Nie była pewna, co mogłaby zrobić więcej. Nie chciała się bawić w żadne samosądy, tak naprawdę, to widzieli pewnie tylko wierzchołek góry lodowej – a co było pod tą brzydką fasadą? Jeszcze brzydsza fasada? Nie zmieniało faktu to, że chłopak był dzieckiem, a jego matka go uderzyła – czy pierwszy raz? Czy było to nagminne? Co mogą na to poradzić, przecież jak przyjdzie co do czego to nie wyrzucą starszej kobiety za burtę. Może ktoś by ją wtrącił do jakiegoś aresztu, ale… ech. Tak naprawdę, Victoria czuła, że wszyscy mają tutaj też swoje zmartwienia. Ona na pewno je miała. Czy powstrzymanie pani Sterling dzisiaj załatwi problem? Czy nie podniesie więcej ręki na chłopca…? Problem był w tym, że byli tutaj na ograniczonej przestrzeni, na statku.
Poczuła też, że mężczyzna, wyglądający na palacza, miał gołębie serce, odstępując chłopcu swoją porcję jedzenia. I prawdę mówiąc to sprawiło, że się mimowolnie uśmiechnęła. Chłopiec wybiegł z pralni – a jego wyraz twarzy… wyglądał trochę tak, jak Victoria pewnie sama wyglądała chwilę temu. Chłopiec chyba uciekał, by się na pewno nie nawinąć pod rękę i gniew tamtej kobiety,
- Co miałby ukraść tutaj, prześcieradło? – zapytała w końcu, niepewna, czy w ogóle przyjąć takie wyjaśnienie do wiadomości, czy nie. Czas i miejsce brzmiały jak wymówka.
[a] Krzyk. Victoria odruchowo spojrzała w stronę korytarza, spuszczając wzrok z Fanny, rozszerzyła szerzej oczy, bo ten krzyk brzmiał wręcz złowieszczo. Zupełnie inaczej niż wrzaski Sterling. Bo ona krzyczała i było słychać co, a ten krzyk… To było jak okrzyk, nie jak wykrzykiwane w złości słowa. Stone zaraz odwróciła głowę z powrotem, na krótko spoglądając na Erika i Geraldine, a w końcu i na Sterling, nie bardzo wiedząc, co się stało i co ma zrobić. Geraldine rzuciła się bez słowa do biegu, znowu.
- Co to było? – w jej głosie wyraźnie było słychać zaniepokojenie. - Szlag, co się dzisiaj dzieje – wyrzuciła z siebie, bo to wszystko brzmiało jak jakieś fatum. Synalek hrabiny, pani Striling, a teraz… kto teraz coś zrobił i się na kogoś rzucił? - Mam nadzieję, ze to nie ten chłopiec – rzuciła, nim z pewnym wahaniem pobiegła za Geraldine.