06.11.2022, 21:33 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.11.2022, 21:49 przez Theseus Fletcher.)
Do: Geraldine Yaxley, Logan Borgin.
Relacje Theseusa Fletchera z rodziną Yaxleyów byłyby pewnie i równe zeru, gdyby nie jedna Yaxleyówna i jej przyciągający charakter. Poznali się w szkole, na jednym z treningów Quiddicha w drużynie gryfońskiej. I wszystko przez to jak jednego dnia urządzili wyścigi na miotłach, po których wdali się w zaciekłą sprzeczkę.
Nie bywał w domu Geraldine zbyt często. Podczas tych rzadkich okazji przebywania z jej rodzicami, dało się odczuć, że po prostu za nim nie przepadali. Rozchodziło się pewnie o czystość krwi i nieimponujący status społeczny. Wyczuwając tę niechęć stronił więc od wizyt, poza tym najzwyczajniej w świecie nie było takiej potrzeby. Tym razem nie zdążyli nawet porozmawiać, a fakt że wysłała mu list, nie pozwolił mu na odmowę.
Docierając do posiadłości Yaxleyów miał nadzieję, że nie będzie ostatni. Chciał pojawić się wcześniej, ale zatrzymały go w drodze inne obowiązki. Tym razem te związane z jego własną rodziną.
Na przyjęcie ubrał się schludnie. Czarne spodnie w kant pasowały do białej, wykrochmalonej koszuli, dopasowanej kamizelki i czarnej marynarki. Poprzedniego wieczoru wypastował nawet wyjściowe buty. Zapomniał tylko o krawacie, którego zakładać nie znosił i chyba nie potrafił. Dzisiejszego ranka próbował poradzić sobie z jakimś eleganckim supłem, ale skończyło się to tylko irytacją.
Tylko skórzana torba, przewieszona przez jedno ramię, nie wyglądała specjalnie elegancko, choć była stylizowana na aktówkę.
Lądując tuż przed wejściem miał tylko problem z rozczochraną czupryną, którą po oddaniu miotły jednemu z lokajów, szybko i zgrabnie poprawił, zaczesując włosy do tyłu.
Na wejściu omiótł wszystkich wzrokiem i skinął głową do gospodarzy. Miał zamiar podejść do nich po chwili lub poczekać na odpowiedni moment. O ile taki w ogóle nadejdzie. Części z gości nie znał, ale zupełnie się tym nie przejmował.
- A chciałbyś, żeby była? – zapytał, choć nie dał Loganowi szansy na odpowiedź. – Chociaż masz rację, czasem każdemu przydaje się izolacja. – stwierdził. - Dodaje trochę dystansu. – Miał wrażenie, że mógł go kojarzyć.
Uśmiechnął się go Geraldine, obok której niedługo później stanął. Liczył, że ona ich przedstawi, bo nie miał zamiaru robić tego pierwszy.
Relacje Theseusa Fletchera z rodziną Yaxleyów byłyby pewnie i równe zeru, gdyby nie jedna Yaxleyówna i jej przyciągający charakter. Poznali się w szkole, na jednym z treningów Quiddicha w drużynie gryfońskiej. I wszystko przez to jak jednego dnia urządzili wyścigi na miotłach, po których wdali się w zaciekłą sprzeczkę.
Nie bywał w domu Geraldine zbyt często. Podczas tych rzadkich okazji przebywania z jej rodzicami, dało się odczuć, że po prostu za nim nie przepadali. Rozchodziło się pewnie o czystość krwi i nieimponujący status społeczny. Wyczuwając tę niechęć stronił więc od wizyt, poza tym najzwyczajniej w świecie nie było takiej potrzeby. Tym razem nie zdążyli nawet porozmawiać, a fakt że wysłała mu list, nie pozwolił mu na odmowę.
Docierając do posiadłości Yaxleyów miał nadzieję, że nie będzie ostatni. Chciał pojawić się wcześniej, ale zatrzymały go w drodze inne obowiązki. Tym razem te związane z jego własną rodziną.
Na przyjęcie ubrał się schludnie. Czarne spodnie w kant pasowały do białej, wykrochmalonej koszuli, dopasowanej kamizelki i czarnej marynarki. Poprzedniego wieczoru wypastował nawet wyjściowe buty. Zapomniał tylko o krawacie, którego zakładać nie znosił i chyba nie potrafił. Dzisiejszego ranka próbował poradzić sobie z jakimś eleganckim supłem, ale skończyło się to tylko irytacją.
Tylko skórzana torba, przewieszona przez jedno ramię, nie wyglądała specjalnie elegancko, choć była stylizowana na aktówkę.
Lądując tuż przed wejściem miał tylko problem z rozczochraną czupryną, którą po oddaniu miotły jednemu z lokajów, szybko i zgrabnie poprawił, zaczesując włosy do tyłu.
Na wejściu omiótł wszystkich wzrokiem i skinął głową do gospodarzy. Miał zamiar podejść do nich po chwili lub poczekać na odpowiedni moment. O ile taki w ogóle nadejdzie. Części z gości nie znał, ale zupełnie się tym nie przejmował.
- A chciałbyś, żeby była? – zapytał, choć nie dał Loganowi szansy na odpowiedź. – Chociaż masz rację, czasem każdemu przydaje się izolacja. – stwierdził. - Dodaje trochę dystansu. – Miał wrażenie, że mógł go kojarzyć.
Uśmiechnął się go Geraldine, obok której niedługo później stanął. Liczył, że ona ich przedstawi, bo nie miał zamiaru robić tego pierwszy.