06.11.2022, 22:18 ✶
Czy Perseusz chciał czy też nie być na tym balu – właściwie to nie miało znaczenia. Pewne wydarzenia miały rangę „trzeba tu być” i na dobrą sprawę nawet nie było co dyskutować w tej kwestii. Po prostu społeczne konwenanse tego wymagały, cała ta subtelna polityka relacji międzyludzkich. Będąc córką Ministra Magii – byłego wprawdzie, ale zawsze – aż za dobrze rozumiała, jak bardzo należy dbać o wizerunek, jak bardzo potrafiło to zaprocentować w odpowiedniej chwili.
Nawet jeśli sama miała ochotę czasem to wszystko rzucić w kąt, wyjechać do Wiltshire i zamknąć się w Rosemary House na trzy spusty. Albo i siedem, dlaczego by nie.
Dlatego też skrzętnie zapewniła swego męża, że ich obecność z całą pewnością nie będzie źle postrzegana, zwłaszcza jeśli sypną obficie groszem. Może nawet w imieniu zmarłej szwagierki, świeć Panie nad jej duszą, jakby to powiedzieli mugole.
- Pozwól, że sama zdecyduję, jakie przyjemności są wskazane bądź nie – odparła szeptem; i choć w zasadzie za tymi słowami krył się opieprz, to na twarzy odmalował się uśmiech. Przeznaczony dla świata, oczywiście, mówiący „patrzcie, jesteśmy małżeństwem jak z obrazka, zgodnym i kochającym się” – Znaczy? Właściwie nie, ale będzie idealnym dodatkiem do naszego salonu, w sam raz, żeby zastąpić wazę – wyjaśniła i uniosła brew. Wydziedziczy, a w sumie proszę bardzo… - Jeśli to oznacza, że przestanie zawracać mi głowę, to sama jej to nawet mogę zasugerować – mruknęła. Cóż, była tak cięta na teściową, że niekoniecznie potraktowała słowa męża w kategorii żartu, prędzej już jako coś, czego realizację ujrzałaby aż nadto chętnie.
Erik został obdarzony ciepłym, uprzejmym uśmiechem. Podziękowała gospodarzowi za słowa, stwierdziła też, że naprawdę nie ma za co dziękować, to drobiazg i zaszczyt, że może być częścią tak wspaniałej inicjatywy. W każdym razie, należało iść dalej, nie zajmować gospodarzom zbyt wiele czasu. I znów przystanąć, wszak nie mogła – i nie chciała – zignorować własnego brata.
- Och, Elliott. Nie sądziłam, że będziesz – wyrzekła miękko, puszczając rękę męża, żeby oprzeć dłonie na moment na ramionach brata i cmoknąć go w policzek. Wyglądał… no cóż, jak ktoś, kto niedawno stracił żonę. O błoga nieświadomości… naprawdę dobrze, że nie znała kulisów śmierci Simone, zwłaszcza że naprawdę darzyła ją sympatią – I co u Nicholasa? – uzupełniła pytanie męża o samopoczucie. Dziecko jak dziecko, niewiele niby rozumiało, ale…
Nawet jeśli sama miała ochotę czasem to wszystko rzucić w kąt, wyjechać do Wiltshire i zamknąć się w Rosemary House na trzy spusty. Albo i siedem, dlaczego by nie.
Dlatego też skrzętnie zapewniła swego męża, że ich obecność z całą pewnością nie będzie źle postrzegana, zwłaszcza jeśli sypną obficie groszem. Może nawet w imieniu zmarłej szwagierki, świeć Panie nad jej duszą, jakby to powiedzieli mugole.
- Pozwól, że sama zdecyduję, jakie przyjemności są wskazane bądź nie – odparła szeptem; i choć w zasadzie za tymi słowami krył się opieprz, to na twarzy odmalował się uśmiech. Przeznaczony dla świata, oczywiście, mówiący „patrzcie, jesteśmy małżeństwem jak z obrazka, zgodnym i kochającym się” – Znaczy? Właściwie nie, ale będzie idealnym dodatkiem do naszego salonu, w sam raz, żeby zastąpić wazę – wyjaśniła i uniosła brew. Wydziedziczy, a w sumie proszę bardzo… - Jeśli to oznacza, że przestanie zawracać mi głowę, to sama jej to nawet mogę zasugerować – mruknęła. Cóż, była tak cięta na teściową, że niekoniecznie potraktowała słowa męża w kategorii żartu, prędzej już jako coś, czego realizację ujrzałaby aż nadto chętnie.
Erik został obdarzony ciepłym, uprzejmym uśmiechem. Podziękowała gospodarzowi za słowa, stwierdziła też, że naprawdę nie ma za co dziękować, to drobiazg i zaszczyt, że może być częścią tak wspaniałej inicjatywy. W każdym razie, należało iść dalej, nie zajmować gospodarzom zbyt wiele czasu. I znów przystanąć, wszak nie mogła – i nie chciała – zignorować własnego brata.
- Och, Elliott. Nie sądziłam, że będziesz – wyrzekła miękko, puszczając rękę męża, żeby oprzeć dłonie na moment na ramionach brata i cmoknąć go w policzek. Wyglądał… no cóż, jak ktoś, kto niedawno stracił żonę. O błoga nieświadomości… naprawdę dobrze, że nie znała kulisów śmierci Simone, zwłaszcza że naprawdę darzyła ją sympatią – I co u Nicholasa? – uzupełniła pytanie męża o samopoczucie. Dziecko jak dziecko, niewiele niby rozumiało, ale…
369/664