Z racji bycia gwiazdą sportu, celebrytą i posiadania bogatego życia prywatnego jego grafik zdawał się być wypełniony po brzegi. Potrafił doskonale zrozumieć, jak bardzo niepożądana może być niezapowiedziana wizyta kogokolwiek. Nie zawsze było możliwa reorganizacja swoich planów tak aby uwzględnić niespodziewaną wizytę. Przybywając tutaj nie oczekiwał tego, że po raz kolejny noszone przez niego nazwisko otworzy następne drzwi. Był gotów poczekać i wybrać się na dłuższy spacer po tych włościach zamiast siedzieć na ganku tego domostwa.
— Dzień dobry, Migotku — Przywitał uprzejmie kolejnego niedocenianego sługę czarodziejów, obdarzając tego skrzata domowego przeczącym jego samopoczuciu uśmiechem. W rodowej posiadłości Nottów służyła od dnia jego narodzin skrzatka Złotogłówka. Traktował dobrze oddaną jego rodzinie służkę, która odwdzięczała się mu za okazywaną dobroć ochoczym wykonywaniem powierzonej jej pracy. Nic więc dziwnego, że i Migotka zamierzał traktować w ten sam sposób. — Szukam. Zaprowadź mnie do niego, proszę. — Odpowiedział twierdząco. Bez wahania podążył za swoim skrzacim przewodnikiem. Poradziłby sobie bez jego pomocy, jednak niegrzecznie byłoby odmówić.
Po dotarciu do stajni stał się świadkiem sytuacji, którą mógłby określić mianem kłopotów w raju. Rezerwat New Forest niezaprzeczalnie był rajem dla wszystkich magicznych stworzeń. Pozostawał również niezwykle pięknym miejscem dla odwiedzających go czarodziejów i dlatego nie powinien zostać skalany jakimikolwiek budynkami o innym charakterze niż użytkowy, wybudowanymi na potrzeby rezerwatu. Zapytany o zdanie uznałby spostrzeżone przez siebie wzburzenie u Laurenta za uzasadnione. Niedane było mu ujrzeć kaskady opadających na ziemię papierów. Niewykluczone, że w odpowiednim momencie dowie się o co dokładnie chodziło i kim była ta kobieta.
Jego niespodziewana wizyta zaburzała rutynę tego miejsca. Znalazło się dla niego miejsce w rozkładzie dnia opiekuna tego rezerwatu, który zdecydował się ugościć go podwieczorkiem. Cechujące go zamiłowanie do wszelkich słodkości nie uległo zmianie i na taki właśnie podwieczorek liczył. W zależności od tego, ile dane będzie mu spędzić tutaj czasu to może do kieliszków poleje się czerwone wino albo tumblery zostaną napełnione ognistą whisky.
— Bardzo chętnie. — Nie zamierzał odmawiać. Przed wypełniającym ten zakątek świata chłodem chronił go płaszcz, który narzucił przed wyjściem z domu i udaniem się na najbliższy świstoklik. Nie zabrał ze sobą więcej rzeczy.
Czym możesz służyć? Jak to wszystko ubrać w słowa i do kogo je skierować? Do przyjaciela czy kochanka? Czy nie będę żałować przekroczenia ustawionej przez nas granicy?— Chciałbym porozmawiać... — Podany przez niego powód jego wizyty wydawał się enigmatyczny. Była to sprawa, której nie chciał omawiać na terenie stajni. Wciśnięte w kieszenie spodni dłonie, wskazująca na odczuwane zagubienie mimika twarzy, brak spokoju ducha i wyraźne napięcie wyraźnie świadczyły o powadze sytuacji. w której się znajdował od czasu Beltane.