Trixie zaśmiała się, kiedy usłyszała kolejny komentarz Oleandra. Widać było jego doświadczenie w manipulowaniu rodzicami. Gdyby tylko oni wiedzieli, jak te dzieciaki świetnie wszystko rozgrywają... Na całe szczęście nie mieli o niczym pojęcia, chociaż po tylu latach powinni się już co nieco domyślić. - Ollie, jesteś profesjonalistą w wodzeniu starych za nos, świetny pomysł. - Postanowiła jeszcze przyznać mu rację.
Nie umknęło jej to, że kolor włosów nagle mu się zmienił. Bella trochę zazdrościła chłopakom tej umiejętności, bo i Rabastan i Oleander byli metamorfomagami. Mogli zmieniać swój wygląd, gdy tylko chcieli, dobrze było od czasu do czasu zniknąć w tłumie i zostać kimś innym. Miała i tak spore szczęście, bo umiejętności Rabastana nie były takie zwyczajne. Z racji na swoje pochodzenie potrafił też zmieniać wygląd innych. Zdarzyło mu się kilka razy zmienić wygląd Belli, jednak wiadomo, że to nie to samo, co zmiana własnej aparycji na zawołanie. No, ale nie można mieć wszystkiego, pozostawało się z tym pogodzić.
- Pod tą skorupą chyba mimo wszystko nie jest tak źle? - Zapytała jeszcze Oleandra. Z tego, co pamiętała z jego opowieści, to jego rodzice nie byli wcale tacy najgorsi i miał całkiem sporo luzu patrząc na całą resztę tradycyjnych rodzin. Bella również nie mogła narzekać Cygnus i Druella ciągle powtarzali jej o tym, jaka jest cudowna. Dzięki temu faktycznie czuła się wyjątkowa. Nie miała problemu z tym, żeby spełniać ich oczekiwania i dawać kolejne powody do dumy. To tylko powodowało, że mieli do niej ogromne zaufanie i nie interesowali się specjalnie tym, co robi w wolnym czasie.
Zbliżyła się nieco do Oleandra, aby przyjrzeć się dokładniej perłowemu naszyjnikowi, który zdobił jego szyję. - Piękny, zostaw sobie. Twoja matka pewnie ma tyle tego, że się nie zorientuje, że sobie jeden przywłaszczyłeś. - Dodała jeszcze.
- Nie musisz się przejmować. Znamy się na tyle, że możesz sobie pozwolić na swobodne zachowanie. - Spędzili w swoim towarzystwie sporo czasu w Hogwarcie, także Belli już nic nie zdziwi. Nie miała nic przeciwko temu, żeby podczas tego spotkania było podobnie. - Chciałam z wami porozmawiać wiecie, o rzeczach ważnych. - Podkreśliła ostatnie słowo. Wydawało się jej, że jest to odpowiedni moment, żeby poruszyć temat Czarnego Pana i tego, czy zamierzają go wspierać. Sama Trixie bardzo chciała zaangażować się we wszelkie działania. Wydawało jej się, że ta dwójka jest tym równie zainteresowana co ona.
- Intensywnie. To ten czas w roku, kiedy trzeba się pojawiać w wielu miejscach. - Przerwa świąteczna była zawsze bardzo mocno napiętym czasem. Wiele się działo wśród czarodziejów. Bale, spotkania towarzyskie - idealny moment, aby nadrobić zaległości.
- Przez rodziców. - Powiedziała spokojnie, taka była kolej rzeczy. Zdawała sobie sprawę, że ją to czeka, nie miała na to specjalnie wpływu.
- Muszę jedynie pokazywać, że lubię jego towarzystwo, czy jest to prawdą, czy nie. - Sama nie wiedziała, czy przepada za Rudolfem na tyle, żeby znieść to wszystko o czym mówił Rabastan. Nie chciała jednak martwić sie tym teraz, nie po to się tutaj znaleźli.