Po prostu już się nastrajała na lato. Miała nadzieję, taką cichą i irracjonalną, że słońce rozgoni mrok jej życia, że kiedy dni będą dłuższe, to ona też dostrzeże te wszystkie pozytywne rzeczy. Bez znaczenia było, czy słońce świeciło czy nie, czy bryza znad morza wiała czy nie – w tym znaczeniu, że jej nie robiło się cieplej czy chłodniej. Ciągle było jej dokładnie tam samo zimno. A skoro nie ma różnicy… To po co zawracać sobie głowę?
- Oczywiście. Jestem pewna, ze Strzałce będzie bardzo miło – skrzaty… też miały jakieś tam swoje społeczności. Też potrzebowały kontaktu z innymi, nie tylko ze swoimi właścicielami, dla których nieraz niewolniczo pracowały. Strzałka też wcale nie była źle w domu traktowana. Victoria nigdy na nią nie krzyczała, wręcz ostrzegała ją, by nie robiła sobie krzywdy z różnego powodu. Jej matka i ojciec… No z tym bywało już różnie. Ale Victoria zastanawiała się, czy nie mogłaby ich poprosić, by podarowali jej Strzałkę w prezencie ślubnym. W końcu to nie był jedyny skrzat w domu, po prostu z nią była najbardziej zżyta.
- No tak piąte przez dziesiąte. Potem z ciekawości sama sobie doczytałam – oczywiście, że musiała to zrobić. Chyba by pękła z tej dawki niewiedzy. - Ale wytłumacz mi. Lubię jak mówisz – to akurat była prawda, bo lubiła go słuchać. Gdyby nie lubiła, to by ta znajomość nie wyglądała tak jak teraz, po prostu by się urwała, bo już nic by ich nie łączyło. A poza tym, to chciała, by się trochę rozluźnił, bo widziała to ciągłe napięcie w jego posturze i na twarzy, miała nadzieję, że jeden komplement tu, drugie miłe słowo tam sprawią, że zrobi mu się chociaż trochę lepiej. Działało? Oby. Tak czy siak cały proces jej opowiedział, przypominając kilka rzeczy i uwypuklając inne. Herbatę od Migotka przyjęła z uśmiechem, wzięła nawet łyka przy nim, by powiedzieć małemu skrzatowi, że herbata jest - Przepyszna, jak zawsze – ale po chwili odłożyła ją na stolik, żeby nie przeszkadzała w całym procesie. - Nie, dziękuję teraz za starania. Za to, że w ogóle ci się chce i próbujesz. Później najwyżej podziękuję drugi raz – przecież korona jej z głowy nie spadnie a była mu naprawdę, naprawdę wdzięczna. Przecież widziała jak bardzo wychodził z własnej strefy komfortu i to dla niej, a wcale go o to nie prosiła. Lubiła go w tych okularach, uważała, że było mu z nimi naprawdę do twarzy. Victoria jednak nie poświęciła temu więcej myśli bo też usiadła na drugiej przygotowanej dla niej poduszce, w podobny sposób co on. Obok siebie położyła różdżkę, żeby nie musiała jej szukać, gdyby stało się coś, czego żadne z nich nie przewidziało.
Siedziała w bezruchu, wpatrując się w Laurenta. W zmiany na jego twarzy, napięcie – rzadko go takim widziała. Przez dłuższy czas nie działo się nic, więc Victoria sięgnęła po różdżkę, by przywołać do siebie bezgłośnie filiżankę herbaty, jaką zostawiła na stoliku. Starała się nie wydawać nadmiernych dźwięków, by Laurenta nie rozproszyć – bo nie wiedziała jak to do końca teraz działa. Co słyszy, czego nie.