• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 9 10 11 12 13 … 16 Dalej »
[zima 1967] You're only as young as you choose to be

[zima 1967] You're only as young as you choose to be
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#7
22.08.2023, 13:47  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.08.2023, 13:48 przez Laurent Prewett.)  

Otwarta księga czasami była największą ułudą, jaką stworzył pisarz. Znajdujesz drogę palcem przez dywan liter, rozczytujesz się w nich, łączysz pojedyncze wątki w całą opowieść. Myślisz, że wiesz, że rozumiesz. Dopiero na ostatniej stronie, na którą nawet nie wpadło się, by zajrzeć, leżało zaś rozwiązanie całej tajemnicy. Prawda była jednak o wiele słodsza tej zimnej nocy. Masz rację, Słodki, noce takie jak te, ogarnięte władaniem Pani Mróz, były chyba najbardziej magiczne. Noc była o wiele dłuższa, chociaż doba wcale nie zmieniała swoich godzin, zegary się nie poszerzały. Była bardziej intymna, bo jakoś mniej ludzi było chętnych krzątać się po ulicach, kiedy palce i policzki kąsał mróz. Za oknem śnieg, wewnątrz ciepły ogień. Można było tonąć w pościeli i cieszyć się własnym ciepłem. I jak zostało powiedziane - mało było miejsca na kłamstwa, kiedy leżało się nagim przy drugim człowieku. Dokładnie tak, jakim Pan Bóg cię stworzył. Z każdą niedoskonałością i każdym najlepszym atutem, bo przecież ludzie doskonali nie istnieli. Laurent nie miał powodu, żeby nie dawać dostępu Philipowi do tego, co przeżywał i o czym myślał, kiedy teraz rozmawiali i leżeli. Gdy pojawił się temat, którego poruszać nie chciał, dawał o tym zwyczajnie znać. Nie spędzał z nim czasu po to, żeby zbierać gradowe chmury nad ich głowami. Był tu, żeby po fizycznej przyjemności mogli popijać jeszcze płynny lukier ze swoich ust. Jak to dobrze się składało, że Philip lubił smak Lukrecji. Dlatego mógł snuć malownicze wizje i swoim słowem malować całe obrazy przed błękitnymi oczami Notta. Miał to poczucie, że Nott je widział tak samo wyraźnie, jak on, choć może to było jedno z jego złudzeń. W końcu miał paskudne tendencje do tego, żeby niektórych ludzi wynosić o wiele wyżej, niż znajdowali się rzeczywiście. Tworzyć z nich bohaterów książek, które on ledwo muskał. I czuł się wdzięczny za każde muśnięcie, na jakie mu pozwalali. W końcu sam był tylko pobocznym wątkiem, któremu główny bohater mógł powiedzieć parę słów, zwierzyć się z problemów, albo o problemach zapomnieć przy momentach, gdy serce mocniej kołatało. Nie tylko on pozwalał, żeby stronice książki, które tego wieczoru miały różaną okładkę, dokładnie tak samo miękką jak płatki tych kwiatów, były bardziej czytelne i dostępne. Philip też zachowywał się inaczej w towarzystwie, te uśmiechy były tak różne od tych, które widział na przyjęciach. Odważyłby się wręcz powiedzieć, że uśmiech Philipa, jaki potrafił tutaj widzieć był rozmarzony.

Przewrażliwienie - to było słowo klucz, które mocno oplatało się wokół jego umysłu, kiedy myślał o zadawaniu się z osobami, z którymi połączyło go nieco więcej niż jedna wspólna noc. Kiedy naprawdę zależało mu na drugim człowieku, bo po prostu go lubił, cenił, szanował. Tak jak cenił Philipa, chociaż wiedział, że potrafił być nade aż grubiański i niektóre kobiety potrafiły go trzasnąć dłonią w policzek za jego bezpośredniość. Czasami wręcz myślał, że mógłby go nauczyć sztuki flirtu, bo Laurent, oh! Laurent z tego czynił prawdziwą sztukę. Ale to był jego talent - wchodzenie ludziom pod skórę, rozkładanie ich na części pierwsze, by zobaczyć, czego pragną, czego potrzebują i to im dać. W żadnym wypadku nie altruistycznie. Przewrażliwienie dotyczyło zaś tego, że rzeczywiście, żaden z nich nie miał wypisane na czole, że poza tym, że lubią ze sobą pogawędzić czasem na przyjęciach miewają schadzki od czasu do czasu na o wiele bardziej prywatnym podłożu. Zawsze pojawiał się głosik w jego głowie, że po prostu nie warto kusić losu. Szczególnie, że Laurent nie chciał od tego człowieka więcej, niż miał teraz. A jednak... słodka przejażdżka zimą brzmiała fantastycznie. Laurent lubił uciekać nie tylko w ramiona innych osób, żeby uciec przed rzeczywistością i samym sobą. Lubił uciekać też tam, gdzie nikt nie patrzył i gdzie czuł, że można być wolnym. Można być sobą. Rozważał. Leżał i rozważał słowa Philipa, rozważał to, czy warto i przede wszystkim to, czy silniejsza była chęć spełnienia fantazji czy może jego własna obawa. Nigdy nie był odważnym człowiekiem, choć starał się, by to nie wychodziło na wierzch.

- Zgoda. - Obwieścił w końcu, znowu z szerokim uśmiechem, kiedy wszystkie te kalkulacje zostały poukładane w jego głowie. Wyrwał się z tego zamyślenia. Tak, kiedy znało się Laurenta doskonale było po nim widać (o ile nie krył się za maskami), kiedy głęboko nad czymś myślał. Wyglądał wtedy, jakby tworzył całe matematyczne równania, czasem wręcz jakby jego oczy przesuwały się po tablicach, na których zapisywał szybko ułamki, mnożenia i delty. Teraz wcale nie było inaczej. - Na pewno nie znam nawet połowy takich pięknych miejsc, jak ty. Zaskocz mnie. - Zachęcił mężczyznę nie szczędząc mu kolejnego komplementu nawiązując do tego, że już teraz się pochwalił tym, gdzie on to nie był. Już był gotów podpytać go, co tam porabiał i co widział. Bo był ciekaw. I jednocześnie Laurent bardzo lubił oddawać wodze prowadzenia komuś innemu do prowadzenia. Przy Philipie to nie był żaden problem - tym bardziej, że bardzo lubił to, jak mężczyzna szanował przy tym jego granice. To chyba było jego największe zaskoczenie, kiedy trochę go poznał. Bo z pierwszego wrażenia miał wrażenie, że to ten typ mężczyzny, który bierze, co chce i nie do końca dba o potrzeby drugiej strony. Nawet kiedy wspólnym mianownikiem, jak zostało wspomniane, była przyjemność.

Prychnął śmiechem na te nowinki o herbacie z łez brata.

- Aaach, nie warto nawet wspominać... - Lekko poruszył dłonią, trochę zbywająco. - Chyba bym cię zanudził opisywaniem, jak trzeba chodzić z okienka do okienka, wypełnić formularz A38, potem przynieść dokument 202 i jeszcze powtórzyć proces, bo w zasadzie to trzeba było najpierw mieć dokument 202 a potem dopiero można pozyskać A38. - Wykrzywił wargi w rozbawionym uśmiechu, ujmując to oczywiście całkowicie prześmiewczo, ale fakt był taki, że psuło mu to sporo krwi. - Ale jeśli masz ochotę to mogę twój wspaniały umysł pozanudzać. - Mógł go też pozbawiać zupełnie innymi opowieściami. Sięgnął do twarzy Philipa, żeby przesunąć palcami po jego złocistych lokach.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (4425), Philip Nott (2527)




Wiadomości w tym wątku
[zima 1967] You're only as young as you choose to be - przez Laurent Prewett - 20.08.2023, 15:26
RE: [zima 1967] You're only as young as you choose to be - przez Philip Nott - 21.08.2023, 12:21
RE: [zima 1967] You're only as young as you choose to be - przez Laurent Prewett - 21.08.2023, 13:26
RE: [zima 1967] You're only as young as you choose to be - przez Philip Nott - 21.08.2023, 20:20
RE: [zima 1967] You're only as young as you choose to be - przez Laurent Prewett - 21.08.2023, 23:33
RE: [zima 1967] You're only as young as you choose to be - przez Philip Nott - 22.08.2023, 12:34
RE: [zima 1967] You're only as young as you choose to be - przez Laurent Prewett - 22.08.2023, 13:47
RE: [zima 1967] You're only as young as you choose to be - przez Philip Nott - 22.08.2023, 23:05
RE: [zima 1967] You're only as young as you choose to be - przez Laurent Prewett - 23.08.2023, 10:42

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa