21.08.2023, 16:11 ✶
Trzeba przyznać, że Pandora nie spodziewała się tak dużych atrakcji już na samym początku wykopalisk i prac archeologicznych. Ludzie zwykle nazywali to nudną i mozolną pracą, a ich wessała klapa w podłodze, a do tego napadły magiczne posągi. Potrzeba było znacznie więcej, aby brunetkę zniechęcić lub wystraszyć, więc uśmiech wciąż nie schodził jej z twarzy. Dziewczyna posłała Letcie jeszcze jeden uśmiech, tym razem pełen entuzjazmu na jej wspomnienie o wilku, którym był Cathal. Pomimo pesymizmu, miał doskonałe wyczucie czasu. Odetchnęła nieco, lustrując wzrokiem twarz mężczyzny, a następnie Sebastiana oraz Ulyssesa, którzy być może poza bladością — jednak to mógł być efekt siedzenia w podziemiach — wyglądali również na całych i zdrowych. Poprawiła torbę na ramieniu, a świetlik zerwał się z jej głowy i zatoczył w powietrzu koło. Mechaniczny koliber wielkości kota przysiadł na Cathalowym ramieniu, zainteresowany i gotowy do pracy.
- Skorpiony wydają mi się jednak większym zagrożeniem, niż całkiem spore posągi, zwłaszcza że tak sobie z nimi poradziłaś. - zauważyła z delikatnym wzruszeniem ramion, przystając obok szefa. - Jeszcze więcej niespodzianek, co? - dodała pod nosem na wieść, że teleportacja tutaj nie działała. Musiało być to efektem nałożonych na katakumby zaklęć, bo nie chciało się jej wierzyć, że magia z sabatu dotarła aż tutaj. - Nie ma sprawy.
Było jej to na rękę. Wykonanie polecenia nie było żadnym problemem. Jeden świetlik zostawił niechętnie Lete, bo chyba się przyzwyczaił i poleciał do Ulyssesa oraz Sebastiana, służąc im za źródło światła. Drugi, krążący nad głową Pandory, usiadł na czubku włosów Cathala, bo ten był wyższy i światło inaczej padało.
- Jeśli potrzebujesz więcej światła, wystarczy je powiększyć. - wyjaśniła mu jeszcze, podczas gdy koliberek ułożył się na jej torbie, bo widocznie Pandora uznała, że jej mechaniczne zwierzaki nie powinny Shafiqa tak oblegać.
Zejście w dół nie było pocieszające, sugerowało oddalanie się od wyjścia, którego na dobrą sprawę i tak nie mieli, ale głowa jej podpowiadała w ten sposób. Rozglądała się uważnie, przypatrując ścianom, podłodze oraz sufitowi, chcąc znaleźć pułapki, zanim któreś z nich je uruchomi i wydarzy się następne nieszczęście. Na przykład zasypałoby ich tak, jak mijany korytarz, chociaż to i tak było lepsze, niż zalanie. Kichanie Lety nieco wybiło ją z zamyślenia, zwłaszcza gdy echem roznosiło się po korytarzu. Prewettówna przesunęła dłonią po szyi, drapiąc się nieco i omiotła salę, w której się znaleźli, skupiając spojrzenie na rysach twarzy widniejących na malunku. Świetlik podleciał, a ona przekręciła głowę. - Podobny do tych z kamienia. Mieli bardzo dużą rodzinę o charakterystycznych rysach twarzy i jednakowej aparycji albo osoba, która to zbudowała, była bardzo zapatrzona w siebie.
Skrzyżowała ręce pod biustem. Milczała chwilę, a potem zabrała się do obejścia salki w celu zbadania, czy nie było tutaj mechanizmów do rozbrojenia — zrobiła to bardzo ostrożnie.
Rzucam, gdyby Cathal życzył sobie więcej światła, jak nie - rolle można zignorować.
- Skorpiony wydają mi się jednak większym zagrożeniem, niż całkiem spore posągi, zwłaszcza że tak sobie z nimi poradziłaś. - zauważyła z delikatnym wzruszeniem ramion, przystając obok szefa. - Jeszcze więcej niespodzianek, co? - dodała pod nosem na wieść, że teleportacja tutaj nie działała. Musiało być to efektem nałożonych na katakumby zaklęć, bo nie chciało się jej wierzyć, że magia z sabatu dotarła aż tutaj. - Nie ma sprawy.
Było jej to na rękę. Wykonanie polecenia nie było żadnym problemem. Jeden świetlik zostawił niechętnie Lete, bo chyba się przyzwyczaił i poleciał do Ulyssesa oraz Sebastiana, służąc im za źródło światła. Drugi, krążący nad głową Pandory, usiadł na czubku włosów Cathala, bo ten był wyższy i światło inaczej padało.
- Jeśli potrzebujesz więcej światła, wystarczy je powiększyć. - wyjaśniła mu jeszcze, podczas gdy koliberek ułożył się na jej torbie, bo widocznie Pandora uznała, że jej mechaniczne zwierzaki nie powinny Shafiqa tak oblegać.
Zejście w dół nie było pocieszające, sugerowało oddalanie się od wyjścia, którego na dobrą sprawę i tak nie mieli, ale głowa jej podpowiadała w ten sposób. Rozglądała się uważnie, przypatrując ścianom, podłodze oraz sufitowi, chcąc znaleźć pułapki, zanim któreś z nich je uruchomi i wydarzy się następne nieszczęście. Na przykład zasypałoby ich tak, jak mijany korytarz, chociaż to i tak było lepsze, niż zalanie. Kichanie Lety nieco wybiło ją z zamyślenia, zwłaszcza gdy echem roznosiło się po korytarzu. Prewettówna przesunęła dłonią po szyi, drapiąc się nieco i omiotła salę, w której się znaleźli, skupiając spojrzenie na rysach twarzy widniejących na malunku. Świetlik podleciał, a ona przekręciła głowę. - Podobny do tych z kamienia. Mieli bardzo dużą rodzinę o charakterystycznych rysach twarzy i jednakowej aparycji albo osoba, która to zbudowała, była bardzo zapatrzona w siebie.
Skrzyżowała ręce pod biustem. Milczała chwilę, a potem zabrała się do obejścia salki w celu zbadania, czy nie było tutaj mechanizmów do rozbrojenia — zrobiła to bardzo ostrożnie.
Rzucam, gdyby Cathal życzył sobie więcej światła, jak nie - rolle można zignorować.
Rzut N 1d100 - 65
Sukces!
Sukces!
Rzut N 1d100 - 44
Slaby sukces...
Slaby sukces...