20.08.2023, 22:16 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.08.2023, 22:23 przez Brenna Longbottom.)
Brenna z pewnością miała docenić, że Heather zabrała dla niej pączka. Chociaż nie byłoby jej znowu aż tak przykro – wszak te czasem wydawane w stołówce miały się nijak do wspaniałych wypieków Nory, a Brygadzistka już do nich przywykła.
*
Brenna weszła do środka szybkim, pewnym krokiem. Sprzedawca mruknął coś „zaraz, zaraz”, wyraźnie skupiony na tym, co robił. Nie uniósł wzroku na Detektyw. Nie podniósł głowy i wtedy, kiedy próg przestąpiła Heather. Brenna rzuciła jej nieco rozbawione spojrzenie, a potem odsunęła się, przy okazji szybko lustrując zawartość najbliższych półek. A choć były tu różności, niektóre na pewno cenne, inne nieomal bezwartościowe, nie dostrzegała niczego niebezpiecznego. Nie spodziewała się jednak tego znaleźć po prawdzie na regałach, wszak takie rzeczy zwykle trzymało się pod ladą.
Czekała cierpliwie. Ostatecznie nie wpadali tutaj z różdżkami w dłoniach, dokonać aresztowania, a potencjalna przewina właściciela sklepu nie była aż tak wielka, by Brenna od razu chciała stosować przemoc. Wykorzystywała ten czas na rozejrzenie się pod sklepie, ale…
Drzwi znów otworzyły się.
Do środka wkroczyło dwóch mężczyzn. Jeden bardzo wysoki, krzepki, wyglądał, jakby sporo czasu spędzał i na jedzeniu, i na ćwiczeniach. Drugi dla odmiany niski, o szczurzym spojrzeniu. Instynkt Brenny natychmiast włączył wszystkie alarmy.
Nie zastanowiła się "dlaczego ja" ani "dlaczego dziś". Takie rzeczy czasem się przydarzały. Chyba byłaby zdziwiona, gdyby dowiedziała się, że innym niekoniecznie aż tak często, jak jej. Dłoń podparła na różdżce, ale nic nie robiła. Jeszcze nie. Wchodzenie do sklepu i wyglądanie podejrzanie nie było w końcu zakazane.
- Spierdalajcie stąd, jak nie chcecie oberwać – rzucił szczurowaty, mijając je obie jak gdyby nigdy nic. Właściciel wreszcie podniósł głowę. Pobladł, poderwał się, wypuszczając przedmiot, który z taką fascynacją oglądał jeszcze chwilę temu. Cofnął się tak gwałtownie, że wpadł na szafkę za ladą, uderzył w nią mocno, a na podłogę posypały się rzeczy.
– Zapłacę! Naprawdę zapłacę, ale interesy…
– Markus nie lubi czekać na swoje udziały.
– W tym miesiącu…
– Nie obchodzi nas twoja łzawa historyjka – oświadczył szczurowaty ze znudzeniem. – Crabbe…
Większy z mężczyzn ruszył za ladę. Właściciel, próbując się cofnąć, stracił równowagę, znikł im z oczu…
– Przepraszam? – powiedziała Brenna niby uprzejmie, chociaż już jedną ręką celowała różdżką w plecy szczurowatego, a w drugiej ściskała odznakę Brygady Uderzeniowej. Bo niestety, gdyby teraz się nie wylegitymowała, potem mogłyby mieć problemy z zapewnieniem tym miłym panom długich wczasów w Azkabanie, a zdaniem Brenny potrzebowali odpoczynku w twierdzy na wyspie pośród wody…
– Czy ja nie mówiłem… – zaczął szczurowaty, obracając się ku nim.
– Brygada Uderzeniowa, ręce do góry.
Uniósł rękę, i owszem: po różdżkę. Brenna natychmiast machnęła własną, a magiczne sznury pomknęły ku jego rękom, by je opleść. Czar wyszedł i trafił, acz człowiek zdołał sięgnąć po swoją broń i mógł je zaatakować, ale sznur dość skutecznie go opóźniał. Drugi z mężczyzn, który właśnie sięgnął i zaczął podnosić sprzedawcę za fraki, wypuścił go z hukiem na podłogę i też obrócił się ku kobietom…
Kształtowanie
*
Brenna weszła do środka szybkim, pewnym krokiem. Sprzedawca mruknął coś „zaraz, zaraz”, wyraźnie skupiony na tym, co robił. Nie uniósł wzroku na Detektyw. Nie podniósł głowy i wtedy, kiedy próg przestąpiła Heather. Brenna rzuciła jej nieco rozbawione spojrzenie, a potem odsunęła się, przy okazji szybko lustrując zawartość najbliższych półek. A choć były tu różności, niektóre na pewno cenne, inne nieomal bezwartościowe, nie dostrzegała niczego niebezpiecznego. Nie spodziewała się jednak tego znaleźć po prawdzie na regałach, wszak takie rzeczy zwykle trzymało się pod ladą.
Czekała cierpliwie. Ostatecznie nie wpadali tutaj z różdżkami w dłoniach, dokonać aresztowania, a potencjalna przewina właściciela sklepu nie była aż tak wielka, by Brenna od razu chciała stosować przemoc. Wykorzystywała ten czas na rozejrzenie się pod sklepie, ale…
Drzwi znów otworzyły się.
Do środka wkroczyło dwóch mężczyzn. Jeden bardzo wysoki, krzepki, wyglądał, jakby sporo czasu spędzał i na jedzeniu, i na ćwiczeniach. Drugi dla odmiany niski, o szczurzym spojrzeniu. Instynkt Brenny natychmiast włączył wszystkie alarmy.
Nie zastanowiła się "dlaczego ja" ani "dlaczego dziś". Takie rzeczy czasem się przydarzały. Chyba byłaby zdziwiona, gdyby dowiedziała się, że innym niekoniecznie aż tak często, jak jej. Dłoń podparła na różdżce, ale nic nie robiła. Jeszcze nie. Wchodzenie do sklepu i wyglądanie podejrzanie nie było w końcu zakazane.
- Spierdalajcie stąd, jak nie chcecie oberwać – rzucił szczurowaty, mijając je obie jak gdyby nigdy nic. Właściciel wreszcie podniósł głowę. Pobladł, poderwał się, wypuszczając przedmiot, który z taką fascynacją oglądał jeszcze chwilę temu. Cofnął się tak gwałtownie, że wpadł na szafkę za ladą, uderzył w nią mocno, a na podłogę posypały się rzeczy.
– Zapłacę! Naprawdę zapłacę, ale interesy…
– Markus nie lubi czekać na swoje udziały.
– W tym miesiącu…
– Nie obchodzi nas twoja łzawa historyjka – oświadczył szczurowaty ze znudzeniem. – Crabbe…
Większy z mężczyzn ruszył za ladę. Właściciel, próbując się cofnąć, stracił równowagę, znikł im z oczu…
– Przepraszam? – powiedziała Brenna niby uprzejmie, chociaż już jedną ręką celowała różdżką w plecy szczurowatego, a w drugiej ściskała odznakę Brygady Uderzeniowej. Bo niestety, gdyby teraz się nie wylegitymowała, potem mogłyby mieć problemy z zapewnieniem tym miłym panom długich wczasów w Azkabanie, a zdaniem Brenny potrzebowali odpoczynku w twierdzy na wyspie pośród wody…
– Czy ja nie mówiłem… – zaczął szczurowaty, obracając się ku nim.
– Brygada Uderzeniowa, ręce do góry.
Uniósł rękę, i owszem: po różdżkę. Brenna natychmiast machnęła własną, a magiczne sznury pomknęły ku jego rękom, by je opleść. Czar wyszedł i trafił, acz człowiek zdołał sięgnąć po swoją broń i mógł je zaatakować, ale sznur dość skutecznie go opóźniał. Drugi z mężczyzn, który właśnie sięgnął i zaczął podnosić sprzedawcę za fraki, wypuścił go z hukiem na podłogę i też obrócił się ku kobietom…
Kształtowanie
Rzut PO 1d100 - 31
Slaby sukces...
Slaby sukces...
Rzut PO 1d100 - 51
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.