Nigdy świadomie nie zgodzi się na jego warunki, zawsze będzie walczyć, bo Avelina Paxton była cichym wojownikiem, człowiekiem burzącym swoje szczęście. Nie mogła mu pozwolić na to, aby niszczył swoją reputację przez emocje. Wiedziała, że bardzo starał się stanąć na wysokości oczekiwań swojego ojca, doskonale zdawała sobie sprawę jak go to niszczyło w szkole, więc nie mogła mu pozwolić na to, aby te lata starań, walki o swoją pozycję zaprzepaścił romansem z nią. Musieli być mądrzy, rozsądni i dorośli. Kolejnym dowodem na to, że nie mieli szans była randka w mugolskiej restauracji, a nie w jakiejś na czarodziejskiej ulicy. Nie mogła uwierzyć w to, że on aż tak bardzo się łudził, że mógłby z nią być, że mogliby być szczęśliwi. Był pieprzonym egoistą. Czego mogła się po nim spodziewać? Nigdy jej nie zadeklaruje, że zostawi swoją żonę, nigdy by mu na to nie pozwoliła. Nie pozwoliłaby mu porzucić swoich dzieci i kobiety, którą wziął pod swoje skrzydła jako mężczyzna i głowa rodziny. Musiał dorosnąć, a Avelina da mu w tej kwestii porządną lekcję – o ile będzie miała tyle siły.
Słuchała go czując w sercu żal, że musiał to w ten sposób czuć, że myślał o niej będąc z inną kobietą. To nie będzie nagroda, ani pokrzepienie na jej roztrzaskujące się na kawałeczki serce. To była najgorsza rzecz jaką mogła w swoim życiu usłyszeć. Zabrała od niego dłonie, oparła się o oparcie krzesła i milczała, myślała, analizowała. Robiła to, co potrafiła najlepiej. Jej wzrok spoczął na zbliżającym się kelnerze, który wyczuł napięcie między nimi. Paxton nie uśmiechała się tak jak na początku, gdy odbierał zamówienie. Uśmiechnął się do nich delikatnie i postawił przed nimi trunek plus przekąski informując, że dania główne zostaną podane za parę minut. Avelina podziękowała, skinęła głową z delikatnym uśmiechem, a potem wróciła spojrzeniem do Augustusa. Nie, jeszcze się nie odezwała. Potrzebowała przetrawić te myśli. Powinien się wstydzić, powinien czuć się podle, a ona mu powinna to powiedzieć. Zamiast tego milczała wpatrując się w lampkę z winem. Upiła z niej łyczek zamykając na chwilę oczy.
Tak, chciałaby być obok niego, przytulić się do jego ramienia, zachichotać jak zakochana nastolatka, a zamiast tego czuła ból w piersi, pustkę, która pożerała ją niczym czarna dziura. Dlaczego zrzucił na nią odpowiedzialność za takie uczucia? Dlaczego jej to powiedział? Czemu nie mógł po prostu powiedzieć, że nie kocha żony, że ma ochotę skoczyć w bok z nią, bo jest seksowna? Byłoby łatwiej. Wolałaby, aby ją okłamał, aby był pieprzonym dupkiem, a zamiast tego było jej go żal i jego żony również.
Wiedziała, że musiała się odezwać, ale miała ten minus w swojej egzystencji, że czasami zapominała, że potrafi mówić. Może w poprzednim wcieleniu była niemową? Czuła się tak, że jej usta nie potrafiły z siebie wydobyć dźwięku, że nie potrafiła liter złożyć w słowa, aby potem powstały zdania.
– Egoista – powiedziała w końcu podnosząc na niego wzrok – pieprzony egoista, cholera jasna – upiła kolejny łyk wina jakby miało złagodzić ból w piersi. Dlaczego jej to zrobił? Miała ochotę zabrać go do swojego domu i zrobić jeszcze większy błąd w ich życiu, ale nie mogła. Nie teraz, to byłoby za szybko. Ściągnęła brwi patrząc na niego, wbijając w niego wzrok niczym igły podczas wymyślnych tortur. – Hipotetycznie, pozwolę wejść ci do mojego serca, pozwolę ci je złapać w swoje dłonie, przygarnąć, pozwolę ci o nie zadbać, rozbudzić to, co czujesz do mnie, a potem tak po prostu odwrócisz się i bez wyrzutów sumienia wrócisz do swojej żony? – zapytała czując jak głos jej drży, jak bolą ją jej własne słowa. – Proszę, nie wmawiaj mi, że to się uda. Nie myśl o tej kolacji jak o randce, nie możemy rozumiesz? Nie łam mnie, Rook… Augustus. – Zakończyła w końcu znowu upijając trochę wina.