21.08.2023, 18:50 ✶
Życie i śmierć... Kiedyś rzuciłbym naiwnie, że kręciły mnie te tematy, a teraz? Chyba zdejmowały mi sen z powiek. Wciąż się interesowałem śmiercią, jej badaniem, pragnąłem się rozwijać jako antropolog i kontynuować swoją pracę, aczkolwiek w związku z Voldemortem i jego działaniami, obawiałem się o życie swojej rodziny, o własną karierę i, cóż, rychłej śmierci. Życie, które starałem się budować na stabilne i przemyślane, nagle przestawało takim być, ale myślę tak sobie, że to były tylko rozterki młodego, przemęczonego człowieka. Nie byłem pierwszym lepszym czarodziejem i zamierzałem walczyć, niezależnie od tego, kto stanie się moim wrogiem. Nie powinienem tak źle się oceniać czy traktować.
Złapałem za herbatę. Nie napiłem się jej, zawieszając myśli gdzieś w powietrzu, póki Cynthia ponownie się nie odezwała.
- Ładnie powiedziane - odparłem na jej słowa odnośnie urody zwłok, a resztę jej wypowiedzi przyjąłem ze skinieniami głowy. Tak przewidywałem, że na lepsze, ciekawsze sprawy przyjdzie mi poczekać, więc pozostawało mi na razie pracować, pracować i pracować, i szukać wyjątków. Kto wie? Może któregoś dnia odkryję coś, co pozwoli mi awansować szybciej niż mógłbym się spodziewać?
- Odkąd pamiętam, preferowałem czytanie książek oraz zacisze domu, więc stwierdziłem, że nie dla mnie ganianie za łotrami - zaśmiałem się, tym razem nieco pomijając w swojej historii, ale przecież Cynthia nie musiała wiedzieć o mnie wszystkiego. - Naturalnym było, że lepszym rozwiązaniem będzie dla mnie kariera biurowa i oto jestem - zauważyłem, zerkając w kierunku kostnicy. Cóż, to nie do końca taka praca biurowa.
- Poza tym, nie ukrywajmy, mamy bzika na punkcie śmierci! - zauważyłem rozbawiony, jakby tu było faktycznie coś śmiesznego, coś radosnego może? Jeszcze raz obdarzyłem spojrzeniem kostnicę. - A każda sekcja jest niczym małe śledztwo, poznanie nowej historii... To trochę jak czytanie kryminału, ale od strony zwłok - uzupełniłem swą myśl, w końcu popijając herbatę trzymaną w rękach. Musiałem w tej chwili brzmieć na psychopatę, ale każdy z nas był tu takim fanatykiem, dowcipnisiem czy pracoholikiem. Nieistotne. Łączyły na zwłoki.
A kto wie? Może kiedyś zacznę je wskrzeszać, kiedy już odpowiednio uzupełnię swoją wiedzę i praktykę.
- Rozważam pozostanie w godzinach nadliczbowych... Ale jest dosyć późno - zauważyłem, patrząc na zegar wiszący na ścianie. - Zbierasz się niebawem czy zamierzasz jeszcze pozostać w pracy? - zapytałem o jej najbliższe plany. Z jednej strony kusiło obejrzeć zwłoki, a z drugiej byłem pewien, że przywitają mnie oczy pełne reprymendy. Ojciec preferował, byśmy razem wszyscy w domu spożywali obiad.
Złapałem za herbatę. Nie napiłem się jej, zawieszając myśli gdzieś w powietrzu, póki Cynthia ponownie się nie odezwała.
- Ładnie powiedziane - odparłem na jej słowa odnośnie urody zwłok, a resztę jej wypowiedzi przyjąłem ze skinieniami głowy. Tak przewidywałem, że na lepsze, ciekawsze sprawy przyjdzie mi poczekać, więc pozostawało mi na razie pracować, pracować i pracować, i szukać wyjątków. Kto wie? Może któregoś dnia odkryję coś, co pozwoli mi awansować szybciej niż mógłbym się spodziewać?
- Odkąd pamiętam, preferowałem czytanie książek oraz zacisze domu, więc stwierdziłem, że nie dla mnie ganianie za łotrami - zaśmiałem się, tym razem nieco pomijając w swojej historii, ale przecież Cynthia nie musiała wiedzieć o mnie wszystkiego. - Naturalnym było, że lepszym rozwiązaniem będzie dla mnie kariera biurowa i oto jestem - zauważyłem, zerkając w kierunku kostnicy. Cóż, to nie do końca taka praca biurowa.
- Poza tym, nie ukrywajmy, mamy bzika na punkcie śmierci! - zauważyłem rozbawiony, jakby tu było faktycznie coś śmiesznego, coś radosnego może? Jeszcze raz obdarzyłem spojrzeniem kostnicę. - A każda sekcja jest niczym małe śledztwo, poznanie nowej historii... To trochę jak czytanie kryminału, ale od strony zwłok - uzupełniłem swą myśl, w końcu popijając herbatę trzymaną w rękach. Musiałem w tej chwili brzmieć na psychopatę, ale każdy z nas był tu takim fanatykiem, dowcipnisiem czy pracoholikiem. Nieistotne. Łączyły na zwłoki.
A kto wie? Może kiedyś zacznę je wskrzeszać, kiedy już odpowiednio uzupełnię swoją wiedzę i praktykę.
- Rozważam pozostanie w godzinach nadliczbowych... Ale jest dosyć późno - zauważyłem, patrząc na zegar wiszący na ścianie. - Zbierasz się niebawem czy zamierzasz jeszcze pozostać w pracy? - zapytałem o jej najbliższe plany. Z jednej strony kusiło obejrzeć zwłoki, a z drugiej byłem pewien, że przywitają mnie oczy pełne reprymendy. Ojciec preferował, byśmy razem wszyscy w domu spożywali obiad.