Nie było prawie jak w domu, bo Limbo to była karykatura znanego im świata. Niby taki sam, a jednak zupełnie inny. Bajeczny z jednej strony i straszny, nieprzyjazny z drugiej. Miejsce, gdzie mieszkają dusze zmarłych, nie żywi. Ale do jakiego świata należała Victoria? Żywych czy umarłych? Chciała wierzyć, że jednak żywych. Że znalazła się tam przez przypadek, bo przecież nie była świadoma tego, że wielki ogień rytualny jest przejściem do innego świata. Chciała wiedzieć, że żywych, bo to w nim żyłam, w nim się obudziła, a Limbo było tylko… krótkim epizodem. Ostatecznie bardzo, bardzo bolesnym.
Odłożyła filiżankę, kiedy Laurent nagle, bez ostrzeżenia, naprężył się jak struna i tak nagle nabrał tchu. Victoria miała wrażenie, że coś zaczęło się dziać, więc w napięciu obserwowała Prewetta; miała szczerą nadzieje, że wszystko będzie dobrze. Płomienie świec migotały delikatnie, jak w pomieszczeniu, w którym nie ma właśnie przepływu powietrza, a dym z kadzideł ulatywał miarowo w jedną stronę. I wtedy Laurent nagle się odezwał. A po pytaniu – wyglądało na to, że do ducha. Że udało mu się kogoś złapać.
Za chwilę odpowiedział jej imieniem i nazwiskiem i kolejne pytanie. Victoria już wiedziała, że sobie nie zmyśla, bo nigdy nie było okazji by mówić mu o tym jak dokładnie nazywała się jej babcia i kim była, kiedy żyła. Z czego być może była dumna. Elisabeth Parkinson Crouch – zgadzało się. To po niej Victoria nosiła swoje drugie imię. Pokiwała do Laurenta głową, kiedy zobaczyła, że się na nią patrzy – bo tak, to była właściwa osoba. Przynajmniej ta część poszła… gładko. Nawet nie wiedziała jak bardzo się z tą „gładkością” myliła. Ale – skoro była tam… to znaczyło, że nie wzięła ją ze sobą. Czy może zabrała jej jakąś część? A może był z nią, w jej głowie, ktoś zupełnie inny…?
Laurent ponaglił ją, ale w obliczu własnych myśli musiała zweryfikować kilka rzeczy. To nie będzie więc bardzo przyjacielska pogawędka z dawno zmarłą babcią.
- Przedmiot. Czy kiedyś na Nokturnie zamówiłaś przedmiot? Bardzo ważny, trzymałaś go w szufladzie w domu? Do czego służył? – powiedziała szybko, zastanawiając się o jakie inne rzeczy powinna zapytać. Musiała zweryfikować kilka faktów. To, jak zwrócił się do niej Laurent brzmiało tak, jakby nie mieli zbyt wiele czasu. - Kim był Edwin? – o ile kimkolwiek kogo znała, o ile to wspomnienia Elisabeth widziała w głowie. - Czy byłaś wampirem? Jeśli tak to jakim cudem umarłaś ze starości? – to była wątpliwość, jaką miała wraz z Saurielem po tym, gdy i on doświadczył tego wspomnienia. To co tam zobaczyli… Rozumiało się samo przez się. To zresztą było ostatnie wspomnienie jakie ją nawiedziło. Nie rozumiała zasady jaka tym rządzi, od dwóch tygodni miała spokój. Tylko nie spokój ducha. Bo czuła, że to była tylko cisza przed burzą, która miała uśpić jej czujność.