Kiedy obserwowała to, co działo się kawałek dalej, biła się z myślami. Nie mogła nic zrobić, choć jej serce aż rwało się do tego, by rzucić się biegiem w stronę kuzynostwa i wesprzeć ich, jakkolwiek tylko by mogła. Powinna była to zrobić, gdy tylko stan Moss został wstępnie ustabilizowany. A teraz? Teraz było już za późno i jedyne co mogła zrobić, to ze ściśniętym gardłem patrzeć jak najbliżsi jej ludzie walczą o życie. Tchórz, rozbrzmiewało w jej głowie. Tchórz. Tchórze nie byli nic warci. Czując drżącą pod nimi ziemię, zamknęła oczy i mocniej przytuliła Moss, choć w żaden sposób nie mogło to ich ocalić. A więc tak wygląda koniec? Umrą tu? Te wszystkie starania, walka, próba złapania śmierciożerców... wszystko było na nic? Mogła mieć tylko nadzieję, że koniec, choć pozbawiony chwały, będzie szybki i w miarę bezbolesny. Pomimo wichury jaka zagłuszała wszystko to, co działo się dookoła, jej umysł skupił się na najbliższych jej osobach. Dokładnie widziała przez oczami ich uśmiechnięte twarze, śmiejące się z najpewniej głupiego żartu, który właśnie wypaliła, lub jej niezdarności. To było dobre, acz krótkie życie.
Straciła rachubę czasu. Kiedy otworzyła oczy zdała sobie sprawę, że... żyje. Choć jest wysoko ponad ziemią, wyglądało na to, że żyje w wbrew temu co sądziła że się wydarzy, nie zaznała żadnych większych obrażeń.
Moss. Erik. Brenna. Julek. Alastor - to była pierwsza myśl, zaraz po "Dobrze, że nie mam lęku wysokości". Zaczęła rozglądać się dookoła w przypływie paniki próbując zlokalizować najbliższych jej ludzi.
- Erik?! - krzyknęła, chcąc głosem zwrócić na siebie uwagę kuzyna, którego póki co nie była w stanie dostrzec. Szczęśliwie, wszystko wskazywało na to, że i jemu nic się nie stało. Kiedy przybyły pracownik Ministerstwa ściągał ich z samej góry, dostrzegła nieprzytomną Moss.
- Tam, wysoko... - złapała za ramię pierwszego lepszego człowieka który wyglądał jej na pracownika Ministestwa - Jest bardzo ciężko brygadzistka. Ona... natychmiast musi trafić do Mungo - dodała, szybko nakreślając mu sytuację. Mężczyźnie nie trzeba było dwa razy powtarzać - korzystając ze wsparcia współpracownicy, ostrożnie i delikatnie zajęli się ściąganiem Moss z wysokości, by w jak najszybszym tempie dostarczyć ją do uzdrowicieli wyposażonych w eliksiry.
Oddychała powoli, jakby próbowała zrozumieć to, co właśnie się działo dookoła. Wszyscy przeżyli. Bardziej lub mniej poturbowani, ale wyglądało na to, że pomimo tragicznych wydarzeń nikt nie stracił życia.beauty and terror
just keep going
no feeling is final