Avelina często jadała mugolskie jedzenie, czasami babcia próbowała ją uczyć gotować, ale potrafiła tylko proste dania. Lubiła więc pojawiać się w restauracjach mugolskich, aby próbować smaków jej dzieciństwa, ale wybierała te tańsze, bardziej przystępne dla niej restauracje, gdyż większość swojej wypłaty wydawała na składniki do eliksirów.
Peszył ją, okropnie ją peszył i to ją denerwowało, bo nie chciała, aby miał nad nią władzę, żeby robił z nią co tylko chciał. Potrzebowała alkoholu, aby dodać sobie odwagi, aby otumanić zgubne myśli, aby siedzieć i być tu i teraz, a nie tam daleko, koło jego żony, która na niego czekała otoczona gromadką dzieci, czekająca, aż jej bezwstydny mąż wróci ze spotkania z nią. Z czarodziejką półkrwi, córką szlamy. Tym była dla jego rodziny, zdawała sobie sprawę, wiedziała, że Rookwoodowie nie przepadali za takimi jak ona, że nigdy nie byłaby mile widzianym gościem w ich domu. Wkurzała ją ta niesprawiedliwość, którą wykazywali się dorośli ludzi, że miało to dla nich jakiekolwiek znaczenie, gdzie tak naprawdę nie zmieniało nic, bo magia musiała się kiedyś gdzieś pojawić, nie mogła istnieć tak o bez powodu, prawda? Nie był to moment na tego typu wywody. O tym rozmawiała nieraz z Danielle i chyba tak powinno być. Nie powinna pakować w myśli Augustusa zagadnienia o niesprawiedliwości życia, bo zdawał sobie sprawę z tego bardziej niż ona. Dla niej nie miało znaczenia jakiej krwi był on, ale dla niego powinien mieć znaczenie jej status.
Avelina pochodziła z innego otoczenia, jej dziadkowie byli razem bo się kochali, jej rodzice byli razem, bo się kochali, ona też chciała być z kimś z miłości, ale jej miłość miała żonę i dzieci. Jej miłość była z innego świata, w którym nie było dla niej miejsca. W jej życiu nie było miejsca na zdradę, ale jednocześnie wiedziała, że odpowiedzialność za to ponosi Augustus – ona nikogo nie zdradzała, nikogo nie raniła, nie robiła żadnych problemów. Wiedziała jednak, że moralność Rookwooda była na innym poziomie, wiedziała, że on nie przejmie się tym, więc to ona musiała być jego sumieniem i rozsądkiem. Od zawsze starała się przemawiać do jego logiki, ale on był na tyle uparty, on chciał na tyle mocno posiadać i mieć wszystko, że nigdy tego nie słuchał. Wiedziała, że zaraz powie jej coś, co sprawi, że nie będzie mogła mu odmówić, że nie będzie w stanie go porzucić. W szkole było łatwiej, bo ona była zamykana na dziesięć miesięcy w szkole jeszcze przez trzy lata, gdy on siedział poza murami zamku i nie mógł się do niej zbliżyć, więc tam było łatwiej. Teraz wiedział, gdzie ona pracuje, gdzie mieszka i będzie mu łatwiej ją nachodzić, sprawdzać, co u niej, dręczyć i zabiegać o jej uwagę.
Chciała się odsunąć, chciała oprzeć się o oparcie, aby nie zbliżał się do niej, aby jej nie kusił, ale nie mogła, nie potrafiła się wycofać, zamiast tego drżącą dłonią, niepewnie uchwyciła jego ciepłe palce. Jego skóra była przyjemna, taka pociągająca, chciałaby trzymać tą rękę wieczność, a wtedy on wspomniał o tym słowie, którego nie chciała dzisiaj słyszeć, wolałaby, aby jej to powiedział na koniec, na pożegnanie, a nie teraz. Chciała zabrać dłoń, ale jego uścisk skutecznie ją w tym powstrzymał. Jeszcze bardziej zagryzła wargę czując jak jego słowa ją bolą, bo cholernie chciała, aby była to randka, ubrała się tak ładnie, przygotowała tak starannie, ale dlaczego ją to tak cholernie bolało, dlaczego zapadała się w otchłań, dlaczego to ją tak potwornie bolało? Czuła jak woda wlewa się do jej płuc i odbiera możliwość oddychania, jak pochłania ją woda otulając w swoich chłodnych i bolesnych ramionach, patrzyła na niego nie wiedząc jak zareagować. Zawsze chciała usłyszeć takie słowa od mężczyzny, zawsze chciała, aby był to właśnie on, ale nie chciała, aby robił to teraz, aby wkładał w nią tak dużo emocji, aby niszczył jej poczucie stabilności. Należało jej się jednak coś od życia, chciała go zawsze mieć dla siebie, ale rozsądek jej nigdy na to nie pozwalał. Chciała, aby te sny sprzed lat stały się prawdą.
– Nie mów tak – szepnęła patrząc mu w oczy, głęboko, patrząc w jego duszę i widziała tam siebie i jego. Chcieli być razem, szczęśliwi. – Dobrze wiesz, że to nie może być randka, dobrze wiesz, że nie mamy szans. Tak, chciałabym, aby to spotkanie było czymś więcej, tak chciałabym, aby to była randka, ale oboje będziemy się oszukiwać, a obrączka na twoim palcu jest tego dowodem, Augustus – szepnęła i pochyliła się do niego, aby słyszał ją lepiej, aby mogła poczuć jego odurzający zapach. Jej wzrok powędrował do wyjścia. To niby było takie proste, podnieść się i wyjść. Stracić to wszystko na zawsze, już nigdy go nie spotkać, ale nie chciała już cierpieć, nie chciała czuć tego bólu w piersi. Wróciła do niego spojrzeniem. – I nie chce, aby było to ostatnie spotkanie, nie chce, aby ten wieczór skończył się za szybko, jesteś dla mnie ważny, cholernie chciałabym… być blisko ciebie, chciałabym, abyś mnie przytulił i żebyś był mój, ale nie jesteś, nie możesz być. Nie psujmy tego, postarajmy się chociaż stworzyć przyjaźń, proszę. Nie zniosę kolejnego pożegnania – dodała patrząc na niego z bólem wymalowanym na twarzy.