Tak jak się spodziewała pracownia była pomieszczeniem, które znajdowało się w głębi domu mody; gdzieś na tyłach. Nie mogli się tam dostać wszyscy klienci. Tylko ci, którzy dostali zaproszenie. Łechtało to jej wielkie ego. Dostrzegł ją gdy tylko znalazła się w środku. Wypatrzył wśród klientów i uznał za osobę wartą jego zainteresowania. To naprawdę był dobry dzień.
Rozejrzała się uważnie po pomieszczeniu do którego ją zaprowadził. Uwagę na pewno zwróciło to, jak bardzo jasne było. To światło sprawiało wrażenie, jakby żaden mankament nie mógł się w nim schować. Prezentowało wszystkie niedoskonałości - bardzo dobrze, dzięki temu nic się nie ukryje oku naszego projektanta. Rzuciła okiem na drugą część pomieszczenia, gdzie zauważyła na ścianie okładki czasopism. Na kilku z nich był sam Rosier. Stwierdziła, że to musiały być jego dzieła. Miał się czym chwalić, nie dziwiła się więc, że udekorował tym swoją pracownię.
Nie udało jej się zobaczyć wszystkiego, gdyż Christopher zaprowadził ją na drugą stronę pomieszczenia. Tym razem jej uwagę zwróciła suknia, która znajdowała się na manekinie. Nie była jeszcze dokończona. - Ależ piękna. - Mruknęła cicho pod nosem, bo mieniące się gwiazdy na tle błękitu przypominały najprawdziwsze niebo. Widać było, że ma doczynienia z niesamowitym artystą. Jeszcze bardziej nie mogła się doczekać tego, co wymyśli specjalnie dla niej.
- Nie martwię się wcale, widzę, że jestem we wspaniałych rękach. - Gdy dotarli do stołka oparła się delikatnie o jego ramię, żeby móc się wdrapać na podwyższenie. Nie było to trudne, szczególnie, że mogła liczyć na wsparcie mężczyzny. - Na ziomowy bal, ten w Yule. Na pewno też się na niego wybierasz. - To powinno też ułatwić mu dopasowanie stroju do okazji. Wypadałoby, aby podczas tego balu wyglądała idealnie, zdawała sobie sprawę, że wszyscy czystokrwiści bardzo dobrze zdają sobie sprawę z ważności tego wydarzenia, przynajmniej dla tej grupy czarodziejów.
Spoglądała na niego uważnie. Czekała, aż zacznie pracę, dosrzegła coś w jego spojrzeniu. Zapewne pomysły jeden za drugim pojawiały się w jego głowie. Ciekawa była, co jej zaprezentuje, wiedziała, że zbliżają się do tego momentu. Nie zamierzała przeszkadzać mistrzowi podczas tworzenia dzieła. Skoro zadecydował, że ma być aksamit, to będzie aksamit. Założy to, co dla niej najszykuje, bo czuła, że będzie to najpiękniejsza suknia w jakiej kiedykolwiek występowała.
Nagle zaczęły okrążać ją taśmy. Zbierały miarę wszystkich części ciała, było to na pewno bardzo wygodne dla Rosiera, nie musiał bowiem sam się w to wszystko angażować. Stała dosyć sztywno, miała nadzieję, że to w niczym nie przeszkadza.
Nie przestawała przy tym obserwować mężczyzny, który wyglądał dla niej jak w transie. Jakby miał jakąś wizję i teraz robił wszystko, aby przelać ją na rzeczywistość. Ciekawe, czy uda mu się to zrobić. Nie miała pojęcia, co siedzi w jego głowie, widziała jednak, że trzeba działaś szybko. Ledwie minęła chwila, a wyczarował materiały. Przyglądała się im uważnie, wybór nie był łatwy, chociaż jeden z kolorów od samego początku zwracał jej uwagę. - Ten ostatni, ta głęboka czerwień. - Pokazała jeszcze dłonią w stronę materiału. - Jest przepiękna, co o tym myślisz? - Była ciekawa jego opinii, w końcu to on był tutaj specjalistą, nie ona.