, zresztą całkiem świeżej, teraz jeszcze martwił się o nią. To dosyć sporo jak na jedną osobę. Faktycznie może trochę pomogła mu się uporać z jego stratą, dzięki swoim ukrytym talentom, jednak mimo wszystko. To było dużo, bardzo dużo jak na jednego Stanleya Borgina. Zapewne sam jeszcze nie do końca pogodził się ze swoją stratą, a teraz miał tu przed sobą ją, całkiem rozsypaną na kawałki. Nie powinno tak być, nic nie szło tak, jak mieli w planach i okropnie ją to bolało. Zresztą ich plany, diabli wzięli. Borgin nie poszedł na kurs aurorski, Kordelia umarła, więc teraz rodzice będą skupiać całe zainteresowanie na Stelli. Wszystko szlag jasny trafił. Sama nie wiedziała, co ją w tym wszystkim najbardziej przybijało. Chyba to, że nie potrafiła się odnaleźć w tej rzeczywistości.
Avery nie chciała czuć. Chciała, aby te wszystkie, negatywne emocje odeszły, dlatego sięgała po alkohol - bo zagłuszał. Zagłuszał to wszystko, czego chciała się pozbyć. Mimo, że było to chwilowe - to działało, a w tym momencie było to dla niej najbardziej istotne. Nie liczyło się nic więcej. Dlatego piła, cały czas wlewała w siebie najróżniejsze trunki, żeby się po prostu znieczulić. Nie chciała póki co zaprzestać, nie potrafiłaby się odnaleźć w tym wszystkim na trzeźwo.
- Skąd mogłeś wiedzieć. Nie obwiniaj się, byłeś na końcu świata. - Nie chciała, żeby czuł poczucie winy. Nie miała do niego o to pretensji, chociaż naprawdę jej go brakowało obok, kiedy to wszystko się wydarzyło. Minęło zresztą dopiero kilka dni, jeszcze nie było pogrzebu, sprawa była całkiem świeża.
- Jestem. To jest gorzka prawda. Musiałam być ślepa, przecież to widać. Widać, kiedy ktoś jest taki nieszczęśliwy. Musi być widać, przecież nie da się tego ukrywać. - Łkała. Nadal nie mogła zrozumieć, jak mogła przegapić znaki, musiało się coś dziać. Kordelia nie podjęłaby takiej decyzji z dnia na dzień, przecież to nie było takie proste. Stella niby była obok niej, a najwyraźniej nic nie wiedziała o własnej siostrze. Bolało ją to teraz bardzo, była tak zajęta sobą, że nie zauważyła zupełnie nic.
Objęcie nie pomogło. Bliskość drugiego człowieka, w takiej sytuacji spowodowała jedynie to, że Avery pękła. Rozpłakała się już zupełnie, nie miała żadnych hamulców. Wszystkie emocje, które w sobie trzymała zaczynały z niej schodzić. Zaczęła się trząść. - Ty zawsze mi pomagasz. - Powiedziała przez łzy. - Nie chcę już się ukrywać, nie chcę tego. - Bo męczyło ją to okropnie. Chciała przestać grać w tę grę, chociaż wiedziała, że nie mogą. To było w tym wszystkim najgorsze. Nie znaleźli przecież odpowiedniego wyjścia z sytuacji. Całe jej życie było dziwną fikcją, ciążyło jej to okropnie.
- Pójdę na ten pogrzeb, jakoś, to tylko chwila, nie wiem, co będzie później. - Powiedziała jeszcze przez łzy, po czym po prostu wtuliła się w Stanleya i pozwoliła sobie na chwilę niedyspozycji, dłuższą chwilę. Płakała mu w ramię pewnie kilka godzin.