25.08.2023, 20:57 ✶
Przyglądając się swemu drzewu genealogicznemu dochodził do wniosku, że Blackowie nie byli szczególnie walecznym rodem. Ich orężem były słowa, niczym długie sztylety zatapiające się w psyche i intrygi knute w przyjemnym półmroku hotelowych restauracji. W gruncie rzeczy jednak wartości, jakie przekazywano kolejnym pokoleniom, oscylowały wokół idei głoszonych przez Czarnego Pana. Naturalnie Perseus powinien więc popierać agendę tego, który nazywał się Lordem Voldemortem; być może nie otwarcie, ojciec uczył go, aby nigdy nie mówić otwarcie o swych poglądach w dość spolaryzowanym społeczeństwie, ale przytakiwać głową przy kolejnej szklance whisky w zadymionych pubach, gdy temat rozmowy schodził na czystość krwi.
Nie protestował, kiedy Vespera się podniosła. Właściwie, to chciał wstać razem za nią, ale wtem znów opadła na kanapę, więc pozostał na swoim miejscu. Nawet nie przyszło mu do głowy, aby zapytać, czy wszystko w porządku. Zarówno myśli, jak i ciało miał zesztywniałe, jakby skostniałe z zimna, choć aura na zewnątrz zwiastowała rychłe nadejście lata. Nie wiedział, co powinien powiedzieć, ani jak się zachować. Dopiero co dowiedział się, że zostanie ojcem i pomimo niepewności dotyczącej tego, jak wypadnie w nowej roli, radował się tą wieścią. Teraz spadła na niego kolejna, druzgocąca, stawiająca wszystko na głowie.
Pozwolił się dotknąć, lecz sam jej nie objął. Nie potrafił, własne dłonie ciążyły mu, jakby były z ołowiu, zaś jej dotyk zdawał się go parzyć. Ilu ludzi pozbawiła życia tymi rękoma? A ile on pozbawił własnymi? Dwóch. Czy miał prawo ją osądzać? Milczał przez dłuższy moment, zastanawiając się nad tym, co powinien jej odpowiedzieć.
— To nie zmienia moich uczuć względem ciebie — wyznał szczerze — Ale boję się o ciebie, boję się o to, jak służba u tego… człowieka wpłynie na ciebie, na nas, na nasze dziecko. To nie jest klub, z którego możesz się wypisać, gdy przestanie odpowiadać ci towarzystwo, prawda? A jeśli on każe zrobić ci coś ryzykownego?
Coś, co zaszkodzi tobie i dziecku, chciał dodać, lecz nie zdobył się na to. Zamiast tego westchnął ciężko i zsunął głowę na jej ramię.
— Twój sekret jest ze mną bezpieczny. Nie chcę, żeby stała ci się krzywda.
Nie protestował, kiedy Vespera się podniosła. Właściwie, to chciał wstać razem za nią, ale wtem znów opadła na kanapę, więc pozostał na swoim miejscu. Nawet nie przyszło mu do głowy, aby zapytać, czy wszystko w porządku. Zarówno myśli, jak i ciało miał zesztywniałe, jakby skostniałe z zimna, choć aura na zewnątrz zwiastowała rychłe nadejście lata. Nie wiedział, co powinien powiedzieć, ani jak się zachować. Dopiero co dowiedział się, że zostanie ojcem i pomimo niepewności dotyczącej tego, jak wypadnie w nowej roli, radował się tą wieścią. Teraz spadła na niego kolejna, druzgocąca, stawiająca wszystko na głowie.
Pozwolił się dotknąć, lecz sam jej nie objął. Nie potrafił, własne dłonie ciążyły mu, jakby były z ołowiu, zaś jej dotyk zdawał się go parzyć. Ilu ludzi pozbawiła życia tymi rękoma? A ile on pozbawił własnymi? Dwóch. Czy miał prawo ją osądzać? Milczał przez dłuższy moment, zastanawiając się nad tym, co powinien jej odpowiedzieć.
— To nie zmienia moich uczuć względem ciebie — wyznał szczerze — Ale boję się o ciebie, boję się o to, jak służba u tego… człowieka wpłynie na ciebie, na nas, na nasze dziecko. To nie jest klub, z którego możesz się wypisać, gdy przestanie odpowiadać ci towarzystwo, prawda? A jeśli on każe zrobić ci coś ryzykownego?
Coś, co zaszkodzi tobie i dziecku, chciał dodać, lecz nie zdobył się na to. Zamiast tego westchnął ciężko i zsunął głowę na jej ramię.
— Twój sekret jest ze mną bezpieczny. Nie chcę, żeby stała ci się krzywda.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory