03.09.2023, 12:03 ✶
Nie miał pojęcia, jak bliskie relacje łączyły jego siostrę ze stojącą przed nim jasnowłosą zjawą, jak określał w myślach Cynthię ze względu na jej eteryczną aparycję. Wiedział jedynie, że obie kobiety ze sobą współpracują w szczególny sposób, ale do głowy by mu nie przyszło, że ich stosunki przekraczały ramy chłodnej zawodowej uprzejmości, albo, że pojawiły się w nich odczucia, jakich podwładny nie powinien odczuwać względem swojego przełożonego. W gruncie rzeczy, gdyby dowiedział się, że Lycoris jest dla kogoś czymś w rodzaju matczynej figury, najpierw roześmiałby się szczerze i serdecznie, sądząc, że to jakiś żart, później jego twarz ściągnęłoby zaskoczenie, by na koniec musiał koniecznie napić się najmocniejszego trunku, jaki oferował najbliższy pub, aby jakoś przetrawić tę informację. Lycoris jako mentorka! Po młodszej siostrze spodziewałby się prędzej, że zostałaby czyimś boginem (musiał szczerze przyznać, że niekiedy niewiele brakowało, aby została jego, ale w ostatecznym rachunku wizja choroby i nieodwracalnego kalectwa przerażała go jednak bardziej, niż śmierć ze wstydu pod ciężarem jej przenikliwego spojrzenia). Chyba, że właśnie w tym mentorowałaby pannie Flint...?
A może był o nią zwyczajnie zazdrosny? Kochał ją przecież, najbardziej na świecie, odkrywał przed nią fragmenty swej duszy, o których istnieniu przez lata nawet nie miał pojęcia, znała wszystkie jego grzechy i służyła wsparciem, gdy zdawało mu się, że świat walił mu się na głowę i drżał - z osobliwej mieszanki gniewu i lęku, niczym ranne zwierzę zapędzone przez myśliwego w ślepy zaułek - na myśl, że mógłby ją stracić.
Z wdzięcznością pomyślał o tym, że zaraz opuści sterylną biel prosektorium i nie będzie musiał dłużej przypominać sobie koszmaru własnego afektu. Czuł się niejako upokorzony swoimi słabościami - lekarz, który boi się zwłok! - jednakże o pewnych rzeczach nie dało się od tak zapomnieć, czaiły się w kątach psyche, by wypełznąć w najmniej odpowiednim momencie. Tych demonów nie dało się utopić, bo wiedziały jak pływać, czy jakoś tak. Być może ukojenie mogłoby przynieść mu zaklęcie usuwające pamięć, lecz jedyną osobą, która mogłaby je rzucić, była Lycoris, a tego jej zrobić nie mógł, nie mógł zrzucić na nią ciężaru pamięci za jego własne grzechy. Poza tym, niepamięć uczyniłaby go nieostrożnym, a na to pozwolić sobie nie mógł. Zbyt wiele błędów popełnił pod wpływem swej lekkomyślności, butnego przekonania o tym, że jest nietykalny, nieśmiertelny i wolny od wszelkich konsekwencji swoich czynów.
— Dawno nie piłem białej herbaty — przyznał wreszcie, niejako zdumiony faktem, że od miesięcy nie siedział w kawiarni i nie wpatrywał się przez okno w ludzi przemykających ulicami Londynu. Tak po prostu, bez większego celu. Ostatnio skupiał się na pracy, pracy, jeszcze więcej pracy, sprawie Simone - przeklętej Simone! - i farsy, którą nazywał swoim małżeństwem. Ale teraz już koniec, już po wszystkim, już może odpocząć i usiąść w pachnącym parzonymi ziołami lokalu.
— Uważam, że kawa jest napojem dla ciała, by postawić je na nogi. Za to herbata to napój dla duszy, rozgrzewa lub koi zmysły w zależności od tego, z czego jest zaparzona. Och, czy to ma w ogóle sens? — uśmiechnął się, podążając za kobietą znanymi mu (choć, należy przyznać, że wolałby, aby tak nie było) korytarzami Ministerstwa.
A może był o nią zwyczajnie zazdrosny? Kochał ją przecież, najbardziej na świecie, odkrywał przed nią fragmenty swej duszy, o których istnieniu przez lata nawet nie miał pojęcia, znała wszystkie jego grzechy i służyła wsparciem, gdy zdawało mu się, że świat walił mu się na głowę i drżał - z osobliwej mieszanki gniewu i lęku, niczym ranne zwierzę zapędzone przez myśliwego w ślepy zaułek - na myśl, że mógłby ją stracić.
Z wdzięcznością pomyślał o tym, że zaraz opuści sterylną biel prosektorium i nie będzie musiał dłużej przypominać sobie koszmaru własnego afektu. Czuł się niejako upokorzony swoimi słabościami - lekarz, który boi się zwłok! - jednakże o pewnych rzeczach nie dało się od tak zapomnieć, czaiły się w kątach psyche, by wypełznąć w najmniej odpowiednim momencie. Tych demonów nie dało się utopić, bo wiedziały jak pływać, czy jakoś tak. Być może ukojenie mogłoby przynieść mu zaklęcie usuwające pamięć, lecz jedyną osobą, która mogłaby je rzucić, była Lycoris, a tego jej zrobić nie mógł, nie mógł zrzucić na nią ciężaru pamięci za jego własne grzechy. Poza tym, niepamięć uczyniłaby go nieostrożnym, a na to pozwolić sobie nie mógł. Zbyt wiele błędów popełnił pod wpływem swej lekkomyślności, butnego przekonania o tym, że jest nietykalny, nieśmiertelny i wolny od wszelkich konsekwencji swoich czynów.
— Dawno nie piłem białej herbaty — przyznał wreszcie, niejako zdumiony faktem, że od miesięcy nie siedział w kawiarni i nie wpatrywał się przez okno w ludzi przemykających ulicami Londynu. Tak po prostu, bez większego celu. Ostatnio skupiał się na pracy, pracy, jeszcze więcej pracy, sprawie Simone - przeklętej Simone! - i farsy, którą nazywał swoim małżeństwem. Ale teraz już koniec, już po wszystkim, już może odpocząć i usiąść w pachnącym parzonymi ziołami lokalu.
— Uważam, że kawa jest napojem dla ciała, by postawić je na nogi. Za to herbata to napój dla duszy, rozgrzewa lub koi zmysły w zależności od tego, z czego jest zaparzona. Och, czy to ma w ogóle sens? — uśmiechnął się, podążając za kobietą znanymi mu (choć, należy przyznać, że wolałby, aby tak nie było) korytarzami Ministerstwa.
Koniec sesji
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory