26.08.2023, 17:19 ✶
Jej dotyk koił, ale sprawiał też, że robiło mi się tak żałośnie mokro. Zamrugałem intensywnie kilka razy, aby odrzucić te głupie emocje. Przeklinałem je. Nie znosiłem ich. Pragnąłem być skałą, niewzruszoną jak Ojciec. Żyłoby mi się zdecydowanie lepiej, ale niestety... Moje życie było żartem, który wielkimi literami wyśmiewał moje imię. AUGUSTUS.
Odetchnąłem i wolną dłonią uniosłem kieliszek w niemym toaście. Nie wiem, za co zamierzałem pić. Oficjalnie - za spotkanie; nieoficjalnie - za głupka Rookwooda. Napiłem się. Marzyłem by to była trucizna, gdyż właśnie patrzyłem jej w oczy. Nie chciałem czytać emocji malujących się w nich, nie chciałem ich przeżywać wraz z nią. Byłem żałosny, byłem głupkiem i egoistą.
- Nie chcę byś cokolwiek poświęcała - odparłem cicho na jej słowa. Nie rozumiałem w tej chwili uczuć, które nią miotały. Miałem wrażenie, że czuła to samo, że chciała tonąć w naszych uczuciach, ramionach, sercach, ale... Ja nie czułem by to było poświęcenie, bym coś tracił by być dla niej, ale może byłem dalej głupcem? Może nie poukładałem sobie tego dostatecznie bardzo? Może miała rację? Bo miałem obowiązki. Nie mogłem wybierać między nią a Ojcem ani jego sprawami, więc zacisnąłem wargi i ponownie zamrugałem, bo było jakoś tak ciężko. Powietrze zrobiło się duszne i gęste. I pewnie ponownie bym spadał w przepaść, wspominając jej ulotny dotyk, dotyk jej warg na mojej dłoni, ale...
Uratowały mnie jej słowa. Upiłem kolejny łyk wina, właściwie wychyliłem do końca lampkę. Zamierzałem dolać kolejną, kiedy Avelina dokończy własną.
Cieszyłem się, że już było z nią lepiej. Wiedziałem, że było z nią lepiej. Danielle zdjęła klątwę, ale musiałem zapytać by zmienić temat, by odciągnąć myśli od tych bolesnych, destrukcyjnych. Już tęskniłem za momentem, za tym uczuciem... Takim ulotnym, że nie byłem pewien, czy było naprawdę, czy istniało tylko w moim wyobrażeniach. Spokój, ulga, bezpieczeństwo.
Wyprostowałem się zaskoczony, że zapytała o moje dzieci. Nie byłem pewien, czy odpowiadać, czy zbyć to pytanie. Nie chciałem przysparzać jej dodatkowych ciosów w serce, nie chciałem jej ranić dodatkowo, ale wydawała się być prawdziwie zainteresowana, ciekawa. Może to też była przypadkowa zmiana tematu? Pierwsze co jej wpadło na wargi? Kłamcą nie była, a przynajmniej w czasach nauki w Hogwarcie nie była, więc nie sądziłem by udawała zainteresowanie. Nie byłą jedną z nas.
- Trochę jeszcze poczekają na naukę w Hogwarcie... Najstarszy syn, Ramses, ma dopiero siedem lat. Lata wszędzie z minimiotłą. Myślę, że za jakieś dwanaście, piętnaście lat będzie Rookwood wśród Mistrzów Świata Quidditcha - przyznałem, śmiejąc się nawet na to wspomnienie i inne z tym związane. - Stłukł ostatnio dosyć stary wazon, ale udało się go naprawić. Bywa nieznośnie uparty i zadaje dużo, bardzo dużo pytań.
- Ostatnio zapytał mnie, dlaczego nie można robić czegoś, jeśli to jest złe… Bądź tu mądrym i odpowiedz dziecku - odparłem zakłopotany, ale zadowolony. Co jak co, ale kochałem dzieci. Może nie spędzałem z nimi większości swojego czasu, ale bywałem każdego dnia u nich w sypialni.
Odetchnąłem i wolną dłonią uniosłem kieliszek w niemym toaście. Nie wiem, za co zamierzałem pić. Oficjalnie - za spotkanie; nieoficjalnie - za głupka Rookwooda. Napiłem się. Marzyłem by to była trucizna, gdyż właśnie patrzyłem jej w oczy. Nie chciałem czytać emocji malujących się w nich, nie chciałem ich przeżywać wraz z nią. Byłem żałosny, byłem głupkiem i egoistą.
- Nie chcę byś cokolwiek poświęcała - odparłem cicho na jej słowa. Nie rozumiałem w tej chwili uczuć, które nią miotały. Miałem wrażenie, że czuła to samo, że chciała tonąć w naszych uczuciach, ramionach, sercach, ale... Ja nie czułem by to było poświęcenie, bym coś tracił by być dla niej, ale może byłem dalej głupcem? Może nie poukładałem sobie tego dostatecznie bardzo? Może miała rację? Bo miałem obowiązki. Nie mogłem wybierać między nią a Ojcem ani jego sprawami, więc zacisnąłem wargi i ponownie zamrugałem, bo było jakoś tak ciężko. Powietrze zrobiło się duszne i gęste. I pewnie ponownie bym spadał w przepaść, wspominając jej ulotny dotyk, dotyk jej warg na mojej dłoni, ale...
Uratowały mnie jej słowa. Upiłem kolejny łyk wina, właściwie wychyliłem do końca lampkę. Zamierzałem dolać kolejną, kiedy Avelina dokończy własną.
Cieszyłem się, że już było z nią lepiej. Wiedziałem, że było z nią lepiej. Danielle zdjęła klątwę, ale musiałem zapytać by zmienić temat, by odciągnąć myśli od tych bolesnych, destrukcyjnych. Już tęskniłem za momentem, za tym uczuciem... Takim ulotnym, że nie byłem pewien, czy było naprawdę, czy istniało tylko w moim wyobrażeniach. Spokój, ulga, bezpieczeństwo.
Wyprostowałem się zaskoczony, że zapytała o moje dzieci. Nie byłem pewien, czy odpowiadać, czy zbyć to pytanie. Nie chciałem przysparzać jej dodatkowych ciosów w serce, nie chciałem jej ranić dodatkowo, ale wydawała się być prawdziwie zainteresowana, ciekawa. Może to też była przypadkowa zmiana tematu? Pierwsze co jej wpadło na wargi? Kłamcą nie była, a przynajmniej w czasach nauki w Hogwarcie nie była, więc nie sądziłem by udawała zainteresowanie. Nie byłą jedną z nas.
- Trochę jeszcze poczekają na naukę w Hogwarcie... Najstarszy syn, Ramses, ma dopiero siedem lat. Lata wszędzie z minimiotłą. Myślę, że za jakieś dwanaście, piętnaście lat będzie Rookwood wśród Mistrzów Świata Quidditcha - przyznałem, śmiejąc się nawet na to wspomnienie i inne z tym związane. - Stłukł ostatnio dosyć stary wazon, ale udało się go naprawić. Bywa nieznośnie uparty i zadaje dużo, bardzo dużo pytań.
- Ostatnio zapytał mnie, dlaczego nie można robić czegoś, jeśli to jest złe… Bądź tu mądrym i odpowiedz dziecku - odparłem zakłopotany, ale zadowolony. Co jak co, ale kochałem dzieci. Może nie spędzałem z nimi większości swojego czasu, ale bywałem każdego dnia u nich w sypialni.