21.08.2023, 12:44 ✶
rzuty na (nie)obronę npctów
Próba rozproszenia więzów, które wyczarowała Brenna, nie powiodła się – i szczurowaty mężczyzna pozostał związany. Wpatrywał się w nie z wściekłością i mimo swojego statku, spróbował skierować różdżkę w Longbottom.
Drugi z mężczyzn był bez wątpienia silny. Ale był też wielki i powolny. Chociaż starał się wykonać unik przed łańcuchem, który znikąd stworzyła Wood, nie zdołał i ten oplótł jego wielkie cielsko. Szarpał się jednak: i był na tyle wielki, że istniała całkiem spora szansa, że gdy się uprze, to te więzy zdoła przerwać. Sprzedawca tymczasem na czworakach wypełzł zza lady, chcąc uciekać.
Brenna uniosła różdżkę, już – już gotowa obezwładnić swojego przeciwnika, gdy…
…okazało się, że pudełko, które z takim zapamiętaniem oglądał sprzedawca, może i nie było czarnomagiczne, ale potencjalnie groźne: już owszem. Zapewne dlatego nie zwracał uwagi na klientów, nie chcąc popełnić jakieś błędu. A tym bez wątpienia było poderwanie się na widok wierzycieli (a może łobuzów, chcących wymusić haracz za „ochronę”?) i strącenie go na podłogę.
Nastąpił wybuch. Dość głośny, chociaż nie o wielkim zasięgu. Lada przyjęła na siebie większość jego impetu, rozpadając się na kawałki, regał za nią runął. Siła uderzenia odrzuciła zarówno sprzedawcę, jak i wielkoluda skrępowanego przez Heather: oby zasypały odłamki, a resztka lady stanęła w ogniu. Szczurek postanowił wykorzystać tę chwilę zamieszania i zamiast zaatakować, ruszył pędem do drzwi.
Gdyby Brenna miała większe skłonności do samo refleksji, może zaczęłaby się zastanawiać, czy to ona nie przynosi pecha wszystkim wkoło. A może tylko ktoś rzucił na nią zaklęcie, aby nieomylnie kierowała swoje kroki tam, gdzie ma dojść do zamieszania (albo da się wpaść do jakiegoś dołu w ziemi)?
Na szczęście, to była pora na działanie, nie przemyślenia.
- Gaś! – krzyknęła Brenna do Wood. Gdyby była sama, pozwoliłaby mężczyźnie uciec, bo ostatecznie nie pozwolenie, aby dwie osoby uległy poparzeniu, i zapobiegnięcie pożarowi było znacznie ważniejsze niż schwytanie jednego, drobnego przestępcy. Teraz jednak rzuciła się w jego kierunku i zderzyli się przy drzwiach. Detektyw miała proste dwie przewagi: po pierwsze, mężczyzna był niski, a ona wysoka, po drugie, wciąż jego ręce krępowały magiczne więzy. Oboje wpadli na ścianę tuż obok wejścia, z głośnym łoskotem. Różdżka szczurowatego potoczyła się po podłodze. Szarpnął się, a Brenna dała mu po prostu w nos, jako że rzucenie teraz zaklęcia byłoby raczej trudne.
Pożar nie był duży, ale mógł łatwo się rozprzestrzenić. Sprzedawca próbował się od niego odczołgać, szlochając głośno, a wielkolud odpychał się nogami, bo łańcuchy skutecznie utrudniały mu poruszanie się.
Próba rozproszenia więzów, które wyczarowała Brenna, nie powiodła się – i szczurowaty mężczyzna pozostał związany. Wpatrywał się w nie z wściekłością i mimo swojego statku, spróbował skierować różdżkę w Longbottom.
Drugi z mężczyzn był bez wątpienia silny. Ale był też wielki i powolny. Chociaż starał się wykonać unik przed łańcuchem, który znikąd stworzyła Wood, nie zdołał i ten oplótł jego wielkie cielsko. Szarpał się jednak: i był na tyle wielki, że istniała całkiem spora szansa, że gdy się uprze, to te więzy zdoła przerwać. Sprzedawca tymczasem na czworakach wypełzł zza lady, chcąc uciekać.
Brenna uniosła różdżkę, już – już gotowa obezwładnić swojego przeciwnika, gdy…
…okazało się, że pudełko, które z takim zapamiętaniem oglądał sprzedawca, może i nie było czarnomagiczne, ale potencjalnie groźne: już owszem. Zapewne dlatego nie zwracał uwagi na klientów, nie chcąc popełnić jakieś błędu. A tym bez wątpienia było poderwanie się na widok wierzycieli (a może łobuzów, chcących wymusić haracz za „ochronę”?) i strącenie go na podłogę.
Nastąpił wybuch. Dość głośny, chociaż nie o wielkim zasięgu. Lada przyjęła na siebie większość jego impetu, rozpadając się na kawałki, regał za nią runął. Siła uderzenia odrzuciła zarówno sprzedawcę, jak i wielkoluda skrępowanego przez Heather: oby zasypały odłamki, a resztka lady stanęła w ogniu. Szczurek postanowił wykorzystać tę chwilę zamieszania i zamiast zaatakować, ruszył pędem do drzwi.
Gdyby Brenna miała większe skłonności do samo refleksji, może zaczęłaby się zastanawiać, czy to ona nie przynosi pecha wszystkim wkoło. A może tylko ktoś rzucił na nią zaklęcie, aby nieomylnie kierowała swoje kroki tam, gdzie ma dojść do zamieszania (albo da się wpaść do jakiegoś dołu w ziemi)?
Na szczęście, to była pora na działanie, nie przemyślenia.
- Gaś! – krzyknęła Brenna do Wood. Gdyby była sama, pozwoliłaby mężczyźnie uciec, bo ostatecznie nie pozwolenie, aby dwie osoby uległy poparzeniu, i zapobiegnięcie pożarowi było znacznie ważniejsze niż schwytanie jednego, drobnego przestępcy. Teraz jednak rzuciła się w jego kierunku i zderzyli się przy drzwiach. Detektyw miała proste dwie przewagi: po pierwsze, mężczyzna był niski, a ona wysoka, po drugie, wciąż jego ręce krępowały magiczne więzy. Oboje wpadli na ścianę tuż obok wejścia, z głośnym łoskotem. Różdżka szczurowatego potoczyła się po podłodze. Szarpnął się, a Brenna dała mu po prostu w nos, jako że rzucenie teraz zaklęcia byłoby raczej trudne.
Pożar nie był duży, ale mógł łatwo się rozprzestrzenić. Sprzedawca próbował się od niego odczołgać, szlochając głośno, a wielkolud odpychał się nogami, bo łańcuchy skutecznie utrudniały mu poruszanie się.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.