20.08.2023, 00:23 ✶
Tak, to była mniej więcej taka odpowiedź, jakiej oczekiwała. Brenna uśmiechnęła się półgębkiem i jeszcze raz poklepała papiery.
– Tylko nie myśl, że one się rozpłyną. I tak będziemy musiały się nimi zająć – ostrzegła. Tyle tylko, że jeżeli obie szły na Nokturn, to na Heather spadnie połowa tego stosu, zamiast całego: później przyjdzie się im nim podzielić. – Masz dziesięć minut, żeby się naszykować. I weź miotłę. Lepiej zawsze być gotowym do szybkiej ewakuacji z Nokturna.
Dziś w końcu szły tam oficjalnie, a na tej ulicy Brygadziści niekoniecznie byli mile widziany. Brenna mogła stosunkowo łatwo się aportować, ale Heather teleportacji nigdy nie opanowała… A to z kolei oznaczało, że nie: umiejętność teleportowania się nic Brennie nie da, bo nie mogłaby zostawić partnerki.
Sama zeskoczyła z biurka, bo w końcu też musiała zabrać kilka rzeczy. I zmienić marynarkę tak, by z daleka nie było od razu widać, że jest z Brygady Uderzeniowej.
W końcu to był Nokturn, nawet jeżeli tym razem nie występowały incognito.
*
Sklep, do którego zmierzały, leżał nieomal przy samej Horyzontalnej. Jeszcze w tej w miarę „bezpiecznej” części ulicy. Odpowiednio głośne krzyki dałoby się usłyszeć i przy alei, a patrole stosunkowo często kręciły się całkiem blisko. Może dlatego przybytek wyglądał „prawie” porządnie – przychodzili tu bowiem nie tylko stali bywalcy Nokturna, ale i często ci, którzy szukali czegoś ciekawego w okazyjnej cenie. Tu można było dostać różności, skupowane i pozyskiwane, jak podejrzewali Brygadziści, niekoniecznie z legalnych źródeł.
Do tej pory brakowało dowodów, ale teraz mieli zeznania, że próbowano sprzedać tu czarnomagiczny przedmiot, bo sprzedawca na własne nieszczęście zaoferował go pracownikowi Ministerstwa. Krótkie śledztwo wykazało, że mógł się tu dostać faktycznie nielegalnie: ot nowy pracownik, jemu podwinęła się noga… I udało się uzyskać zgodę na rewizję. Nim jednak stanęły przed nim, Brenna zamieniła jeszcze kilka zdań z patrolem na Horyzontalnej.
Sklep mieścił się na parterze. Miał niewielkie, nieco zabrudzone (i zapewne zabezpieczone magią) okna, a wystawiono w nich „różności” – biżuterię, zegary, tym podobne. Zapewne gdyby leżał w innym miejscu, byłby tylko nieco obskurnym, ale dość typowym punktem sprzedaży. Tutaj jednak… tu nie zawsze wszystko było takie, jak się wydaje.
Brenna dała ręką znak Heather, by poczekała. Mruknęła coś o obserwowaniu okolicy, a sama podeszła i zajrzała przez okna do środka. Najpierw jedno, potem drugie, udając, że obserwuje wystawione przedmioty. Dopiero po chwili wróciła do Wood.
– Żadnych klientów, sprzedawca jest sam, ogląda jakiś przedmiot – oświadczyła. Nie chciałaby wchodzić do środka, gdyby ktoś coś akurat kupował. A gdyby z właścicielem był jego nowy pracownik albo więcej osób – mądrzej byłoby jednak poprosić patrol z Horyzontalnej o obstawę. – Pamiętaj, na początku grzecznie. Nie sięgaj po różdżkę, póki on tego nie zrobi, ale jeżeli nie jest idiotą, nie będzie pakował się w kłopoty. Wchodzisz do środka za mną. Nie stój tuż obok mnie. Gdyby zaatakował, w ten sposób nie ma szans trafić nas obu jednocześnie – poinstruowała. Poczekała na ewentualną odpowiedź… i powędrowała do środka.
– Tylko nie myśl, że one się rozpłyną. I tak będziemy musiały się nimi zająć – ostrzegła. Tyle tylko, że jeżeli obie szły na Nokturn, to na Heather spadnie połowa tego stosu, zamiast całego: później przyjdzie się im nim podzielić. – Masz dziesięć minut, żeby się naszykować. I weź miotłę. Lepiej zawsze być gotowym do szybkiej ewakuacji z Nokturna.
Dziś w końcu szły tam oficjalnie, a na tej ulicy Brygadziści niekoniecznie byli mile widziany. Brenna mogła stosunkowo łatwo się aportować, ale Heather teleportacji nigdy nie opanowała… A to z kolei oznaczało, że nie: umiejętność teleportowania się nic Brennie nie da, bo nie mogłaby zostawić partnerki.
Sama zeskoczyła z biurka, bo w końcu też musiała zabrać kilka rzeczy. I zmienić marynarkę tak, by z daleka nie było od razu widać, że jest z Brygady Uderzeniowej.
W końcu to był Nokturn, nawet jeżeli tym razem nie występowały incognito.
*
Sklep, do którego zmierzały, leżał nieomal przy samej Horyzontalnej. Jeszcze w tej w miarę „bezpiecznej” części ulicy. Odpowiednio głośne krzyki dałoby się usłyszeć i przy alei, a patrole stosunkowo często kręciły się całkiem blisko. Może dlatego przybytek wyglądał „prawie” porządnie – przychodzili tu bowiem nie tylko stali bywalcy Nokturna, ale i często ci, którzy szukali czegoś ciekawego w okazyjnej cenie. Tu można było dostać różności, skupowane i pozyskiwane, jak podejrzewali Brygadziści, niekoniecznie z legalnych źródeł.
Do tej pory brakowało dowodów, ale teraz mieli zeznania, że próbowano sprzedać tu czarnomagiczny przedmiot, bo sprzedawca na własne nieszczęście zaoferował go pracownikowi Ministerstwa. Krótkie śledztwo wykazało, że mógł się tu dostać faktycznie nielegalnie: ot nowy pracownik, jemu podwinęła się noga… I udało się uzyskać zgodę na rewizję. Nim jednak stanęły przed nim, Brenna zamieniła jeszcze kilka zdań z patrolem na Horyzontalnej.
Sklep mieścił się na parterze. Miał niewielkie, nieco zabrudzone (i zapewne zabezpieczone magią) okna, a wystawiono w nich „różności” – biżuterię, zegary, tym podobne. Zapewne gdyby leżał w innym miejscu, byłby tylko nieco obskurnym, ale dość typowym punktem sprzedaży. Tutaj jednak… tu nie zawsze wszystko było takie, jak się wydaje.
Brenna dała ręką znak Heather, by poczekała. Mruknęła coś o obserwowaniu okolicy, a sama podeszła i zajrzała przez okna do środka. Najpierw jedno, potem drugie, udając, że obserwuje wystawione przedmioty. Dopiero po chwili wróciła do Wood.
– Żadnych klientów, sprzedawca jest sam, ogląda jakiś przedmiot – oświadczyła. Nie chciałaby wchodzić do środka, gdyby ktoś coś akurat kupował. A gdyby z właścicielem był jego nowy pracownik albo więcej osób – mądrzej byłoby jednak poprosić patrol z Horyzontalnej o obstawę. – Pamiętaj, na początku grzecznie. Nie sięgaj po różdżkę, póki on tego nie zrobi, ale jeżeli nie jest idiotą, nie będzie pakował się w kłopoty. Wchodzisz do środka za mną. Nie stój tuż obok mnie. Gdyby zaatakował, w ten sposób nie ma szans trafić nas obu jednocześnie – poinstruowała. Poczekała na ewentualną odpowiedź… i powędrowała do środka.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.