19.08.2023, 16:43 ✶
Dostrzegał spojrzenia przyjaciela posyłanie Brennie, ale i jej ku niemu, co skwitował zaciągnięciem się głębiej papierosem, którym wcześniej poczęstował swojego brata oraz Atreusa. Niezbyt mu się to podobało, podobnie jak cała ta dziwna atmosfera na łódce. Pracownicy biura aurorów wydawali mu się znacznie bardziej spięci, niż on sam, a przecież komornicy mieli znacznie gorszą opinię. No nic. Anthony westchnął, trącając jedynie łokciem Stanleya, jakby czytał mu w myślach, ale był to jedyne przypadek, który był efektem chowania papierosów w kieszeń. Jego oczy wędrowały pomiędzy Ger i Brenną, zanim ta druga widowiskowo uciekła bratu, który rzucił mu komentarz na temat siostry — Anthony wyszczerzył się w odpowiedzi do Erika.
- W takim razie, nie mogę ominąć następnego balu. Twoja siostra w sukience i z ograniczoną wolnością? To może być bezcenne. - trudno było stwierdzić, czy Borgin żartował, czy też nie, ale obdarzył Longbottoma oczkiem. Posłał też niewinne spojrzenie Atreusowi.
Gdy brat nazwał go dziedzicem, prychnął na niego i wywrócił oczami z miną sugerującą, że to nie była wyjątkowo jego wina i nie miał na to żadnego wpływu. Obdarzył kuzynkę pociągłym spojrzeniem, łapiąc ją za ramię, zanim weszła na statek. - Ger, uważaj na siebie.
Byli ze sobą blisko, lubił ją i najpewniej dałby się za nią pokroić. - No przecież ogarnę to, nie miałem czasu. - rzucił za przyjacielem, wypuszczając dym z płuc z kolejnym prychnięciem. Był zbyt zajęty swoją karierą, zresztą zwykle poruszał się świstoklikami, bo były trudniejsze do wykrycia lub kominkiem. Nie musiał ganiać dłużników, tym zajmowała się inna jednostka, podczas gdy on wyceniał ich majątek i ściągał z kont galeony. Ot, tak przyjemna praca. Nim wszedł na statek, skończył palić i otrzepał dłonie.
Gdy dotarł na pokład, przekręcił nieco głowę i ściągnął brwi. Nie bał się, nie obrzydzał go widok ciał lub agonii, bardzo zastanawiała go, skąd tu taka ich ilość i jak długo tkwili na tym przeklętym statku. Zrobił kilka kroków, spróchniałe i wilgotne drewno zdawało się piszczeć złowrogo, glony nieco śmierdziały. Anthony rozglądał się, mimowolnie zbliżając do Stanleya. Posłał mu krótkie spojrzenie, jakby pytające, czy wpływ na to mógł mieć jakiś przeklęty artefakt. Otwierał usta, aby coś powiedzieć, jednak jego uwagę przykuło dziwne zachowanie poszczególnych ludzi — zbledi, ich twarz była niespokojna. Rozejrzał się mimowolnie dookoła, ale jego uszu docierał jedynie szum wody, krzyk mew i uspokajało rytmiczne, delikatne kołysanie statku. Zerknął na twarz jedną z leżących osób. - Nie wydaje Ci się dziwnie Stasiu, że.. - nie skończył, bo jego brat padł, niczym kłoda i wprawił Anthonyego w osłupienie tak duże, że panika przez kilkanaście sekund zatańczyła na jego twarzy. Jego wzrok powędrował w poszukiwaniu Ger, Brenny oraz Atreusa, ale nie zdążył zareagować, bo on sam poczuł, jak uginają mu się nogi, a umysł oplata błoga i wyjątkowa lekka ciemność. Zdążył tylko siarczyście przekląć w duchu, nim padł — podobnie, jak Stanley, niczym kłoda.
- W takim razie, nie mogę ominąć następnego balu. Twoja siostra w sukience i z ograniczoną wolnością? To może być bezcenne. - trudno było stwierdzić, czy Borgin żartował, czy też nie, ale obdarzył Longbottoma oczkiem. Posłał też niewinne spojrzenie Atreusowi.
Gdy brat nazwał go dziedzicem, prychnął na niego i wywrócił oczami z miną sugerującą, że to nie była wyjątkowo jego wina i nie miał na to żadnego wpływu. Obdarzył kuzynkę pociągłym spojrzeniem, łapiąc ją za ramię, zanim weszła na statek. - Ger, uważaj na siebie.
Byli ze sobą blisko, lubił ją i najpewniej dałby się za nią pokroić. - No przecież ogarnę to, nie miałem czasu. - rzucił za przyjacielem, wypuszczając dym z płuc z kolejnym prychnięciem. Był zbyt zajęty swoją karierą, zresztą zwykle poruszał się świstoklikami, bo były trudniejsze do wykrycia lub kominkiem. Nie musiał ganiać dłużników, tym zajmowała się inna jednostka, podczas gdy on wyceniał ich majątek i ściągał z kont galeony. Ot, tak przyjemna praca. Nim wszedł na statek, skończył palić i otrzepał dłonie.
Gdy dotarł na pokład, przekręcił nieco głowę i ściągnął brwi. Nie bał się, nie obrzydzał go widok ciał lub agonii, bardzo zastanawiała go, skąd tu taka ich ilość i jak długo tkwili na tym przeklętym statku. Zrobił kilka kroków, spróchniałe i wilgotne drewno zdawało się piszczeć złowrogo, glony nieco śmierdziały. Anthony rozglądał się, mimowolnie zbliżając do Stanleya. Posłał mu krótkie spojrzenie, jakby pytające, czy wpływ na to mógł mieć jakiś przeklęty artefakt. Otwierał usta, aby coś powiedzieć, jednak jego uwagę przykuło dziwne zachowanie poszczególnych ludzi — zbledi, ich twarz była niespokojna. Rozejrzał się mimowolnie dookoła, ale jego uszu docierał jedynie szum wody, krzyk mew i uspokajało rytmiczne, delikatne kołysanie statku. Zerknął na twarz jedną z leżących osób. - Nie wydaje Ci się dziwnie Stasiu, że.. - nie skończył, bo jego brat padł, niczym kłoda i wprawił Anthonyego w osłupienie tak duże, że panika przez kilkanaście sekund zatańczyła na jego twarzy. Jego wzrok powędrował w poszukiwaniu Ger, Brenny oraz Atreusa, ale nie zdążył zareagować, bo on sam poczuł, jak uginają mu się nogi, a umysł oplata błoga i wyjątkowa lekka ciemność. Zdążył tylko siarczyście przekląć w duchu, nim padł — podobnie, jak Stanley, niczym kłoda.
Rzut N 1d100 - 65
Sukces!
Sukces!
Rzut N 1d100 - 35
Akcja nieudana
Akcja nieudana