A więc to już oficjalne. Każda rodzina czystej krwi ma coś z uszami, pomyślał, powstrzymując się z trudem od dramatycznego westchnienia. Najpierw Longbottomowie i ich handel żywym towarem w ich własnej posiadłości, a teraz Crouchowie wytrzasnęli skądś pirata i jego statek. Z dwojga złego już wolał mieć do czynienia z wilkiem morskim niż handlarką niewolników (pozdrawiam Bren!). Mniejsza szansa na to, że sam kiedyś skończy na aukcji jako jeden z eksponatów wystawionych na sprzedaż.
— Oby to nie była przepowiednia odnośnie do tragicznej pogody — mruknął do Rudej, obserwując występ Jacka Croucha. — Wolę nie myśleć, co by się stało, gdybyś utknęła w małej kajucie. Podczas pobytu w szpitalu chyba wyrobiłaś normę samotności. — Trącił ją ramieniem z rozbawioną miną. — Najwyższy czas, żeby trochę zaszaleć.
Niespodziewane nadejście Prewetta sprawiło, że Cameron momentalnie zamknął się w sobie, nie wiedząc, jak zareagować na obecność obcego. Ograniczył się do uprzejmego skinięcia głową i cofnięcia się o pół kroku, co by Heather mogła przejąć pałeczkę na czas tej wymiany zdań. Nie chciał się zbłaźnić już pierwszego dnia rejsu. Kto wie z kim tak naprawdę miał teraz do czynienia?
— Kolejny narzeczony do kolekcji? — Uniósł pytająco brwi, gdy Laurent się od nich odsunął, aby pojawić się przed organizatorami rejsu. — Niezgorszy... Może nawet by się załapał do czołowej dziesiątki w rankingu.
Wyszczerzył się do Heather, jednak ścisnął jej dłoń nieco mocniej, jakby chciał się upewnić, że Ruda zaraz nie zniknie gdzieś w tłumie, co by znaleźć tego... tego... Czarusia. Umysł Camerona zalała fala pytań, na które nie znał odpowiedzi. Kim był ten chłopak? Sąsiadem, kolegą w Ministerstwa? Jakiś lokalny VIP? Z twarzy wyglądał nawet dobrze, żeby nie powiedzieć, że bardzo dobrze... Ale czy to o czymś świadczyło? Lupin był żywym dowodem na to, że nie tylko celebryci mogli się poszczycić atrakcyjną aparycją.
— Ekhm... Skąd... skąd g-go znasz? — rzucił, łudząc się, że nie brzmiał zbyt wścibsko. Zamiast tego przez jego ton głosu można było odnieść wrażenie, że chciał wiedzieć wszystko o tym gościu od zawodu, przez miejsce zamieszkania i numer skrytki bankowej, kończąc na biografii z uwzględnieniem losu przodków trzy pokolenia wstecz.