25.08.2023, 20:52 ✶
Jestem w ciąży.
Słowa te odbijały się echem pod sklepieniem czaszki, zapierały dech w piersiach i zamieniały nogi w miękką watę - do tego stopnia, że Perseus zmuszony był przytrzymać się blatu komody, aby nie upaść. Nie zamierzał ośmieszać się pytaniem o to, w jaki sposób do tego doszło; w ciągu ostatnich tygodni upojeni alkoholem dawali się ponieść namiętności, nierzadko przy tym zapominając o konsekwencjach, którym to zapobiegnięcie spoczywało również na jego barkach. Był zatem w równym stopniu odpowiedzialny za tę sytuację, co Vespera; nie wiedział jednak, czy rozpatrywać ową odpowiedzialność w kontekście zasługi, czy też winy. Poprzednim razem nic nie skończyło się pomyślnie. W teorii nie brał pod uwagę innego scenariusza, szczególnie, że jego była żona sprawiała niekiedy wrażenie, jakoby sama była dzieckiem, lecz nie mógł wyzbyć się dziwnego poczucia pustki.
Dlatego teraz był całym kalejdoskopem emocji - od zaskoczenia, przez nieśmiałe podrygi radości, po lęk, że historia się powtórzy. Och, jakże nie chciał usłyszeć, że przyszła prosić go o pomoc w dostępie do odpowiedniego środka; oczywiście, że nie odmówiłby jej w potrzebie, ale podobnie jak przed dwoma miesiącami, nie potrafiłby otrząsnąć się z myśli, że to, co robi, jest niewłaściwe.
Ale to nie o jego uczucia chodziło w tej sytuacji. Widząc przerażenie malujące się na twarzy Vespery i wodę stale obijającą się ścianki szklanki, posłał jej najczulszy uśmiech, na jaki było go stać, a następnie ostrożnie wyjął naczynie z jej rozedgranych dłoni i odstawił na komodę. Wierzchem dłoni pogładził jej policzek, a zaraz potem złożył delikatny pocałunek na jej czole. Nagle wszystko zaczęło układać się w logiczną całość - jej zdawkowe listy, unikanie go, czy wreszcie kredowy odcień jej skóry…
— Już dobrze — powiedział cicho, niemalże wyszeptał, podczas gdy jego ręce powędrowały na plecy kobiety i przysunął ją do siebie — Nie musisz się niczego bać. Jestem przy tobie.
Mówiąc to głaskał ją wzdłuż kręgosłupa; delikatnie, rytmicznie, uspokajająco. Tamtego dnia wydawała się w jego ramionach jeszcze mniejsza niż zazwyczaj, jeszcze bardziej krucha i bezbronna, aż sam Perseus zaczął się obawiać, czy nie zrobi jej krzywdy, jeśli obejmie ją mocniej. Trwał tak przez dłuższą chwilę, mając nadzieję, że chwila bliskości pozwoli Vesperze na rozluźnienie.
— Usiądźmy i porozmawiajmy — zaproponował wreszcie.
Słowa te odbijały się echem pod sklepieniem czaszki, zapierały dech w piersiach i zamieniały nogi w miękką watę - do tego stopnia, że Perseus zmuszony był przytrzymać się blatu komody, aby nie upaść. Nie zamierzał ośmieszać się pytaniem o to, w jaki sposób do tego doszło; w ciągu ostatnich tygodni upojeni alkoholem dawali się ponieść namiętności, nierzadko przy tym zapominając o konsekwencjach, którym to zapobiegnięcie spoczywało również na jego barkach. Był zatem w równym stopniu odpowiedzialny za tę sytuację, co Vespera; nie wiedział jednak, czy rozpatrywać ową odpowiedzialność w kontekście zasługi, czy też winy. Poprzednim razem nic nie skończyło się pomyślnie. W teorii nie brał pod uwagę innego scenariusza, szczególnie, że jego była żona sprawiała niekiedy wrażenie, jakoby sama była dzieckiem, lecz nie mógł wyzbyć się dziwnego poczucia pustki.
Dlatego teraz był całym kalejdoskopem emocji - od zaskoczenia, przez nieśmiałe podrygi radości, po lęk, że historia się powtórzy. Och, jakże nie chciał usłyszeć, że przyszła prosić go o pomoc w dostępie do odpowiedniego środka; oczywiście, że nie odmówiłby jej w potrzebie, ale podobnie jak przed dwoma miesiącami, nie potrafiłby otrząsnąć się z myśli, że to, co robi, jest niewłaściwe.
Ale to nie o jego uczucia chodziło w tej sytuacji. Widząc przerażenie malujące się na twarzy Vespery i wodę stale obijającą się ścianki szklanki, posłał jej najczulszy uśmiech, na jaki było go stać, a następnie ostrożnie wyjął naczynie z jej rozedgranych dłoni i odstawił na komodę. Wierzchem dłoni pogładził jej policzek, a zaraz potem złożył delikatny pocałunek na jej czole. Nagle wszystko zaczęło układać się w logiczną całość - jej zdawkowe listy, unikanie go, czy wreszcie kredowy odcień jej skóry…
— Już dobrze — powiedział cicho, niemalże wyszeptał, podczas gdy jego ręce powędrowały na plecy kobiety i przysunął ją do siebie — Nie musisz się niczego bać. Jestem przy tobie.
Mówiąc to głaskał ją wzdłuż kręgosłupa; delikatnie, rytmicznie, uspokajająco. Tamtego dnia wydawała się w jego ramionach jeszcze mniejsza niż zazwyczaj, jeszcze bardziej krucha i bezbronna, aż sam Perseus zaczął się obawiać, czy nie zrobi jej krzywdy, jeśli obejmie ją mocniej. Trwał tak przez dłuższą chwilę, mając nadzieję, że chwila bliskości pozwoli Vesperze na rozluźnienie.
— Usiądźmy i porozmawiajmy — zaproponował wreszcie.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory