21.08.2023, 19:23 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.08.2023, 19:25 przez Augustus Rookwood.)
- Dziękuję, że łaskawie szanujesz mój czas - odparłem do Sauriela, nie wiem, czy bardziej z wdzięcznością, czy z ironią w głosie. Cóż, ostatecznie bardziej z uznaniem, bo nie spodziewałbym się po nim podobnej skromności, patrząc na to jak tu wszedł w tej lśniącej kurtce, z włosem rozwianym na wariata i te buty... Chodząca gwiazda indywidualizmu. Miło, że w tym jego wielkim świecie było jeszcze miejsce na docenienie nudnego kuzyna.
- Nie zajmie to dużo czasu. Po prostu trzeba wszystko roztopić, wymieszać, rzucić drobne zaklęcie i... I na koniec musi zastygnąć - przyznałem, odwracając się ponownie od Sauriela by sięgnąć jeszcze po zasuszone zioła, naturalne barwniki i knoty. Zerknąłem na karteczkę z notatkami i w sumie zdecydowałem, że nie będę przesadzał z ilością ani tym bardziej różnorodnością dodatków. Jak również miało to miejsce u Aveliny, ale u niej z kolei nie miałem całego swojego asortymentu.
- U mnie nic ciekawego - przyznałem, wsypując kawałki parafiny do kociołka. - Mam wrażenie, że w pracy stanąłem w miejscu. Ciągle te same przyczyny zgonów. Nic nadzwyczajnego, a możliwości awansu brak. Mógłby ktoś kopnąć w kalendarz albo iść na dłuższy urlop, albo emeryturę - kontynuowałem zawiedziony, pozwalając sobie na delikatne ponarzekanie. A co! Pewnie to wina alkoholu, który za chwilę, za jedną szklankę czy dwie zacznie uderzać mi do głowy, ale już widać było jego działanie w postaci rozwiązującego się języka.
Rozpaliłem płomyk pod kociołkiem by powoli się roztapiało, a sam wróciłem do biurka. Nie robiłem żadnych świec od pobytu w mieszkaniu panny Paxton, więc musiałem przyznać, że jakoś szczególnie lekkie doświadczenie to dla mnie nie było. Nawiedzały mnie wspomnienia z naszych ostatnich spotkań, więc postanowiłem przerwać te prezentacje, wychylając do końca drugą szklankę whisky. Lekko się skrzywiłem. Paskudne, ale dobre.
- Pozwoliłbym ci wybrać kolor świecy, ale niestety potrzebujesz czarnych - zauważyłem, biorąc poprawkę na to, że będzie ściągał klątwę. To chyba najczęściej stosowany przeze mnie barwnik, więc miał szczęście, że jeszcze co nieco pozostało. Musiałem dokupić, gdyż nie chciałem go pozyskiwać własnoręcznie. - Musimy chwilę poczekać - przyznałem, zastanawiając się, czy może nie powinienem był obrać drogi życia takiego Sauriela? Buntownika... Jakoś nie byłem w stanie sobie tego wyobrazić. Najwyraźniej byłem niedostatecznie asertywny, szczególnie jeśli chodziło o rodzinę.
- A u ciebie jak tam? Czym się aktualnie zajmujesz? - dopytałem, bo właściwie czasami widywałem go w Ministerstwie Magii, ale bardzo rzadko. Prawie wcale.
- Nie zajmie to dużo czasu. Po prostu trzeba wszystko roztopić, wymieszać, rzucić drobne zaklęcie i... I na koniec musi zastygnąć - przyznałem, odwracając się ponownie od Sauriela by sięgnąć jeszcze po zasuszone zioła, naturalne barwniki i knoty. Zerknąłem na karteczkę z notatkami i w sumie zdecydowałem, że nie będę przesadzał z ilością ani tym bardziej różnorodnością dodatków. Jak również miało to miejsce u Aveliny, ale u niej z kolei nie miałem całego swojego asortymentu.
- U mnie nic ciekawego - przyznałem, wsypując kawałki parafiny do kociołka. - Mam wrażenie, że w pracy stanąłem w miejscu. Ciągle te same przyczyny zgonów. Nic nadzwyczajnego, a możliwości awansu brak. Mógłby ktoś kopnąć w kalendarz albo iść na dłuższy urlop, albo emeryturę - kontynuowałem zawiedziony, pozwalając sobie na delikatne ponarzekanie. A co! Pewnie to wina alkoholu, który za chwilę, za jedną szklankę czy dwie zacznie uderzać mi do głowy, ale już widać było jego działanie w postaci rozwiązującego się języka.
Rozpaliłem płomyk pod kociołkiem by powoli się roztapiało, a sam wróciłem do biurka. Nie robiłem żadnych świec od pobytu w mieszkaniu panny Paxton, więc musiałem przyznać, że jakoś szczególnie lekkie doświadczenie to dla mnie nie było. Nawiedzały mnie wspomnienia z naszych ostatnich spotkań, więc postanowiłem przerwać te prezentacje, wychylając do końca drugą szklankę whisky. Lekko się skrzywiłem. Paskudne, ale dobre.
- Pozwoliłbym ci wybrać kolor świecy, ale niestety potrzebujesz czarnych - zauważyłem, biorąc poprawkę na to, że będzie ściągał klątwę. To chyba najczęściej stosowany przeze mnie barwnik, więc miał szczęście, że jeszcze co nieco pozostało. Musiałem dokupić, gdyż nie chciałem go pozyskiwać własnoręcznie. - Musimy chwilę poczekać - przyznałem, zastanawiając się, czy może nie powinienem był obrać drogi życia takiego Sauriela? Buntownika... Jakoś nie byłem w stanie sobie tego wyobrazić. Najwyraźniej byłem niedostatecznie asertywny, szczególnie jeśli chodziło o rodzinę.
- A u ciebie jak tam? Czym się aktualnie zajmujesz? - dopytałem, bo właściwie czasami widywałem go w Ministerstwie Magii, ale bardzo rzadko. Prawie wcale.