Podejmował starania o to, aby żyć po swojemu zamiast dać się w pełni zamknąć w sztywne ramy konwenansów. Nie istniała jedna słuszna droga dla każdego, niezawodny przepis na życie. Nie było miejsca na wszystkie powinności, postrzegane jako naturalny etap w życiu każdego człowieka - założenie rodziny, spłodzenie dzieci i przetrwania reszty życia z jedną kobietą przy boku. Wypełnienie takiej powinności uradowałoby jego rodziców, uciszyło starszego brata i byłoby dobre wizerunkowo, gdyby istniała jakaś pani Nott. Przy jego rozwiązłości przynajmniej raz został ojcem poczętego podczas uniesienia dziecka.
Jeśli zajdzie taka zmiana w nim samym na tym polu to świat o tym się dowie na łamach kolejnego numeru Czarownicy, opatrzonego jego nienagannym wizerunkiem. Za wyjątkiem wąskiego grona wyjątkowych osób, które powinny dowiedzieć się o tym od niego zamiast ze stron plotkarskiego czasopisma. Dlatego ten graal, to co rzekomo nadawało sens życiu i pozwalało zapełnić pustkę powinno pozostać tam, gdzie zostało ukryte przez niego. Przyjmował to z otwartymi dłońmi to, co zostawało mu ofiarowane i co zostawało z każdym kolejnym dniem zakopywane głębiej.
Pozostawał w przekonaniu, że wyzbył się własnej naiwności. Postrzeganie drugiego człowieka jest wyłącznie kwestią perspektywy. Nie chciał znaleźć się w sytuacji, w której gorzko pożałowałby obdarzenia Laurenta zaufaniem, którym nie szastał na lewo i prawo. Okazałby się wówczas głupcem, który postawił na szali samego siebie i przegrał w własnej grze przeciwko niegodziwemu światu. To zawsze pozostawało z tyłu głowy, gdy powracał do swojego życia. Nigdy teraz. Nie chodziło również tylko o niego. Wszystko to dotknęłoby również tego wspaniałego mężczyzny zamotanego w pościel przy jego boku. Byłoby to jak rykoszet potężnego zaklęcia. Chciał tego uniknąć dla ich dobra.
— Naprawdę — Odpowiedział pytaniem na pytanie, z subtelnym półuśmiechem na ustach. Zanim ten mężczyzna się poderwał do góry, leniwie dotykał jego skóry i włosów. W tym momencie czytał z niego niczym z otwartej książki. Nie było to trudne zadanie przy kimś, kto nie zamierzał ukrywać przed nim niczego. Zaskoczenie. Radość. Odrobina niepokoju. Zmartwienie. — Jestem. O tej porze roku również można zrobić sobie wakacje. W zeszłym roku byłem w Egipcie oraz i we Francji. — W chwili obecnej obstawał przy swoim, pozostając świadom, że przy wprowadzeniu tego planu w życie będą musieli dokładać wszelkich starań, aby uchodzić za przyjaciół. Jest osobą medialną, bogaczem i obraca się w gronie podobnych sobie ludzi. Jeśli będzie chciał się wybrać na kilkudniową przejażdżkę z przyjacielem to się wybierze. Żaden z nich nie miał wypisane na czole swoich preferencji.
— Piję średnio raz w tygodniu herbatę zaparzoną łzami mojego brata, to ocean goryczy w filiżance. Twoja mogłaby mieć słodszy smak. — Zażartował w podobnym tonie. Doprowadzał swojego brata do szewskiej pasji. Nieraz nawet z premedytacją.
— Mam, ale się zastanowię. Do wiosny z pewnością. Jak Ci idzie otwieranie tego rezerwatu? Z pewnością to cała masa biurokracji. — Przystał na tę sugestię z zastanowieniem się. Konno można było jeździć niezależnie od pory roku. Wiosna wydawała się lepszą porą na tego typu atrakcje. Zainteresował się planami swojego kochanka odnośnie otwarcia rezerwatu. Takie miejsca były potrzebne.