20.08.2023, 00:36 ✶
Westchnęła, przyglądając się swojemu odbiciu w lustrze. Gdyby nie fakt, że ojciec rzadko ją o coś prosił bezpośrednio, wymyśliłaby sensowną wymówkę, aby uniknąć uczestniczenia w tym rejsie. Oparła dłonie na biodrach, a spojrzenie ciemnych oczu powędrowało w stronę leżącej na łóżku gazety z tym nieszczęsnym rankingiem, który nie był jej do niczego potrzebny - i na Merlina, skąd oni mieli to zdjęcie - oraz list Ger, który utwierdził ją w przekonaniu, że wiedzieli o tym wszyscy. Jej matka chciała nawet zrobić przyjęcie z tej okazji, ale Pandora stanowczo zaprzeczyła. Policzyła do dziesięciu, zaciskając palce na złotej literce "P", która tkwiła na jej dłoni, bo łańcuszek robił teraz za bransoletkę z kilku warstw. Rejs. Pełen przepychu, sławnych ludzi i taki, gdzie Prewetta zabraknąć nie mogło. Jej ojciec był jednym z najbogatszych ludzi w kraju, głównie za sprawą kasyn oraz abraksanów i wyścigów konnych. Los chciał, że wyskoczyło mu jakieś spotkanie i potrzebował kogoś na swoje zastępstwo. Padło więc na jego pierworodną, oczko w głowie i najbielszą owcę w rodzinie. Wygładziła dłońmi sukienkę, wsunęła szpilki i upewniła się, że wszystko ma w torebce. Przetrwa to jakoś, skupiona na szampanie. Dlaczego właściwie wysłali ją na statek, kiedy ona nienawidziła wody, a bycie tak daleko od brzegu i bez Mary w pobliżu.. Jak dziwne byłoby, gdyby jej pegaz krążył nad statkiem, a w odpowiednim momencie by skorzystała z jego grzbietu, opuszczając pokład.
Teleportowała się na miejsce o wyznaczonej godzinie, wręczając zaproszenie, które dał jej ojciec. Była nienaganna - uśmiechnięta i wyprostowana, witała się z ludźmi skinięciem głowy lub krótką pogawędką, kradnąc z tacy kelnera kieliszek szampana przy najbliższej okazji. Postawiła na dość skromną kreację, nie licząc błyszczącej kokardy na piersiach. Długa sukienka w czarnym kolorze sięgała ziemi, pozbawiona rozcięć i utrzymująca się na cienkich ramiączkach. Włosy miała puszczone, zgarnięte do tyłu, a w uszach tkwiły pasujące do zdobienia sukienki, małe kolczyki. Naszyjnik odpuściła. Makijaż też miała raczej skromny i naturalny, podkreślone subtelnie czernią oczy i neutralnym kolorem usta. Słysząc swoje imię, obróciła się w stronę źródła dźwięku i zlustrowała mężczyznę spojrzeniem, posyłając mu grzeczny uśmiech oraz kiwnięcie głową. Oczywiście, że wiedział! Co za żenada, czy wszyscy na tym cholernym statku wiedzieli?
-Panie Nott, dobry wieczór. - przywitała się pogodnie, wbijając spojrzenie ciemnych oczu w jego twarz, a następnie delikatnie wzruszyła ramionami. - Niestety, obawiam się, że dziś nie będzie Pan miał okazji do rozmów z moim ojcem, jestem tu w jego zastępstwie. Wypadło mu coś ważnego. Tak? Bywał już Pan na tych rejsach? Słyszałam, że cieszą się popularnością wśród ludzi.
Zakończyła z zainteresowaniem, rozglądając się po statku, przyglądając się obecnym tu czarodziejom. Dziewczyna upiła nieco szampana z trzymanego przez siebie kieliszka. - Powinnam znaleźć Pana Croucha. - wyjaśniła jeszcze, mając za zadanie przekazać gospodarzowi kilka słów od strony Pana Prewetta. Jak na zawołanie, dostrzegła noszących to nazwisko czarodziejów. - Proszę mi na chwilę wybaczyć.
Posłała Philipowi krótki uśmiech, a potem podeszła do Martina oraz Oleandera z tym swoim pogodnym uśmiechem.
- Dobry wieczór Panom. Pandora Prewett, miło mi. Bardzo przepraszam w imieniu mojego ojca za nieobecność w dzisiejszym rejsie, wypadło mu coś istotnego. Prosił, abym przekazała pozdrowienia oraz zapewniła, że zaproszenia na otwarcie naszego nowego kasyna wkrótce do Panów dotrą. - wyjaśniła, a wręcz wyrecytowała, nie brzmiąc na szczęście tak sztywno, jak jej ojciec. Trzeba jednak przyznać staremu Prewettowi, miał głowę do interesów. Starała się nie spoglądać w stronę burty, bo woda rozbijała się o statek, wprawiona ruch subtelnymi podmuchami wiatru.
Jak ona nie znosiła takich przyjęć. Kiwnęła więc głową, sugerując tym samym, że nie będzie więcej przeszkadzała im w rozmowie, życzyła im miłego wieczoru i odeszła na bok, zaczepiona jeszcze krótko przez jedną z czarownic, a potem wróciła na upatrzone przez siebie miejsce, które wcześniej zajmowała z Philippem. Merlinie, daj jej cierpliwość, to tylko kilka godzin. Upiła kolejny łyk słodkiego szampana.
Teleportowała się na miejsce o wyznaczonej godzinie, wręczając zaproszenie, które dał jej ojciec. Była nienaganna - uśmiechnięta i wyprostowana, witała się z ludźmi skinięciem głowy lub krótką pogawędką, kradnąc z tacy kelnera kieliszek szampana przy najbliższej okazji. Postawiła na dość skromną kreację, nie licząc błyszczącej kokardy na piersiach. Długa sukienka w czarnym kolorze sięgała ziemi, pozbawiona rozcięć i utrzymująca się na cienkich ramiączkach. Włosy miała puszczone, zgarnięte do tyłu, a w uszach tkwiły pasujące do zdobienia sukienki, małe kolczyki. Naszyjnik odpuściła. Makijaż też miała raczej skromny i naturalny, podkreślone subtelnie czernią oczy i neutralnym kolorem usta. Słysząc swoje imię, obróciła się w stronę źródła dźwięku i zlustrowała mężczyznę spojrzeniem, posyłając mu grzeczny uśmiech oraz kiwnięcie głową. Oczywiście, że wiedział! Co za żenada, czy wszyscy na tym cholernym statku wiedzieli?
-Panie Nott, dobry wieczór. - przywitała się pogodnie, wbijając spojrzenie ciemnych oczu w jego twarz, a następnie delikatnie wzruszyła ramionami. - Niestety, obawiam się, że dziś nie będzie Pan miał okazji do rozmów z moim ojcem, jestem tu w jego zastępstwie. Wypadło mu coś ważnego. Tak? Bywał już Pan na tych rejsach? Słyszałam, że cieszą się popularnością wśród ludzi.
Zakończyła z zainteresowaniem, rozglądając się po statku, przyglądając się obecnym tu czarodziejom. Dziewczyna upiła nieco szampana z trzymanego przez siebie kieliszka. - Powinnam znaleźć Pana Croucha. - wyjaśniła jeszcze, mając za zadanie przekazać gospodarzowi kilka słów od strony Pana Prewetta. Jak na zawołanie, dostrzegła noszących to nazwisko czarodziejów. - Proszę mi na chwilę wybaczyć.
Posłała Philipowi krótki uśmiech, a potem podeszła do Martina oraz Oleandera z tym swoim pogodnym uśmiechem.
- Dobry wieczór Panom. Pandora Prewett, miło mi. Bardzo przepraszam w imieniu mojego ojca za nieobecność w dzisiejszym rejsie, wypadło mu coś istotnego. Prosił, abym przekazała pozdrowienia oraz zapewniła, że zaproszenia na otwarcie naszego nowego kasyna wkrótce do Panów dotrą. - wyjaśniła, a wręcz wyrecytowała, nie brzmiąc na szczęście tak sztywno, jak jej ojciec. Trzeba jednak przyznać staremu Prewettowi, miał głowę do interesów. Starała się nie spoglądać w stronę burty, bo woda rozbijała się o statek, wprawiona ruch subtelnymi podmuchami wiatru.
Jak ona nie znosiła takich przyjęć. Kiwnęła więc głową, sugerując tym samym, że nie będzie więcej przeszkadzała im w rozmowie, życzyła im miłego wieczoru i odeszła na bok, zaczepiona jeszcze krótko przez jedną z czarownic, a potem wróciła na upatrzone przez siebie miejsce, które wcześniej zajmowała z Philippem. Merlinie, daj jej cierpliwość, to tylko kilka godzin. Upiła kolejny łyk słodkiego szampana.