22.08.2023, 14:11 ✶
Ręka szczurowatego została wykręcona, a Brenna – gdy kątem oka dostrzegła, że woda zalała ladę – wydobyła z kieszeni magiczne kajdanki. Sprzedawca płakał w kącie, a drugi ze zbirów próbował się z trudem podnieść. Pomieszczenie było wypełnione smrodem dymu oraz spalenizny.
- Heath, kajdanki – poprosiła Brenna, licząc, że jej partnerka skuje drugiego gościa, nim ten się uwolni. Był wprawdzie na pewno silny, znacznie większy od Heather, ale kajdanki pozostawały magiczne, a Wood była bardzo sprawna. Sprzedawca i jego ciemne interesy sprzedawcą i interesami, ale w tej chwili miały tu dwóch gości, którzy musieli zostać aresztowani i wiedziała już, że przyjdzie im prosić o pomoc patrol z Horyzontalnej. – Pańskie nazwisko?
– Pierdol się – syknął szczurowaty. Jeżeli liczył jednak, że zrobi to jakiekolwiek wrażenie na Longbottom, to się przeliczył. Zasadniczo do niedawna miała przecież głównie do czynienia z takimi jak on – ważniakami z Nokturna. Przed nastaniem Voldemorta raczej rzadko posyłano Brygadzistów do walk z czarnoksiężnikami…
Nie pierwszy raz słyszała takie odzywki.
– Panie Pierdol Się, jest pan aresztowany pod zarzutem próby rozboju, stawiania oporu podczas aresztowania, ataku na Brygadzistki na służbie oraz doprowadzenia do zniszczenia mienia – wyrecytowała, kiedy jego ręce zostały skute. Stuknęła różdżką w jego ramię, rzucając zaklęcie, które miało utrudnić mu nieco poruszanie się, gdyby chciał umknąć, a potem przywołała do siebie jego różdżkę. I znów się odezwała, recytując całą formułkę, na głos, dla nich obydwu, bez zająknięcia. Tak, aby nie było wątpliwości, i przypadkiem nie dano mu szansy na wymiganie się z tego wszystkiego.
– Ja… ja nie chcę składać zawiadomienia… – jęknął sprzedawca, wciąż ze swojego kąta.
– To ma pan pecha, ponieważ ja chcę, a rzucili się na nas – powiedziała Brenna, wciąż uprzejmie. – Jeżeli złoży pan zeznania, może popatrzymy nieco przychylniej na to, że najwyraźniej zajmował się pan groźnymi przedmiotami bez należytego zabezpieczenia…
– Nie rozumiecie! Wszystko zniszczycie!
Brenna tylko westchnęła.
Oscylowała na uboczu tego świata, ale chyba nigdy nie miała go w pełni zrozumieć. A jej siła przekonywania nie była na tyle duża, aby teraz mogła go skłonić do współpracy. Nic, wrócą tu później, jeszcze z kimś innym… i to „później”, nastąpi za moment, inaczej ten wszystko stąd ukryje…
– Heath, trzeba ich zabrać na Horyzontalną, możliwie szybko. Zanim zlecą się koledzy – rzuciła do Wood, zerkając przez ramię, jak radzi sobie z olbrzymem, który ewidentnie nie chciał dać się skuć. Musiały się spieszyć, jeżeli nie chciały mieć na głowie całej masy łobuzów z Nokturna.
- Heath, kajdanki – poprosiła Brenna, licząc, że jej partnerka skuje drugiego gościa, nim ten się uwolni. Był wprawdzie na pewno silny, znacznie większy od Heather, ale kajdanki pozostawały magiczne, a Wood była bardzo sprawna. Sprzedawca i jego ciemne interesy sprzedawcą i interesami, ale w tej chwili miały tu dwóch gości, którzy musieli zostać aresztowani i wiedziała już, że przyjdzie im prosić o pomoc patrol z Horyzontalnej. – Pańskie nazwisko?
– Pierdol się – syknął szczurowaty. Jeżeli liczył jednak, że zrobi to jakiekolwiek wrażenie na Longbottom, to się przeliczył. Zasadniczo do niedawna miała przecież głównie do czynienia z takimi jak on – ważniakami z Nokturna. Przed nastaniem Voldemorta raczej rzadko posyłano Brygadzistów do walk z czarnoksiężnikami…
Nie pierwszy raz słyszała takie odzywki.
– Panie Pierdol Się, jest pan aresztowany pod zarzutem próby rozboju, stawiania oporu podczas aresztowania, ataku na Brygadzistki na służbie oraz doprowadzenia do zniszczenia mienia – wyrecytowała, kiedy jego ręce zostały skute. Stuknęła różdżką w jego ramię, rzucając zaklęcie, które miało utrudnić mu nieco poruszanie się, gdyby chciał umknąć, a potem przywołała do siebie jego różdżkę. I znów się odezwała, recytując całą formułkę, na głos, dla nich obydwu, bez zająknięcia. Tak, aby nie było wątpliwości, i przypadkiem nie dano mu szansy na wymiganie się z tego wszystkiego.
– Ja… ja nie chcę składać zawiadomienia… – jęknął sprzedawca, wciąż ze swojego kąta.
– To ma pan pecha, ponieważ ja chcę, a rzucili się na nas – powiedziała Brenna, wciąż uprzejmie. – Jeżeli złoży pan zeznania, może popatrzymy nieco przychylniej na to, że najwyraźniej zajmował się pan groźnymi przedmiotami bez należytego zabezpieczenia…
– Nie rozumiecie! Wszystko zniszczycie!
Brenna tylko westchnęła.
Oscylowała na uboczu tego świata, ale chyba nigdy nie miała go w pełni zrozumieć. A jej siła przekonywania nie była na tyle duża, aby teraz mogła go skłonić do współpracy. Nic, wrócą tu później, jeszcze z kimś innym… i to „później”, nastąpi za moment, inaczej ten wszystko stąd ukryje…
– Heath, trzeba ich zabrać na Horyzontalną, możliwie szybko. Zanim zlecą się koledzy – rzuciła do Wood, zerkając przez ramię, jak radzi sobie z olbrzymem, który ewidentnie nie chciał dać się skuć. Musiały się spieszyć, jeżeli nie chciały mieć na głowie całej masy łobuzów z Nokturna.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.