Trudniej było „przedawkować” miód niż worek cukru – był też zdrowy, o ile nie przesadzało się w podgrzewaniu go. Słodycz była w życiu potrzebna, a jeśli obecność bliskich, drogich sercu Laurenta osób tę słodycz w niego w jakiś sposób wlewała – tym lepiej.
Te małe gesty wiele dla niej znaczyły, naprawdę. Ta ułuda normalności, tego, że przecież wcale nic się nie zmieniło. Na początku można było jeszcze sobie wkręcać, ze to zmęczenie, długotrwałe wystawienie na naprawdę okropne warunki atmosferyczne. Przeleżenie nieprzytomnym w nocy z okropną wichurą, wiszenie wręcz na drzewie przez kilka godzin… Ale po miesiącu chyba już nikt się nie łudził, że to sobie tak po prostu minie. Victoria czuła to wewnątrz siebie od początku, ale bliscy nie chcieli jej słuchać. Przesadza, na pewno. Nic się nie stało, przejdzie, potrzebuje tylko trochę czasu… Czasami miała ochotę się po prostu rozpłakać. Laurent nie wiedział nawet jak bliska tego była na co dzień. Taka normalność ją… Podbudowywała. To, że miała stały kontakt z Saurielem w zasadzie też – bo jemu jej chłód zupełnie nie przeszkadzał.
- Dziękuję – to był bardzo miły komplement, nawet w takiej zwyczajnej zupełnie sytuacji jak ta. Mieli co prawda koniec wiosny, ale jak już zostało wspomniane, Victorii to już było wszystko jedno czy jest lato czy zima. - Wiem – uśmiechnęła się do niego jeszcze i puściła do niego oko, bo wiedziała, że lubi, kiedy się tak ubierała. Po części dzisiaj zrobiła to też dla niego. - Migotku – zwróciła się do jednookiego skrzata, kiedy już się odwracał, by pójść do kuchni. - Strzałka prosiła, żebym posłała ci pozdrowienia, jeśli cię zobaczę.
Zimno, aura jaką ono roztaczało… Wiedziała, że jarczuk akurat to wyczuje. Zwierzęta były bardzo wrażliwe na takie zmiany, a jarczuki to już w ogóle… Dlatego najpierw mu tę dłoń podsunęła pod nos, bo nie wiedziała jak mógłby zareagować nie przygotowany na tak zimny dotyk, jak jej. Pomagało na pewno to, że nie miała żadnych złych intencji.
Ucieszyła się w zasadzie, że ten pierścionek wystarczy, bo po inne rzeczy musiałaby pewnie pytać i prosić o nie swoją matkę, a wolała tego zwyczajnie nie robić. Widok „przemeblowanego” salonu zaskoczył ją tylko w pierwszej chwili. Zaś do wielkości tego domu już się przyzwyczaiła i dziwić się przestała. Potrafiła to zrozumieć. Na przykład dlatego nie przeprowadziła się z rodzinnego domu gdzieś indziej, bo nie chciała być tam całkowicie sama, w pustej przestrzeni. I mieszkanie w Londynie jakie kupiła w razie W (przez wielkie W…) też nie było nie wiadomo jak wielkie. Jej rodzina co prawda rodzinę jej planowała… ale w tym wypadku to miało być tylko plus jeden, a nie plus jeden i znaki zapytania – w końcu dzieci z tego być nie mogło. Co najwyżej koty. Wmawiała sobie, że tych dzieci wcale by nie chciała, bo załamałaby się i rozkleiła chyba jeszcze mocniej.
- Zobaczymy… - naprawdę miała bardzo wielkie wątpliwości co do tego, co w Limbo się stało. Bardzo się obawiała, ze w jakiś sposób, odwracając cykl, wchłonęła ją jakoś i wszystko się zmieszało. - Jako obserwator się liczy? – nie miała zbytniego doświadczenia w czymś takim. Zresztą nie wiedziała czy to w ogóle cokolwiek da, biorąc pod uwagę wszystkie szczegóły, które narosły wokół sprawy. Victoria wydobyła z torebki zawinięty w materiałową chustkę pierścionek, który położyła we wskazane miejsce, a tymczasowo torebkę odłożyła na kanapę, by nie walała się po podłodze. Te wszystkie świece i kadziła robiły naprawdę niezłą atmosferę. - W porządku – widziała jego minę, że był przerażony. Naprawdę… Wszystko co dzisiaj robił – to naprawdę ogromnie wiele dla niej znaczyło i wiedziała, że będzie musiała się mu jakoś odwdzięczyć. Może by tego nie wymagał, ale po prostu chciałaby mu to jakoś wynagrodzić, bo poświęcał się dla niej bardzo. Pokiwała do niego głową na znak, że zrozumiała.
- Laurent? – zagaiła go jeszcze. - Dziękuję. I nie bój się, proszę. Jakby stało się coś naprawdę dziwacznego i zupełnie nieznanego, to nie dam cię skrzywdzić – nigdy by na to nie pozwoliła. - Chcesz to zrobić teraz, czy po herbacie? – dawała mu zresztą czas na to, by mógł się rozmyślić… Albo żeby się tak nie spinał. Ostatecznie pewnie po prostu lepiej zrobić to teraz, im szybciej zaczną, tym szybciej się to skończy.