Szczękający Kandelabrador
“Posiadam lokal na własność. Nie jest to może ogromna rezydencja, ale ma dwie, bardzo cenione przeze mnie rzeczy - klasę oraz przestronność. Zwykłem żartobliwie określać ją przez to mianem mikroapartamentu. Ciekawe, czy kiedyś taka fraza czy stylistyka przyjmie się na rynku.”
Lokal jakich wiele na Markecie, nie wyróżnia się aż tak - stoi w rzędzie, ma własny, nowy szyld i zachęca do wejścia po dwóch, małych schodkach. Dało się go znaleźć po niskiej cenie - z biegiem czasu okazało się, dlaczego.
Nie jest zbyt pokaźny, a stał się wręcz klaustrofobiczny po przerobieniu go na obecne funkcje. Obecnie ma trzy wydzielone strefy: biurową, prywatną i roboczą. Całość urządzona jest smakiem - na tyle, na ile pozwalały jego środki oraz ograniczony obszar. Nazwę zaś zawdzięcza wspaniałej kreatywności i geniuszowi jego twórcy - co lubią ludzie? Pieski. Co produkuję? Świeczniki. Co robią pieski? Szczekają. Co robią świeczniki? …szczękają?... I tak dalej…
Przestrzeń biurowa to wszystko, co widać na pierwszy rzut oka po wejściu do środka: dwanaście metrów kwadratowych wypełnionych standardowymi wzorami kandelabrów, lichtarzy, kinkietów i innych. Naprzeciwko do wejścia stoi para krzeseł, za nimi zaś - oszklona lada. Widać w niej wiele rodzajów świec od strony klienta, a od strony pracownika znajdują się drzwiczki z drewna; na blacie z tego samego materiału leży dzwonek, stos dokumentów i notatniki wraz z piórem i kałamarzem oraz porcelanowa filiżanka ze złoconym napisem “Smacznej kawusi!” i łyżeczką w środku. Po lewej od lady - para drzwi, jedne w części dostępnej dla klienta, drugie zaś dalej, kryjąc za sobą tajemnicę. Te pierwsze prowadzą do, rzecz jasna, ubikacji. Kolejne zaś...
Drabina. Prowadząca i na górę, i na dół. Pod “biurem” znajduje się piwnica - to tam znajduje się warsztat, a więc cały roboczy sprzęt i inne przydatne przedmioty, na które nie ma miejsca gdzie indziej. A gdzie się dotrze, idąc wzwyż? Do sypialni, a gdzieżby indziej. Choć to akurat zdecydowanie zbyt wiele powiedziane. Wydzielona antresola to chyba najmniejszy możliwy obszar, w jakim wciąż można “normalnie” funkcjonować. Na ogół można tam znaleźć właściwie wyłącznie posłanie i niewielka komodę, w której mieści się bielizna i kilka par ubrań na zmianę. Człowiek przeciętnego wzrostu nie może się tam wyprostować, więc to miejsce nadaje się raczej tylko do spania. Bez szczególnych szaleństw.
Lokal jakich wiele na Markecie, nie wyróżnia się aż tak - stoi w rzędzie, ma własny, nowy szyld i zachęca do wejścia po dwóch, małych schodkach. Dało się go znaleźć po niskiej cenie - z biegiem czasu okazało się, dlaczego.
Nie jest zbyt pokaźny, a stał się wręcz klaustrofobiczny po przerobieniu go na obecne funkcje. Obecnie ma trzy wydzielone strefy: biurową, prywatną i roboczą. Całość urządzona jest smakiem - na tyle, na ile pozwalały jego środki oraz ograniczony obszar. Nazwę zaś zawdzięcza wspaniałej kreatywności i geniuszowi jego twórcy - co lubią ludzie? Pieski. Co produkuję? Świeczniki. Co robią pieski? Szczekają. Co robią świeczniki? …szczękają?... I tak dalej…
Przestrzeń biurowa to wszystko, co widać na pierwszy rzut oka po wejściu do środka: dwanaście metrów kwadratowych wypełnionych standardowymi wzorami kandelabrów, lichtarzy, kinkietów i innych. Naprzeciwko do wejścia stoi para krzeseł, za nimi zaś - oszklona lada. Widać w niej wiele rodzajów świec od strony klienta, a od strony pracownika znajdują się drzwiczki z drewna; na blacie z tego samego materiału leży dzwonek, stos dokumentów i notatniki wraz z piórem i kałamarzem oraz porcelanowa filiżanka ze złoconym napisem “Smacznej kawusi!” i łyżeczką w środku. Po lewej od lady - para drzwi, jedne w części dostępnej dla klienta, drugie zaś dalej, kryjąc za sobą tajemnicę. Te pierwsze prowadzą do, rzecz jasna, ubikacji. Kolejne zaś...
Drabina. Prowadząca i na górę, i na dół. Pod “biurem” znajduje się piwnica - to tam znajduje się warsztat, a więc cały roboczy sprzęt i inne przydatne przedmioty, na które nie ma miejsca gdzie indziej. A gdzie się dotrze, idąc wzwyż? Do sypialni, a gdzieżby indziej. Choć to akurat zdecydowanie zbyt wiele powiedziane. Wydzielona antresola to chyba najmniejszy możliwy obszar, w jakim wciąż można “normalnie” funkcjonować. Na ogół można tam znaleźć właściwie wyłącznie posłanie i niewielka komodę, w której mieści się bielizna i kilka par ubrań na zmianę. Człowiek przeciętnego wzrostu nie może się tam wyprostować, więc to miejsce nadaje się raczej tylko do spania. Bez szczególnych szaleństw.
Umiejscowienie: Carkitt Market
Poziom: I
Zabezpieczenia: Obecnie brak
Ulepszenia: Na razie brak - do uzupełnienia w miarę, jak będą wchodziły pozostałe opisy do rzemieślnictwa
Cechy: Godziny otwarcia; mała przestrzeń; patrole; niewygodni sąsiedzi
Poziom: I
Zabezpieczenia: Obecnie brak
Ulepszenia: Na razie brak - do uzupełnienia w miarę, jak będą wchodziły pozostałe opisy do rzemieślnictwa
Cechy: Godziny otwarcia; mała przestrzeń; patrole; niewygodni sąsiedzi
skrytka bankowa
| Łącznie zdobytych | Do wykorzystania |
|---|---|
| PD | PD |
| Bonusy | |
| brak | |
| Przedmioty | |
| brak | |
| Rozliczenia | |
| Źródło | Zmiany w PD |
| 21.10.22 - Utworzenie Karty Postaci | 1000 |
| 21.10.22 - Początkowe wydatki | -300 |
| 7.11.22 - zdobycie odznaki | 10 |
to the well-organised mind
death is just the next adventure
death is just the next adventure