• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 9 10 11 12 13 … 16 Dalej »
[zima 1967] You're only as young as you choose to be

[zima 1967] You're only as young as you choose to be
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#5
21.08.2023, 23:33  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.08.2023, 13:48 przez Laurent Prewett.)  

Upiorność drzemała w tym, że Philip gotów był grzebać to, co przecież powinno być w życiu najpiękniejsze. Laurent zaś mógłby wznosić tego Grala w górę, a malarze mogliby mu domalować skrzydła i białe szarfy wokół, przeciągnęliby jeszcze raz odrobiną złota i świetlistymi promieniami z ciemnych chmur, jakby sama Gloria objawiała zwycięstwo. Ale to byłby tylko obraz. Ponieważ są tacy ludzie, którzy po prostu kochają miłość. Którzy gotowi są robić bardzo wiele dla samej idei miłość, chcieli ją chołubić i podziwiać. I chcieli jej doświadczać tak zachłannie, że ograniczanie się do jednej osoby przecież było jak ścięcie tych skrzydeł. Przymrużenie oczu, zabranie światłości. Nie możesz przecież doprowadzać czegoś pięknego do upadku. Nie możesz wtrącić kanarka do klatki. A może..? Ludzie robili różne ohydne rzeczy. Ale Laurent przynosił tego Grala ze sobą każdej nocy do Philipa. Po prostu nie nazywał go prawdziwym. Był lśniący, piękny i pieścił zmysły, a tego obaj chcieli. Nie pejzaży artystów, nie muzyki świętej, wygrywanej na organach kościelnych. Chcieli tylko siebie. Niczego więcej, niczego mniej. Przynosił go więc w dłoniach, składach w podarunku i potem odkładał na szafkę nocną. Wtedy grzebali go obaj. Nie pod ziemią, a pod aksamitną pościelą, materacem, drewnem łóżka i w końcu... może jednak do ziemi docierał. Prosto przez drewniane panele. Co było najbardziej upiorne to to, że nikt za nim nie płakał. Przynosiło się kolejnego udowadniając, że w miłości nie było prawdy. Były tylko te piękna, który jeden człowiek zaoferował drugiemu - i oczekiwał
w zamian dokładnie tego samego.

Człowiek był jednak istotą naiwną i niektórzy w naiwności wierzyli, że miłość może być bezinteresowna. Nie była. Nawet dziecko nie kochało bezinteresownie, bo przecież musiałeś się nim zajmować, przecież ciągle czegoś chciał. Zabawy, jedzenia, picia, potrzymaj, pokołysz. Nic nie zapowiadało tego, żeby ich dwójka miała chcieć od siebie więcej. Coś ponad akt, jaki tworzyli związani własnymi ciałami. Tak było dobrze - im obu. Philip nie chciał wierzyć w to, że Laurent mógłby zniszczyć jego reputację, a Laurent nawet nie pomyślał, że miałby to robić. Nie dlatego, że był takim wspaniałym człowiekiem, tylko dlatego, że Philip był dla niego dobry. Niektórzy dobrze wiedzieli, że anielska twarz Laurenta skrywa pod sobą węża o tęczowych łuskach. Dopasowującego się, mieniącego, wpasowującego w otoczenie. I jak każdy wąż - miał swój jad i potrafił kąsać. Tylko czemu miałby w ogóle o tym myśleć tutaj, przy Philipie? Nie, nie miał do tego głowy! Nie miał na to czasu! Chciał chłonąć piękną twarz, którą uwielbiał w każdym wydaniu. Zarówno, kiedy się złościł (tylko nie na niego), kiedy unosił wysoko głowę w swojej arogancji, kiedy był taki bezbronny w chwili uniesień i kiedy uśmiechał się do niego jak Eros z tymi złotymi lokami. Ta historia była z nim bezpieczna. I choć upadek Philipa reputacji chodził mu po głowie to w zupełnie innym wydaniu - kiedy z troską patrzył na godzinę i zapewniał, że będzie uciekał, żeby nikt nie zauważył. I nigdy nie poskarżył się na to nawet słowem. Bo czemu miałby? Nie było na co. Chciał dla tego człowieka dobrze. Chciał jak najlepiej. Nie potrzebował do tego żadnej prawdziwej miłości. Nie miało się to zmienić przez najbliższe lata.

Zaśmiał się perliście na jego słowa o tych wszystkich ludziach, którzy chcieliby popatrzeć. Umysł Laurenta był całkiem zwichrowany i potrafił mieć całkiem szalone pomysły, więc zamiast zawstydzenia pojawiła się w jego oczach ciekawość, jakby właśnie rozważał taki scenariusz. Bo rozważał. W czystej teorii własnej wyobraźni, ale mógłby się prężyć i wyginać, i wtulać w Philipa, żeby inni zazdrościli. Jemu, rzecz jasna. Jemu, że może leżeć tak blisko niego. Z przyjemnością przyległ do ciała mężczyzny, kiedy ten go objął i położył głowę na jego klatce piersiowej, żeby wsłuchać się w głos serca, obejmując go samemu. Teraz biło tak przyjemnie spokojnie... Silne, spokojne serce. Wspaniałe. Miał nadzieję, że pozostanie takie silne na zawsze.

- Naprawdę? - Poderwał się do góry, kompletnie zaskoczony słowami Philipa. I ucieszony. Choć to ucieszenie zaraz przeszło w odrobinę niepokoju. Albo raczej - zmartwienia? Widać było, że Laurent bardzo szybko coś kalkulował w swojej głowie. - Jesteś pewien? Zniknąć na kilka dni? - W końcu... nie uważał, żeby to był dobry pomysł, żeby przy ich schadzkach jakoś bardziej się obnosili ze znajomością przed ludźmi. Tym bardziej że nagle wybrali się we dwójkę na przejażdżkę, a przecież Philip był osobą medialną. Nie to, że chciał zabijać nastrój i w ogóle... ale tutaj akurat wkraczało to, że owszem, Laurent był romantykiem i marzycielem, ale nie pozwalał na to, żeby to przysłoniło rzeczywistość. I to była jedna z jego największych tragedii. Romantyk w ciele człowieka kierującym się logiką. Mimo to zaraz się uśmiechnął na powrót, spoglądając trochę psotliwie na Philipa. - Wszystkie kobiety by mi zazdrościły, ich łzami zaparzyłbym sobie poranną herbatę. - Zażartował. - Jeśli masz ochotę to bardzo chętnie. Ale zastanów się nad tym. Moja romantyczna wizja może poczekać. A kiedy już otworzę własny rezerwat i podkradnę rodzinie kilka koni to będzie na pewno łatwiejsza do realizacji. - Znowu zamachał nogami z zadowoleniem. Tak, to nie tylko marzenie. To plan.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (4425), Philip Nott (2527)




Wiadomości w tym wątku
[zima 1967] You're only as young as you choose to be - przez Laurent Prewett - 20.08.2023, 15:26
RE: [zima 1967] You're only as young as you choose to be - przez Philip Nott - 21.08.2023, 12:21
RE: [zima 1967] You're only as young as you choose to be - przez Laurent Prewett - 21.08.2023, 13:26
RE: [zima 1967] You're only as young as you choose to be - przez Philip Nott - 21.08.2023, 20:20
RE: [zima 1967] You're only as young as you choose to be - przez Laurent Prewett - 21.08.2023, 23:33
RE: [zima 1967] You're only as young as you choose to be - przez Philip Nott - 22.08.2023, 12:34
RE: [zima 1967] You're only as young as you choose to be - przez Laurent Prewett - 22.08.2023, 13:47
RE: [zima 1967] You're only as young as you choose to be - przez Philip Nott - 22.08.2023, 23:05
RE: [zima 1967] You're only as young as you choose to be - przez Laurent Prewett - 23.08.2023, 10:42

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa