Przychodząc ze wszystkimi swoimi rozterkami do Laurenta, musiał zsunąć z twarzy kolejną ze swoich masek. Pozwalał sobie przy nim na większą swobodę i zarazem szczerość. Teraz miał ujawnić to, co ukrywał jeszcze głębiej w sobie i zmierzyć się z konsekwencjami swojej decyzji, które będą zależne od stosunku Laurenta do jego problemów. Pozostawał świadom ustawionych przez nich granic, starając nie mieszać w to wszystko tego, co było pomiędzy nimi w sypialni. Nie mógł tego brać za pewnik i liczyć na to, że to będzie miało wpływ na charakter rozmowy. Byłoby to złamanie obowiązujących zasad. Nie wszystkie istniały po to, aby je łamać. Wiele z nich można było nagiąć dla własnych potrzeb bez zaburzenia równowagi. Przyjęcie pozy osoby niezbyt empatycznej potrafiło być całkiem skuteczną tarczą.
Bycie w rozsypce skutecznie oddawało jego stan. Utrzymanie swojego fasonu i zachowywanie wszystkiego dla siebie wymagało od niego sporego nakładu sił. Nie mógł pozwolić na to aby odarto go z prywatności, stając się obiektem plotek i spekulacji na swój temat. Pogorszyłoby to sprawę. Fasada idealnego życia skrywała wiele rys; jak chociażby skomplikowaną relację z ojcem, który w początkach jego kariery, przelewał na niego swoje niespełnione ambicje, narzucał mu swoją pogoń za sportowymi sukcesami i nie tolerował porażek na tym polu oraz wyciskał z niego siódme poty podczas treningów. Był to etap, kiedy był skłonny rzucić karierę nim ta nabrała rozpędu.
W jego odczuciu to wszystko, przez co teraz przechodził, było kolejną rysą albo nawet dziurą, która zdawała powiększać się z każdym dniem. Wolałby tego wszystkiego nie doświadczyć. Wolałby przyjść tutaj bliżej wieczora, sprowadzając to spotkanie do seksu w ramach ich układu zamiast do seansu tortur zwanych zwierzeniami. Nawet za przyzwoleniem ze strony Laurenta czy postawieniem go przed faktem dokonanym, kiedy postanowił się uzurpować prawo do jego czasu w środku pracy. Laurent całkiem słusznie założył to, że coś się stało.
Z całego serca życzył sobie, aby cała ta sytuacja nie miała miejsca i żeby nie musiałby poruszyć tego niewygodnego tematu. Niewykluczone, że po raz pierwszy pożałowałby tego, że postanowił podjąć z nim taką rozmowę... gdyby miał wgląd w myśli swojego rozmówcy. Te w jakimś stopniu zdradzała mimika ciała siedzącego na przeciwko niego blondyna: napięta sylwetka, która dopiero po chwili uległa rozluźnieniu. Nawet po wysłuchaniu jego problemów, Laurent mógł jeszcze zmienić zdanie i uciec się do koła ratunkowego w postaci powołania do istnienia kolejnej granicy pomiędzy nimi. Wtedy po raz pierwszy dałby mu doskonały powód do zachowywania się jako ostatni buc.
Przyzwolił na ten miły gest ze strony tego mężczyzny, który uśmiechał się do niego tak serdecznie, tak ciepło i to pomagało... przez chwilę. Nie pozostawiało wątpliwości, że te wszystkie pokrzepiające słowa, które padły z ust jego przyjaciela, były skierowane wyłącznie do niego. Zamiast przynieść mu pocieszenie w chwili niedoli, pogłębiły doświadczany przez niego dysonans. Było to związane z tym, że padły z ust kogoś, kto zdawał się znać go lepiej od innych. Pojawiło się więcej wątpliwości powiązanych z być może błędnym przeświadczeniem o nieuchwyceniu sedna sprawy. Nieprawdopodobne.
Bo ile ten mężczyzna mógł mieć rację i po przemyśleniu może przyjąć te wszystkie szczere rady, tak teraz Laurent zdawał nie uwzględnić wielu innych mianowników. O wiele prościej było znaleźć kobietę na jedną noc, niż na całe życie. Loretta nie była taką kobietą. Przed laty to ona zaangażowała się w ich romans, zaczynając czuć do niego więcej. To sprawiło, że wycofał się z tego związku, zanim zaczął się na dobre.
Drugim mianownikiem było to, że stworzenie związku z taką kobietą wymagało podejmowania prób zachowania wierności. Ta nie stanowiła jego mocnej strony i gdyby dopuściłby się zdrady z drugą kobietą to wiązałoby się to z kłopotami w raju. Z piekłem, gdyby wziąć pod uwagę to, że nie podobały mu się tylko kobiety, ale i mężczyźni. Wszelkie problemy nie uskrzydlały, tylko przyciskały do ziemi. Związki wymagały zaangażowania i składania ciągłych deklaracji. Zacierały się granice między dwoma ludźmi. Wiedział, jak żyli jego rodzice i jak wyglądało małżeństwo jego starszego brata.
— Nie nie mogę uwierzyć w to, co słyszę z Twoich ust. Mówisz tak, jakbyś mnie nie znał. Wierzę, że starasz się robić to wszystko w dobrej wierze i chcesz mi pomóc z tym wszystkim... ale wolałbym aby było po staremu, jak przed tym sabatem — Nieśpiesznie cofnął dłoń, wymykając się dotykowi kochanka i splatając ramiona na klatce piersiowej, ze zmarszczonym czołem. Brzmiał na odrobinę rozeźlonego przez to, że niekoniecznie mu się to podobało. Nie był jednak zły na samego Laurenta, którzy nie mówił tego w złej wierze.
Przemyślenie mu tego wszystkiego zajmie sporo czasu, ale w tym momencie to wszystko wydawało mu się doskonałym sposobem na unieszczęśliwienie się poprzez zamknięcie się na własne życzenie w okowach związku z jedną osobą bez możliwości ucieczki jeśli jego oczekiwania nie zostaną spełnione, jeśli będzie to ograniczać jego wolność i pojawią się problemy. Nie podobało mu się to, że tracił coraz bardziej kontrolę nad swoim życiem. Wszystko to, do czego zachęcał go Laurent, było niczym skok na głęboką wodę. Umiejętność pływania nie gwarantowała wypłynięcia na powierzchnię.
— Przemyślę to wszystko — Wymruczał spod nieznacznie przygryzionej wargi. W samotności będzie musiał spojrzeć na wszystko, na czym zbudował swój świat i może naprawdę uda mu się wprowadzić zmiany na podstawie nowych doświadczeń i przekazanych mu rad przez siedzącego naprzeciwko niego blondyna, który okazywał mu swoje wsparcie. Nie był aż takim bucem, aby tego nie doceniać.