Cameron bardzo dobrze znał Wood. Jego gdybanie miało sens. Poniekąd ten wypad na pewno był spowodowany dokładnie tym, że miała ochotę sobie odbić ten miesiąc uziemienia. Zresztą już w czerwcu wróciła do zwyczajnego trybu życia. Pracy, łapania czarnoksiężników z Brenną, chodzenia tam, gdzie nie powinna i innych takich. Ten rejs wydawał się być naprawdę bardzo bezpieczny, jak na jej inne zainteresowania. Tyle, że Lupin nie wiedział dokąd go zabiera. Jego obawy były uzasadnione - Heath miewała głupie pomysły, czasami.
Nie miała pojęcia ile kosztowało jej towarzysza wybłaganie urlopu na te kilka dni. Może to i lepiej, bo czułaby się jeszcze zobowiązana jakoś mu wynagrodzić tę fatygę. Tak to wystarczyło, że założyła, że będzie się z nią tutaj bawił wyśmienicie. Miała nadzieję, że faktycznie mu się spodoba i nie będzie to jedynie rozrywką dla niej.
Kamień spadł jej z serca, gdy usłyszała słowa Lupina. Podobało mu się. Najważniejsze. Teraz pozostawało jedynie zapewnić mu dobrą zabawę - była pewna, że razem faktycznie uda im się tutaj nieźle rozerwać. Miejsce wydawało się być idealne.
- Może jest tak stylizowany, wiesz, na statek vintage, albo po prostu ma już swoje lata? - Zmarszczyła jeszcze nos i sama zaczęła przyglądać się statkowi. Nie znała się szczególnie na tych środkach transportu. - Tak jest, wysłałam przodem do naszej kajuty, będziemy musieli ją znaleźć, jak już wdrapiemy się na pokład. - Ścisnęła delikatnie dłoń Camerona, kiedy ją za nią złapał. Czuła się beztrosko, jakby to całe Beltane się nie wydarzyło. Humor jej dopisywał i miała wrażenie, że to może być naprawdę przyjemna wycieczka.
- Możemy kogoś zapytać. W sumie nie wiem, czy wypada, ale kto nam zabroni spytać. - Nie znała czegoś takiego jak tabu, więc pewnie, gdy tylko znajdzie kogoś kompetentnego to podejdzie do niego i zacznie zadawać pytania. Ruda nie wiedziała, czym był wstyd.
Znaleźli się już na pokładzie. Kiedy z kabiny kapitana wynurzył się najprawdziwszy pirat. Szturchnęła Camerona niezbyt delikatnie w ramię, żeby mu to nie umknęło. - Popatrz tam. Miałeś rację, może to jest statek piracki! - Powiedziała trochę zbyt głośno, ale nie mogła się powstrzymać od komentarza. - Ten facet wygląda, jak wyjęty z jakiejś bajki. - Nie odrywała wzroku od Jacka Croucha, bo wyglądał niesamowicie.
Jej uwagę od mężczyzny odwrócił dopiero Laurent który pojawił się obok. Zaczerwieniła się niczym burak, kiedy usłyszała jego komplement. Nie wiedziała, co ma mu odpowiedzieć, a to nie zdarza się zbyt często. Zaczęła od zbyt długiego - Yyyy - Jednak po chwili udało jej się złożyć myśli w słowa. - Dzień dobry. Panie Prewett, jak zawsze w formie, aż mnie zatkało. Zazwyczaj walczę ze złodziejami, nie zamierzam również dzisiaj dołączać do tych którzy kradną. Obiecuję, że słońce będzie na pierwszym planie, tak jak powinno, skryję się w cieniu. - Ścisnęła przy tym mocniej dłoń Camerona, bo się trochę zestresowała tymi niespodziewanymi zupełnie miłymi słowami.