18.08.2023, 23:31 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.08.2023, 19:15 przez Cathal Shafiq.)
Strach Cathala leżał na wielu poziomach. Bał się ojczyma i wciąż wyraźnych wspomnień o nim – ale nie był też już małym chłopcem ani nastolatkiem, a ten człowiek nie żył od lat i lęk przybladł, stając się mniejszym niż ten choćby przed szaleństwem. A jednak, widział wciąż jego, nie obłąkaną matkę, nie siebie z mętnym wzrokiem, syczącego – nie mówiącego, a syczącego właśnie – jakieś nonsensy na temat szlam. Bo były jeszcze inne składowe.
Jak świadomość, że w wielu sprawach byli podobni.
Jak myśl o tym, czy nie pójdzie jego śladem.
Opuścił różdżkę i z jego płuc uleciało powietrze, kiedy bogin rozpadł się. A potem spojrzenie Cathala powędrowało w stronę Pandory i Alethei, które wyszły przez otwarte drzwi, pozostawiając za sobą posągi – wciąż jeszcze całe, ale już bardzo niemrawe, na pewno unieruchomione przynajmniej na parę minut. Ogień pochodni, trzymanej przez Ulyssesa, napełniał okolicę błękitnym blaskiem. Ich twarze przybierały w tym świetle dziwne, niezdrowe odcienie, a poza granicą światła zdawały kłębić się cienie.
- Jesteście całe? – upewnił się Shafiq, mierząc je obie wzrokiem. Pozornie doszedł do siebie błyskawicznie, ale przed oczyma wciąż widział twarz ojczyma, twarz swojego strachu. – Coś przydatnego?
A potem obrócił się ku korytarzowi. Poruszył… i westchnął.
– Teleportacja nie działa – poinformował, choć nie było to żadne zaskoczenie. Takie miejsca często były przed nią zabezpieczone, musiał jednak spróbować tego najprostszego rozwiązania. W każdym razie, w tej chwili pozostawała im tylko jedna droga: wzdłuż tego korytarza. – Pandora, chodź ze mną na przód. Możemy natknąć się na pułapki. Za nami Leta, na wypadek klątw. Sebastian i Ulysses, zamknijcie pochód – poinstruował. Taki układ zdawał się mu w tej chwili najrozsądniejszy, z prostego powodu: w tej chwili to towarzyszące im panie mogły przestrzec przed niebezpieczeństwem.
*
Korytarz wiódł w dół. Nie mieli problemów z oddychaniem, choć w powietrzu czuć było stęchliznę i wielowiekowy kurz. Ich kroki były jedynymi dźwiękami, rozbrzmiewającymi w okolicy. Minęli jedno przejście, ale zasypane tak mocno, że nawet magia niewiele by tu pomogła – musieli liczyć, że ten korytarz, którym idą, jest tym właściwym.
W pewnym momencie zobaczyli wreszcie jego kres. Za drzwiami, u góry zakończonymi owalem, znajdowała się kamienna sala. Niegdyś musiały stać tu jakieś sprzęty, ale czas – a może katastrofa, która zasypała wioska? – poważnie je uszkodziły. Na podłodze leżało między innymi coś, co było chyba rozwaloną, magiczną lampą. Na jednej ze ścian Leta i Pandora dostrzegły malunek, stary i podniszczony, ale wciąż dało się na nim rozpoznać twarz, którą widziały wcześniej: była podobna do tych, jakie darowano posągom.
Sebastian, od chwili przekroczenia progu, czuł się nieswojo. Zdawało mu się, że ktoś na niego patrzy. Obserwuje. Że temperatura nagle obniżyła się, a coś chłodnego dotknęło jego karku. Może to odzywała się krew Trelawneyów, a może… jego doświadczenie jako egzorcysty.
Na drugim krańcu pomieszczenia znajdowały się… drzwi. Dość przedziwne. Zwierzęce rysunki otaczały drzwi: na tych znajdował się napis Augustus Blackwood. A pod spodem… mechanizm: dało się nim manipulować, aby ustawić jedną z bestii z obrazka, a następnie – po ustawieniu tej właściwej – wsunąć ten przycisk do środka. Ulysses łatwo mógł odgadnąć: to jakaś zagadka numerologiczna: musiał znaleźć właściwą cyfrę. Podpowiedź zaś musiała kryć się w napisie na drzwiach…
Kolejna tura 22.08
Odkryj wiadomość pozafabularną
Jak świadomość, że w wielu sprawach byli podobni.
Jak myśl o tym, czy nie pójdzie jego śladem.
Opuścił różdżkę i z jego płuc uleciało powietrze, kiedy bogin rozpadł się. A potem spojrzenie Cathala powędrowało w stronę Pandory i Alethei, które wyszły przez otwarte drzwi, pozostawiając za sobą posągi – wciąż jeszcze całe, ale już bardzo niemrawe, na pewno unieruchomione przynajmniej na parę minut. Ogień pochodni, trzymanej przez Ulyssesa, napełniał okolicę błękitnym blaskiem. Ich twarze przybierały w tym świetle dziwne, niezdrowe odcienie, a poza granicą światła zdawały kłębić się cienie.
- Jesteście całe? – upewnił się Shafiq, mierząc je obie wzrokiem. Pozornie doszedł do siebie błyskawicznie, ale przed oczyma wciąż widział twarz ojczyma, twarz swojego strachu. – Coś przydatnego?
A potem obrócił się ku korytarzowi. Poruszył… i westchnął.
– Teleportacja nie działa – poinformował, choć nie było to żadne zaskoczenie. Takie miejsca często były przed nią zabezpieczone, musiał jednak spróbować tego najprostszego rozwiązania. W każdym razie, w tej chwili pozostawała im tylko jedna droga: wzdłuż tego korytarza. – Pandora, chodź ze mną na przód. Możemy natknąć się na pułapki. Za nami Leta, na wypadek klątw. Sebastian i Ulysses, zamknijcie pochód – poinstruował. Taki układ zdawał się mu w tej chwili najrozsądniejszy, z prostego powodu: w tej chwili to towarzyszące im panie mogły przestrzec przed niebezpieczeństwem.
*
Korytarz wiódł w dół. Nie mieli problemów z oddychaniem, choć w powietrzu czuć było stęchliznę i wielowiekowy kurz. Ich kroki były jedynymi dźwiękami, rozbrzmiewającymi w okolicy. Minęli jedno przejście, ale zasypane tak mocno, że nawet magia niewiele by tu pomogła – musieli liczyć, że ten korytarz, którym idą, jest tym właściwym.
W pewnym momencie zobaczyli wreszcie jego kres. Za drzwiami, u góry zakończonymi owalem, znajdowała się kamienna sala. Niegdyś musiały stać tu jakieś sprzęty, ale czas – a może katastrofa, która zasypała wioska? – poważnie je uszkodziły. Na podłodze leżało między innymi coś, co było chyba rozwaloną, magiczną lampą. Na jednej ze ścian Leta i Pandora dostrzegły malunek, stary i podniszczony, ale wciąż dało się na nim rozpoznać twarz, którą widziały wcześniej: była podobna do tych, jakie darowano posągom.
Sebastian, od chwili przekroczenia progu, czuł się nieswojo. Zdawało mu się, że ktoś na niego patrzy. Obserwuje. Że temperatura nagle obniżyła się, a coś chłodnego dotknęło jego karku. Może to odzywała się krew Trelawneyów, a może… jego doświadczenie jako egzorcysty.
Na drugim krańcu pomieszczenia znajdowały się… drzwi. Dość przedziwne. Zwierzęce rysunki otaczały drzwi: na tych znajdował się napis Augustus Blackwood. A pod spodem… mechanizm: dało się nim manipulować, aby ustawić jedną z bestii z obrazka, a następnie – po ustawieniu tej właściwej – wsunąć ten przycisk do środka. Ulysses łatwo mógł odgadnąć: to jakaś zagadka numerologiczna: musiał znaleźć właściwą cyfrę. Podpowiedź zaś musiała kryć się w napisie na drzwiach…
Kolejna tura 22.08
Podpowiedź dla Ulka, wynikająca z jego umiejętności:
1 2 3 4 5 6 7 8 9
A B C D E F G H I
J K L M N O P Q R
S T U V W X Y Z
1 2 3 4 5 6 7 8 9
A B C D E F G H I
J K L M N O P Q R
S T U V W X Y Z