20.08.2023, 22:41 ✶
Westchnął ciężko, znudzony szarą rzeczywistością. Każdy pierdolił tylko o Beltane, rankingu (zakłamanym, bo jakim cudem on i Lou byli poza pierwszą trójką i nie było tam Staszka), a do tego czuł rosnącą względem niego presję. Oczywiście cieszył się z sukcesu Voldemorta, wierzył przecież w monologi wygłaszane przez Czarnoksiężnika, ale paranoja, która ogarnęła społeczeństwo, była upierdliwa. Zerknął na Louvaina, jakby wiedział, o czym mężczyzna myślał, a zaraz potem na Atreusa. Przyjaźnili się od wielu lat, zdawał sobie jednak sprawę, że drugi z jego przyjaciół wcale nie chciał być po stronie, którą wybrali lub też wybrano pozostałej dwójce Czy mógłby ich za to znienawidzić? Pewnie tak. Anthony był jednak przekonany, że on nie byłby w stanie działać na szkodę Bulstrode, nawet jeśli ten był aurorem i polował na popleczników. Lestrange zabłysnął, Tosiek parsknął śmiechem i popił nieco koniaku z kryształowej szklanki, wpatrując się w karty. Tkwili w kasynie, bogaci, rozbawieni i nieprzyzwoicie przystojni, zostawiając cały ten pierdolnik za drzwiami. W miejscach takich jak to nie było okien i to również ułatwiało cieszenie się hazardem, kolegami, ładnymi hostessami i przegrywaniem pieniędzy. Galeony miały tu najmniejsze znaczenie.
- Oj nie bądź zazdrosny Louvain, zostań bohaterem to i naszą gwiazdę wyprzedzisz. - rzucił rozbawiony, zadziornie, rzucając na stół kartę. Były sportowiec zawsze był nieco egocentryczny, uwielbiał skupiać na sobie uwagę. Tosiek uważał, że było to trochę winą Loretty, ale jednocześnie, zupełnie by przyjaciela nie zmieniał z całym jego zapleczem drwin i czasem dziecięcego obrażania się. Sam nie był lepszy. - On chyba zawsze był popularny, co? Już w szkole. Ten Erik. - ściągnął brwi, próbując Erika sobie przypomnieć. On jednak nigdy nie wzbudzał zainteresowania Borgina w przeciwieństwie do Brenny. Odłożył na chwilę karty tak, aby nie było ich widać i wyjął z kieszeni marynarki papierosy, wsuwając jednego do ust. Poczęstował także swoich przyjaciół, a gdy kraniec używki pokrył żar, zaciągnął się głęboko, czując przyjemne mrowienie w płucach. Hostessa przyniosła popielniczkę. Była ładna, miała rude włosy, które kołysały się leniwie przy wyeksponowanym dekolcie. Nie była szczupła, przyjemnie krągła, a czarny stroj podkreślał wszystko to, co powinien. Anthony bezkarnie zlustrował ją wzrokiem, kiwnął głową w podziękowaniu i dał jej kilka monet z kieszeni, a potem złapał za karty, strzepując z fajki popiół. Nie miał nastroju na figlarność, był zbyt trzeźwy i zbyt rozkojarzony problemami całymi świata, żeby pocieszył go ładny biust. - Dlaczego właściwie go tak nie lubisz, skoro obydwoje profesjonalnie graliście? Wiem, że coś tam świrował do Lori. - zapytał całkiem poważnie, nie znając całej tej historii. Nott był nieziemsko irytujący, szukał sławy bardziej, niż Stanley po kieszeniach, gdy widział Brenne lub odczytywał te swoje tajemne liściki od kochanic. Anthony nie wiedział nawet, kim był mężczyzna z pierwszego miejsca, jakiś zupełnie przypadkowy człowiek. Może błąd druku i głupio było potem wycofać nakład? Wsunął papierosa w usta, opierając się wygodnie na krześle, rozpiął górny guzik od koszuli. Było tu strasznie duszno, ale koniak też mocno rozgrzewał. Ignorował fascynację Louvaina "Czarownicą".
- Jak tak bardzo chcesz mieć wyższe miejsce Lou, udziel jakiegoś wywiadu czy prześpij się z jakąś reporterką, co to dla Ciebie? A nasz wojowniczy Atruś na pewno dostanie order, prędzej czy później. - rzucił pogodnie, posyłając przyjacielowi słodki uśmiech, zanim się roześmiał. Krupier też wyglądał na rozbawionego, udając, że ich zupełnie nie słuchał. Spojrzał na stojącą nieopodal butelkę paskudnie drogiego alkoholu, wiedząc, że ta jedna nie będzie wystarczająca. - Pewnie dostanie, zwiększyli budżet na ich biuro. Jak będą mi składać oświadczenia majątkowe i rozliczać podatki, to się dowiemy. Już mnie tak wkurwia ta stara prukwa z mojego departamentu.. Powinien iść na emeryturę, zupełnie sobie nie radzi. - westchnął nieco marudnie, bo przypomniało mu się pracy. To stanowisko obsadził jeszcze nieszczęsny Nobby, dinozaur jeszcze większy. Wiedział, że szef go lubił i to było wygodne, ale Tony był też ambitny, bardzo chciał zgarnąć jego gabinet dla siebie i zajmować się sprawami najważniejszymi, finansami całego magicznego świata Wielkiej Brytanii. Wypuścił dym, znów strzepując popiół z fajki. - Nie irytuje was już temat tego Beltane, Panowie? Ciągle tylko sabat, rytuał, kwiaty, miłość i jebane skowronki. I jeszcze ten artykuł w proroku.
Wywrócił oczami, rzucając następną kartę, bo nadeszła jego kolej. Zupełnie nie mógł się skupić na grze, chociaż w pokera był dobry — we wszystkie te karciane zresztą, bo umiał to policzyć.
- Oj nie bądź zazdrosny Louvain, zostań bohaterem to i naszą gwiazdę wyprzedzisz. - rzucił rozbawiony, zadziornie, rzucając na stół kartę. Były sportowiec zawsze był nieco egocentryczny, uwielbiał skupiać na sobie uwagę. Tosiek uważał, że było to trochę winą Loretty, ale jednocześnie, zupełnie by przyjaciela nie zmieniał z całym jego zapleczem drwin i czasem dziecięcego obrażania się. Sam nie był lepszy. - On chyba zawsze był popularny, co? Już w szkole. Ten Erik. - ściągnął brwi, próbując Erika sobie przypomnieć. On jednak nigdy nie wzbudzał zainteresowania Borgina w przeciwieństwie do Brenny. Odłożył na chwilę karty tak, aby nie było ich widać i wyjął z kieszeni marynarki papierosy, wsuwając jednego do ust. Poczęstował także swoich przyjaciół, a gdy kraniec używki pokrył żar, zaciągnął się głęboko, czując przyjemne mrowienie w płucach. Hostessa przyniosła popielniczkę. Była ładna, miała rude włosy, które kołysały się leniwie przy wyeksponowanym dekolcie. Nie była szczupła, przyjemnie krągła, a czarny stroj podkreślał wszystko to, co powinien. Anthony bezkarnie zlustrował ją wzrokiem, kiwnął głową w podziękowaniu i dał jej kilka monet z kieszeni, a potem złapał za karty, strzepując z fajki popiół. Nie miał nastroju na figlarność, był zbyt trzeźwy i zbyt rozkojarzony problemami całymi świata, żeby pocieszył go ładny biust. - Dlaczego właściwie go tak nie lubisz, skoro obydwoje profesjonalnie graliście? Wiem, że coś tam świrował do Lori. - zapytał całkiem poważnie, nie znając całej tej historii. Nott był nieziemsko irytujący, szukał sławy bardziej, niż Stanley po kieszeniach, gdy widział Brenne lub odczytywał te swoje tajemne liściki od kochanic. Anthony nie wiedział nawet, kim był mężczyzna z pierwszego miejsca, jakiś zupełnie przypadkowy człowiek. Może błąd druku i głupio było potem wycofać nakład? Wsunął papierosa w usta, opierając się wygodnie na krześle, rozpiął górny guzik od koszuli. Było tu strasznie duszno, ale koniak też mocno rozgrzewał. Ignorował fascynację Louvaina "Czarownicą".
- Jak tak bardzo chcesz mieć wyższe miejsce Lou, udziel jakiegoś wywiadu czy prześpij się z jakąś reporterką, co to dla Ciebie? A nasz wojowniczy Atruś na pewno dostanie order, prędzej czy później. - rzucił pogodnie, posyłając przyjacielowi słodki uśmiech, zanim się roześmiał. Krupier też wyglądał na rozbawionego, udając, że ich zupełnie nie słuchał. Spojrzał na stojącą nieopodal butelkę paskudnie drogiego alkoholu, wiedząc, że ta jedna nie będzie wystarczająca. - Pewnie dostanie, zwiększyli budżet na ich biuro. Jak będą mi składać oświadczenia majątkowe i rozliczać podatki, to się dowiemy. Już mnie tak wkurwia ta stara prukwa z mojego departamentu.. Powinien iść na emeryturę, zupełnie sobie nie radzi. - westchnął nieco marudnie, bo przypomniało mu się pracy. To stanowisko obsadził jeszcze nieszczęsny Nobby, dinozaur jeszcze większy. Wiedział, że szef go lubił i to było wygodne, ale Tony był też ambitny, bardzo chciał zgarnąć jego gabinet dla siebie i zajmować się sprawami najważniejszymi, finansami całego magicznego świata Wielkiej Brytanii. Wypuścił dym, znów strzepując popiół z fajki. - Nie irytuje was już temat tego Beltane, Panowie? Ciągle tylko sabat, rytuał, kwiaty, miłość i jebane skowronki. I jeszcze ten artykuł w proroku.
Wywrócił oczami, rzucając następną kartę, bo nadeszła jego kolej. Zupełnie nie mógł się skupić na grze, chociaż w pokera był dobry — we wszystkie te karciane zresztą, bo umiał to policzyć.