19.08.2023, 22:09 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.08.2023, 22:19 przez Anthony Ian Borgin.)
Nie miał na co narzekać, życie było piękne. Udało im się dostać bilety, nie był tu sam i za rogiem czaiło się nowy świat, który mogło sprawić, że jego szanse u pięknej Marianne wzrosną. Był podekscytowany, uśmiech sam pchał mu się na usta, gdy zbiegał po schodach, próbując znaleźć odpowiednią kabinę. Kwiecista tapeta była trochę brzydka, ale nie miało to znaczenia. Na słowa Samuela prychnął, wywracając oczami — on zupełnie go nie rozumiał! Pozwolił sobie zatrzymać się na chwilę przed lustrem, które mijali i poprawił swój beret, a także szelki widoczne na białej koszuli. Wyglądał przyzwoicie.
- Ty się zupełnie nie znasz na kobietach Sam. - zaczął z westchnieniem, bezradnie rozkładając dłonie. Dogonił swoich towarzyszy, obejmując go ręką. - Spójrz na większy obraz! James to bęcwał skrzywdził ją i jest zrozpaczona. I teraz wchodzę ja — cały na biało, rozumiesz i jestem, gdy mnie najbardziej potrzebuje. A niedługo uświadomi sobie, że to ja jestem najbardziej odpowiednim kandydatem na jej męża i będziemy żyli długo i szczęśliwie w Stanach - bo tam prościej, niż u nas, a może nawet otworzymy piekarnie. Co o tym sądzisz?
Przedstawił mu swoją wizję, odrobinę przy tym gestykulując. Odskoczył od mężczyzny, wzdychając z delikatnym rozmarzeniem, bo przed oczami stanęła mu twarz jego wybranki. - A płakać to będzie ten skurwiel, jak mu wybije wszystkie zęby za to, że ona przez niego płacze! Jak matkę kocham.
Dodał poważniej, czując frustrację, bo dziewczyna w jego myślach miała mokre od łez policzki, co w ogóle nie powinno mieć miejsca, nie zasługiwała na to! Lubili się, dobrze im się rozmawiało, tylko wcześniej jakoś nie miał okazji, aby zrobić coś ze swoją sympatią w jej kierunku. Anthony odchylił głowę do tyłu, patrząc na chwilę w sufit, bo serce biło mu zbyt szybko, już się nakręcał i był gotów zawrócić, aby znaleźć tego bęcwała. Zmienił się, pracował uczciwie i ponoć był w tym dobry, mógł zapewnić jej komfort i dom, mógł dać przecież Marianne szczęście. Wtedy dostrzegł na suficie lampki w kształcie tulipanów i ściągnął brwi, przystając i opierając dłoń na biodrze. - Czy ja powinienem mieć ze sobą kwiaty? Kobiety lubią kwiaty i czekoladki, ale z drugiej strony, ona cierpi i ma złamane serce. To chyba byłoby brzydko. Może lepiej sprawdziłaby się butelka wina dla rozluźnienia? Dam jej ramię, ona się wypłacze, pociesze ją, a statek popłynie w stronę zachodzącego słońca. - przesunął palcami po brodzie w zamyśleniu, ciężko stwierdził, czy mówił bardziej do nich, czy może do siebie.
- Ty się zupełnie nie znasz na kobietach Sam. - zaczął z westchnieniem, bezradnie rozkładając dłonie. Dogonił swoich towarzyszy, obejmując go ręką. - Spójrz na większy obraz! James to bęcwał skrzywdził ją i jest zrozpaczona. I teraz wchodzę ja — cały na biało, rozumiesz i jestem, gdy mnie najbardziej potrzebuje. A niedługo uświadomi sobie, że to ja jestem najbardziej odpowiednim kandydatem na jej męża i będziemy żyli długo i szczęśliwie w Stanach - bo tam prościej, niż u nas, a może nawet otworzymy piekarnie. Co o tym sądzisz?
Przedstawił mu swoją wizję, odrobinę przy tym gestykulując. Odskoczył od mężczyzny, wzdychając z delikatnym rozmarzeniem, bo przed oczami stanęła mu twarz jego wybranki. - A płakać to będzie ten skurwiel, jak mu wybije wszystkie zęby za to, że ona przez niego płacze! Jak matkę kocham.
Dodał poważniej, czując frustrację, bo dziewczyna w jego myślach miała mokre od łez policzki, co w ogóle nie powinno mieć miejsca, nie zasługiwała na to! Lubili się, dobrze im się rozmawiało, tylko wcześniej jakoś nie miał okazji, aby zrobić coś ze swoją sympatią w jej kierunku. Anthony odchylił głowę do tyłu, patrząc na chwilę w sufit, bo serce biło mu zbyt szybko, już się nakręcał i był gotów zawrócić, aby znaleźć tego bęcwała. Zmienił się, pracował uczciwie i ponoć był w tym dobry, mógł zapewnić jej komfort i dom, mógł dać przecież Marianne szczęście. Wtedy dostrzegł na suficie lampki w kształcie tulipanów i ściągnął brwi, przystając i opierając dłoń na biodrze. - Czy ja powinienem mieć ze sobą kwiaty? Kobiety lubią kwiaty i czekoladki, ale z drugiej strony, ona cierpi i ma złamane serce. To chyba byłoby brzydko. Może lepiej sprawdziłaby się butelka wina dla rozluźnienia? Dam jej ramię, ona się wypłacze, pociesze ją, a statek popłynie w stronę zachodzącego słońca. - przesunął palcami po brodzie w zamyśleniu, ciężko stwierdził, czy mówił bardziej do nich, czy może do siebie.