Bogin zdecydowanie nie miał zamiaru odejść, dopóki nie napędzi stracha absolutnie wszystkim, którzy wybrali się na tę małą wycieczkę. Najpierw on, potem Ulysses, aż w końcu przyszła kolej na Cathala. Na dźwięk wschodniego języka w ustach zjawy, zmarszczył lekko czoło, jednak po prawdzie i tak nic nie zrozumiał. Duch mógłby równie dobrze ostrzegać przed czymś dowódcę ich wyprawy, jak i gawędzić z nim w wyjątkowo... złowrogim tonie. No co? Na to też była spora szansa! Wbrew pozorom.
— Nie powinniśmy zwlekać — wykrztyusił w końcu z siebie, gdy droga stanęła w końcu przed nimi otworem. Wciągnął głośno powietrze do płuc, obserwując z uwagą twarze swych towarzyszy. — Myślicie, że ciężko nam będzie...
Odetchnął z ulgą, gdy z ciemności wyłoniły się twarze Pandory i Lety. A więc jednak nie było tak źle. Najważniejsze, że znowu byli w jednej grupie. Zdecydowanie wolał mieć wszystykich na podorędziu, niż zgubić się w tym na wpół zniszczonym labiryncie.
— Chodź, będę szedł jako ostatni — odezwał się do Ulyssesa, gdyż ten wyglądał na niemrawego. Czyżby ten facet, który mu się ziścił, tak na niego wpłynął? A może martwił się, co może ich spotkać w głębi ruin, skoro już na początku trafili na bogina?
Kiedy przeszli do okrągłej sali, Sebastian od razu poczuł dreszcz na plecach. Rozejrzał się czujnie na boki, z niejakim niepokojem spoglądając za siebie, jednak z początku nie skomentował tego dziwnego uczucia. To nie byłby w końcu pierwszy raz. Może i towarzyszył Shafiqowi w jego wyprawach, jednak nie nazwałby się jakimś wielkim poszukiwaczem przygód. A każdy się trochę bał nieznanego, czyż nie? Nawet egzorcysta i historyk.
— Może to jakiś punkt główny tych ruin, które pochłonęła ziemia? — rzucił w przestrzeń, licząc, że ktoś chwyci się tej myśli i być może doda coś od siebie.
Macmillan zaczął krążyć wzdłuż ściany komnaty, starając się wychwycić, co też podświadomie zwróciło jego uwagę, gdy tylko wszedł do środka. Może kryło się za tym coś więcej niż tylko zwykły niepokój?
Sukces!
Akcja nieudana